października 15, 2014

I'm NOT okay rozdział 3

Próbowałem zasnąć, ale coś co chwilę uderzało o okno mojego pokoju. Naprawdę każdy dźwięk przeszkadzał mi zasnąć, więc wstałem z łóżka i otworzyłem okno.
-Czego do kurwy nędzy...-zobaczyłem postać, która siedziała na gałęzi drzewa.-Gerard?-wystraszyłem się.-Co ty tu robisz?
-Bo Mikey powiedział, że nie chciałeś przyjść na imprezę, więc ja przybyłem do ciebie.-powiedział spokojnie i uśmiechnął się szeroko.-Cześć.
Chłopak bez ostrzeżenia wskoczył do środka. Rozejrzał się spokojnie po wnętrzu mojego pokoju i zatrzymał się na mnie, co wywołało u niego jeszcze większy uśmiech.
Przyglądał mi się tak, jakby nie widział mnie co najmniej od paru lat. Mimo to podobał mi się to, że zwraca na mnie taką uwagę i...
"Cholera, Frank! Opanuj się!"
Potrząsnąłem głową i wróciłem do leżenia na swoim wygodnym łóżku. Niestety chłopak nie dał mi czasu na dłuższe myślenie, bo położył się na mnie i wlepił wzrok w moje oczy. Patrzył w nie tak, jakby czegoś szukał.
-Co tak na mnie patrzysz?-zirytowałem się.
-Masz śliczne oczy, Frankie.-uśmiechnął się lekko i pocałował mnie.
Oczywiście, że chciałem go odepchnąć, ale to było trudne, gdy tak cudownie całował. Ogólnie nie mam nic do tego, że tak na mnie działa. Nawet mi się podoba, gdy tak na mnie patrzy. I ma też ten cudny uśmiech.
Podoba mi się w nim wszystko, oprócz tego władczego charakteru. Musiał mieć wszystko, bo inaczej brał to siłą.
-Podobam ci się?-zapytałem nagle.
Gerard uśmiechnął się szerzej.
-Oczywiście, Frankie. Jesteś śliczny i mnie kręcisz.-cmoknął mnie w policzek.-A teraz chodź ze mną na imprezę, zanim umrę.-zaśmiał się.
-Co?-zmrużyłem oczy.
-Jestem trochę chory.-wzruszył ramionami.-Ubieraj się i chodź, bo nie mam wieczności.
Nałożyłem na siebie jakieś rzeczy. Kompletnie mnie to zbiło z tropu. Gerard, wulkan energii, chory? Na co? Na katar?
Prychnąłem tylko i wcisnąłem ręce do kieszeni bluzy. Jeśli mi dobrze pójdzie, to podpytam o to wszystko Mikey'a.
* * * 
Chłopacy zaczęli grać w butelkę. Zdegustowany siedziałem na kanapie i dopijałem swój sok.
-No już! Całuj brata, Gerard!-krzyknął Ray.
-Wybacz, ja już mam kogoś.-chłopak puścił mi oczko, a ja tak nagle zrobiłem się cały czerwony jak burak. 
Nie wiem czemu, ale zawsze uważałem, że publiczne mówienie o swojej drugiej połówce jest niestosowne...Ale to znaczy, że....Gerard i ja jesteśmy razem?
Już chciałem zacząć nad tym myśleć, ale nadarzyła się okazja, aby porozmawiać z bratem chłopaka, więc zerwałem się z miejsca i pobiegłem za nim do kuchni.
-Mikey? Możemy pogadać?-zapytałem.
-Jasne, a o czym?-spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
Wziąłem szybki oddech.
-Na co choruje Gerard?
Chłopak wypuścił szklankę z sokiem, a ta rozbiła się i wywołała hałas. Wszyscy zebrali się przy nas. Gerard szybko objął mnie ramieniem i wyciągnął z kuchni.
-Coś ty mu powiedział?-wciągnął mnie do małego pokoju. Prawdopodobnie należał do niego. 
-Nic...Tylko zapytałem o lekcje na jutro.-skłamałem.
-Jutro jest niedziela, Frank. O co zapytałeś?
Nie wiem czemu, ale bałem się skłamać. Patrzyłem w te cudne, zielone oczy. Nie chciałem kłamać. Nie jemu.
-Zapytałem....Na co chorujesz...-szepnąłem.
Szatyn westchnął smutno i pogłaskał mnie po policzku.
-Jesteś taki młody, Frankie, ale myślę, że zrozumiesz...-usiadł na fotelu i przyciągnął mnie na swoje kolana.-Widzisz, mój malutki....Kiedyś mój tatuś był bardzo chory, aż w końcu umarł w potwornych męczarniach...-zaczął się bawić moją dłonią.-Mikey jest czysty. Cała moja rodzina jest zdrowa, tylko ja nie dałem rady. Poddałem się temu i zachorowałem.-w jego oczach pojawił się smutek.-Mam raka.
Zaniemówiłem.
Wpatrywałem się ślepo w jego twarz, ale mimo to nic nie widziałem. Nagle poczułem się pusty w środku. To wszystko, co było wokół mnie, okazało się być jednym, wielkim kłamstwem.
Gerard nie był chamem, tylko po prostu nie chciał tracić chwil na głupie poznawanie mnie. Od początku upatrzył sobie mnie i postanowił przywłaszczyć sobie moją skromną osobę, a ja nie miałem wyboru. Miał tyle pięknych dziewczyn do wyboru, ale wziął mnie. Teraz rozumiem.
-Frankie, skarbie, powiedz coś...-zacisnął delikatnie swoje palce wokół moich.-Boże, przepraszam. Zniszczyłem cię.-zaczął płakać, wtulając swoją twarz w moją bluzkę.
Oprzytomniałem trochę. Zacząłem go głaskać po włosach, starając się w jakiś sposób złagodzić to wszystko.
-Zniszczyłeś mój świat, Gee.-szepnąłem tylko.

2 komentarze:

  1. Ojejcia. :0 Jest super! Naprawdę. Smutno trochę...ale emocje są.

    Zapraszam na nowy rozdział
    http://zanim-uratuja-ma-nedzna-dusze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ejjjjj to jest zajebiste! Nie czytałam jeszcze frerarda z taką fabułą... Tak oryginalnie :D Czekam na następny rozdział!

    OdpowiedzUsuń