grudnia 21, 2014

Take this to my grave | Prolog

Niektórzy uważali mnie przez całe życie za dziwaka. Wolałem malowanie od spotykania się z przyjaciółmi. Na wstyd moim rodzicom, jako jedyny nie wziąłem ślubu. Upierałem się przy tym tak bardzo, że któregoś dnia po prostu umarłem. Sam. Zasnąłem, a następnego dnia obudziłem się w zupełnie innym miejscu, jako duch.
Tak, to musiał być cmentarz. Pełny, jasny księżyc świecił na ciemno-niebieskim niebie rzucając poblask na inne groby. Trawa wydawała się być szara, jakby ktoś przejechał po niej farbą kilka razy, albo pokrywał ją dziwny osad. Marmurowe mauzoleum wyglądało jak z najstraszniejszego horroru. W oddali dało się słyszeć kruka, który wzbijał się w niebo. Wiatr wiał, przez co gałęzie gołych drzew uderzały o siebie. 
Spojrzałem na swój nagrobek z napisem: 
"Tu leży Gerard Way, nasz kochany syn
ur. 09.04.1877
zm.29.10.1897
Spoczywaj w pokoju"
Ile mogłem już tu leżeć? 
Dwa, trzy dni?
Sam nie wiem. Boję się tego, co może się stać, gdy spróbuję się dowiedzieć. Postanowiłem więc przejść się wzdłuż mojego nowego miejsca zamieszkania. Sam się dziwie, dlaczego nie trafiłem prosto do piekła. Może dostałem jakąś mniejszą szansę na naprawienie błędów.
-A ty tu co robisz?-usłyszałem zimny głos za sobą.
Odwróciłem się powoli i spojrzałem na niskiego chłopaka, który wpatrywał się we mnie pustym wzrokiem. Nie wyglądał na martwego, ale na żywego też nie. W swojej bladej dłoni trzymał zakrwawiony nóż. Gdy zrobiłem jeden krok w jego stronę, on zacisnął mocniej palce wokół rękojeści. Bał się mnie. Nie wiedział, kim jestem. Ja sam nie wiem, kim jestem.
-Słyszysz?!-wydarł się tak, że z pobliskiej gałęzi czarny ptak odleciał jak najdalej.-Kim ty jesteś?
Nie powiedziałem nic, tylko wskazałem na swój grób. Chłopak przeczytał wszystko, a potem spojrzał na mnie, a jego spojrzenie było teraz bardziej współczujące. Nienawidziłem litości u ludzi.
-Nie jestem duchem.-warknąłem, ale to już nie było ludzkie warknięcie. Bardziej, jak u dzikiego zwierzęcia, który właśnie zauważył swoją ofiarę.
-Gerard Way....Way...-zamyślił się brunet na chwilę.-Twój ojciec nie jest burmistrzem miasta?-zapytał.
Wzruszyłem ramionami i usiadłem na ławce. Co go to interesuje? Nie jest nikim, komu mogę to powiedzieć. Nawet go nie znam. Jeszcze przed chwilą pewnie by się na mnie rzucił z tym nożem.
-No dobra, Gerard. Do wschodu słońca nie zostało wiele czasu, a do pałacu długa droga. Pewnie będzie trzeba znaleźć jakieś miejsce, gdzie będziemy mogli odpocząć.-wbił łopatę w ziemię i spojrzał na mnie.-No? Idziesz, czy nie?
-Kim ty jesteś?-zmrużyłem oczy.
-Oh, zapomniałem. Ale ze mnie idiota.-puknął się w głowę.-Jestem Frank. Twój nowy przyjaciel i najgorszy wróg.

grudnia 20, 2014

Tell me how love kills | XII

Pete
W mojej starej szkole zwykle nie było kogoś, kto dzielił moją pasję i miał takie same zainteresowania jak ja. Gdy przeprowadziłem się do NJ, to od razu znalazłem znajomych i fajną dziewczynę, jednak to nie było to, czego chciałem. Czułem się pusty w środku. Niby wszystko już było okej. Mieszkałem sam, przeskoczyłem parę klas. Teraz mam 23 lata i właśnie przyłapuję swoją ukochaną na zdradzie. Normalny facet przywaliłby temu gościowi, ale nie, ja taki nie jestem. Zacząłem zbierać swoje rzeczy i opuściłem nasze mieszkanie.
Sam nie wiem, gdzie teraz pójdę, więc siadam na ławce i zastanawiam się nad tym wszystkim. Nie ma sensu do niej wracać, bo jeszcze mnie wyśmieje. I tak jej nie kochałem. Nigdy. Tak naprawdę byłem już w kimś zakochany. Pewien chłopak, którego widziałem jeden raz na ulicy. Grał tak pięknie na gitarze...Jednak nie mogłem go znaleźć. Tak, jakby się rozpłynął. 
Coś zaszeleściło w koronie drzewa i to na pewno nie była wiewiórka. Spojrzałem w górę, a na mnie spadł jakiś chłopak. Wpadł prosto na moje kolana. Oboje byliśmy dość zdziwieni tym wszystkim, jednak ja sobie przypomniałem jego twarz.
-To ty!-ucieszyłem się.
-Co ja? To nie ja! Ja nic nie zrobiłem!-powiedział szybko schodząc z moich kolan, ale ja go zatrzymałem.-Zostaw mnie, no! Nie znam cię!
-Ale ja ciebie tak, słoneczko ty moje!-pocałowałem go prosto w usta. Już chyba bardziej zbłaźnić się dziś nie mogłem, więc co mi szkodzi. 
O dziwo on się nie odsunął, ale też nie oddał pocałunku, tylko wpatrywał się we mnie. W końcu przerwałem i spojrzałem mu w oczy.
-Pomyliłeś mnie z kimś.-mruknął próbując mnie odepchnąć.
-Nie, nie pomyliłem się. Jesteś Mikey.-szepnąłem mu do ucha.-Rok temu grałeś w tym parku na gitarze i wtedy zaprosiłem cię na kawę. Rozmawialiśmy długo, aż w końcu zgodziłeś się pójść do mnie. Wypiliśmy trochę i potem....
-Dość!-odskoczył ode mnie.-Nie przypominaj mi tego! Zostaw mnie! 
Zaczął iść szybko w stronę wyjścia z parku, ale ja go dogoniłem. Nie chciałem go znów zgubić, bo takie skarby powinno się zatrzymać. Jego głos...Taki piękny, a tamtej nocy tylko ja go mogłem usłyszeć. 
Myślałem o nim przez cały ten czas. Dobrze wiem, że nie jest jeszcze pełnoletni. Miałbym kłopoty, gdyby ktoś się dowiedział, ale co z tego. Jestem okropnym egoistą, jeśli chodzi o ludzi i nie lubię się nikim dzielić. Zwłaszcza takimi słodkimi osóbkami. W jego szkole nie było nikogo, kto by go dobrze znał. Po tym incydencie ze mną opuścił kilka tygodni, a potem zmienił szkołę. Pewnie bał się, że będę go szukał. Nie chciał mnie znać.
Nawet nie wiedział, jak bardzo mnie to bolało, że tak po prostu zniknął z mojego życia. Tak po prostu wyparował.
-Możesz za mną nie iść?-mruknął.
Złapałem go tylko za rękę i uśmiechnąłem się. Chłopak tylko westchnął zrezygnowany. Oddał uścisk dłoni i pociągnął mnie za sobą. Zapewne to był jego dom. W środku było cicho, więc musiał być sam. Zero rodziny? Nie, to nie to. Pewnie są w pracy, ale zdawało mi się, że ma starszego brata. Z tego, co mi opowiadał miał brata, który miał narzeczonego kilka lat temu, więc to nie było mu obce. Nie wie, jak jest teraz. Może jeszcze coś do mnie czuje?
Rozsiadłem się na kanapie. Mikey poszedł przygotować nam coś do picia. W tym czasie zadzwonił mój telefon. Emma była zawsze uparta. Musiałem wyłączyć komórkę, żeby mieć spokój. Nawet nie chciałem już myśleć nad powrotem do niej. Zawiodła mnie po raz kolejny, więc to już nas koniec. Nie chcę jej znać.
-To jaki jest powód twojego powrotu?-zapytał chłopak siadając obok mnie.
-Sam nie wiem...-zacząłem się bawić jego włosami, jak tamtego wieczoru.-Szukałem cię wszędzie, ale ty ciągle mi uciekałeś, a ja tak bardzo tego nie lubię, gdy ktoś mi ucieka.
Mogłem poczuć, że zadrżał lekko. Uśmiechnąłem się wyczuwając u niego tą reakcję. Nie byłem mu aż tak obojętny. Albo po prostu się mnie bał. Teraz już sam nie wiem. Trochę się zmienił od ostatniego razu, gdy go widziałem. To miała być tylko jedna noc, nic zobowiązującego. Pewnie to go spłoszyło, bo nie wiedział, co ma zrobić potem, ale ja go...W pewnym stopniu pokochałem. Był dla mnie tak bardzo ważny, a jednak go straciłem i pozwoliłem odejść.
-Czyli...Teraz przyszedłeś tu tylko po seks, tak?-spojrzał na mnie. Nie odpowiedziałem, więc on wstał i zaczął się rozbierać.-Dobra, więc po prostu to zrób i idź stąd. Jesteś jak inni.
Mogłem dostrzec łzy w jego oczach, gdy odpinał guziki swojej koszuli. Zatrzymałem jego rozdygotane dłonie i uniosłem jego podbródek tak, aby spojrzał mi w oczy. Jedna łza spłynęła po jego policzku. Pierwszy raz widziałem tak ogromny ból w czyiśch oczach. Musiał cierpieć.
Przytuliłem go mocno. Chciałem, żeby po prostu zapomniał o całym świecie. Chciałem, żeby w tej minucie żył tą chwilą. Dawałem mu poczucie bezpieczeństwa, gdy znajdował się w moich ramionach. 
-Pete, ja naprawdę mam tego dość...-szepnął.
-Ciiii, już dobrze. Jestem tu. Teraz będzie dobrze. Zaopiekuje się tobą.-otarłem jego łzy i pocałowałem go lekko.
Mikey objął mnie wokół szyi i sam pogłębił pocałunek. Czyli jednak mnie pamiętał. Jedna noc. Tylko tyle, ale to jednak wystarczyło, abym się w nim zakochał. 

grudnia 14, 2014

Tell me how love kills | XI

Frank
Moi rodzice zbyt mocno się przejmowali tym wszystkim. Najgorsza była rozmowa z ojcem, który od samego początku się tego domyślał, bo dużo mu opowiadałem o Gerardzie. Domyślił się, że to ktoś więcej, niż przyjaciel. To kolejna ważna osoba w moim życiu. A teraz mam go tylko i wyłącznie dla siebie. Nie muszę się nim z nikim dzielić. I możemy robić co tylko chcemy. Możemy się przytulać , całować, spać w jednym łóżku....Teraz zwykle śpimy u mnie, bo Gerard rozmawia z moją matką do późna na temat ślubu. To dziwne, że tak z dnia na dzień się zaręczyliśmy, ale nie mam nic przeciwko temu.
-Hej Franiu.-chłopak wszedł do środka i uśmiechnął się.-Mam dla ciebie niespodziankę.
-Jaką?-od razu usiadłem na łóżku.-No mów!
On tylko zaśmiał się i przyklęknął obok mnie. Zaczął szperać po kieszeniach, aż w końcu znalazł małe, czarne pudełko. Wpatrywał się w nie przez chwilę, aby zaraz potem spojrzeć na mnie.
-Chciałem to zrobić jakoś oficjalnie...Wyjdziesz za mnie?-otworzył pudełko, a moim oczom ukazał się srebrny pierścionek z czarnym oczkiem.
-Tak, tak, tak!-przytuliłem go mocno.
Chłopak pocałował mnie lekko i zaczekał na moją reakcję. Oczywiście od razu oddałem pocałunek i objąłem go wokół szyi wczepiając palce w jego ciemne włosy. Podniósł nas z podłogi, nie przerywając pocałunku i położył mnie na łóżku układając się nade mną wygodnie. Jego smukłe palce wsunęły się pod moją bluzkę, co sprawiło, że zarumieniłem się dość mocno. Odsunąłem się na chwilę, bo chciałem spojrzeć  mu w oczy. Chciałem wiedzieć, co zrobi dzisiaj. Co takiego się stanie. Do czego z tym zmierzamy. Czy to po prostu dotykanie się i całowanie, czy zamierzamy zrobić coś więcej.
Jego oczy świeciły wpatrując się we mnie. Wręcz płonęły z pożądania, przez co musiałem odwrócić wzrok, aby chociaż trochę się uspokoić. Jeżeli rodzice by usłyszeli, to od razu dostałbym karę. Zapewne wygnali by mojego ukochanego z domu i zerwali zaręczyny, a ja go tak bardzo kocham, że nie chcę go tracić. To byłaby dla mnie szybka śmierć.
-Co zrobimy, Gerard?-zapytałem cicho.
-Na razie nic, bo twoi rodzice to są, ale może wieczorem....
-Nie! Nie, nie ma mowy. Poczekaj do nocy poślubnej.-uśmiechnąłem się.
-Ugh, okej.-westchnął ciężko.
To będzie niesamowite. Ślub, miesiąc miodowy. Nasze życie. Będzie cudowne.

grudnia 06, 2014

Tell me how love kills | X

Gerard
Powiedziałem prawdę. Miałem zamiar poślubić Franka, ale musiałem dopełnić wszystkich rzeczy, które rodzice Iero mi napisali.

" Lista rzeczy, które Gerard Artjur Way zobowiązał się zrobić, zanim poślubi naszego kochanego syna (który nie jest pedałem) i zabierze go z naszego rodzinnego domu:
1. Ślub ma być kościelny i odbyć się przed księdzem katolikiem.
2. Frank ma mieć suknię ślubną i wyglądać jak piękna, młoda kobieta, a nie jak 18-letni chłopak.
3. Gerard musi przed ślubem pokazać nam dom i miejsce, gdzie odbędzie się noc poślubna.
4. Jeśli chłopak zrobi krzywdę naszemu synowi, to skrócimy mu przyrodzenie."

Uśmiechnąłem się sam do siebie czytając to kolejny raz. Musiałem znaleźć odpowiedni pierścionek, miejsce do ślubu, miejsce na miesiąc miodowy i jeszcze tak dużo rzeczy, ale czego się nie robi dla kochanej osoby. Naprawdę zależy mi na tym, żeby chłopak został ze mną, a to, co miałem z Jamie'em już minęło. Złamałem tą obietnice miłością do Franka.
-Hej, co robisz?-Mikey położył się koło mnie.
Pokazałem mu kartkę, a ten tylko się skrzywił.
-No co?-spojrzałem na niego.
-Ty z tym na serio?-mruknął.
-Tak. A coś ci się nie podoba, hm?
Chłopak tylko coś mruknął i wyszedł z pokoju. Już miałem zabrać się za przygotowywanie listy rzeczy, które muszę kupić, ale coś zastukało w okno. Dostrzegłem czarnego kota, który uderzał łapką w szybę.
-Franiu, miałeś siedzieć w domu.-westchnąłem i wpuściłem go do środka.
Dałem mu jakieś ubranie, żeby nie chodził mi nago po pokoju, bo to by mnie rozpraszało. Usiadłem przy biurku i zacząłem spisywać wszystko, co powinienem kupić. Frank przytulił mnie od tyłu i zajrzał mi przez ramię. Zakryłem wszystko dłonią.
-No ej....Co tam piszesz?
-Rzeczy, które kupuję na nasz ślub.-uśmiechnąłem się do niego.
Chłopak pocałował mnie mocno i rozłożył się na łóżku. Starałem się na niego nie zerkać, ale nie potrafiłem sobie odmówić patrzenia na niego. Wyglądał tak pięknie... Czarne włosy opadały na jego bladą twarz, która zdobił delikatny uśmiech. W pewnej chwili po prostu się na niego rzuciłem. Zacząłem go całować. Podwinąłem jego koszulkę i obsypałem pocałunkami jego brzuch i klatkę. Patrząc w dól mogłem się domyślić, że po takiej czynności jest już podniecony. Chciałem się tym zająć, ale niestety mój brat wpadł do pokoju. Wszystko nam przerwał.
-A ty tu czego?-warknąłem.
-Pstro, masz gości.
Zszedłem na dół i mnie zatkało.
-Pani Bower? O co chodzi?-zapytałem spokojnie kobiety.
Nie była sama. Obok niej stał zapłakany Jamie. Wyglądał, jakby nie spał od kilku długich dni. Do tego był zły na mnie. Przez cały czas wpatrywał się w podłogę i nic nie mówił.
-Obiecałeś ślub komuś innemu, a nie Iero. Mój syn czekał na to od wielu lat.-powiedziała chłodnym tonem.
-Wybaczy mi pani, ale znam swoje obowiązki i jednym z nich jest, abym był szczęśliwy z osobą, którą kocham szczerze...-akurat w tym momencie Frank zszedł na dół i przystał obok mnie.
Objąłem go ramieniem. Byłem naprawdę szczęśliwy, że go mam tu przy sobie. To nie jest tak, że zmieniam partnera od tak sobie. Nie. Ja po prostu zwlekałem z decyzją o byciu z moim ukochanym. Tylko niepotrzebnie przedłużałem to z Jamie'em. Chłopak nie zasłużył na to, by cierpieć, jednak teraz już nic nie zmienię. W moim sercu jest tylko jedno miejsce, a ono należy do Franka.
-A, więc wolisz spotykać się z jakimś  mutantem, niż z moim synem?-warknęła.
-Proszę, aby pani stąd wyszła. Nie życzę sobie, aby obrażała pani kogokolwiek z mojej rodziny.
Kobieta tylko prychnęła i opuściła nasz dom razem ze swoim synem.
-Gerard....
-Już dobrze, kochanie. Nikt nie ma prawa tak mówić.-pogłaskałem go, a on uśmiechnął się lekko.
Skłamałbym, gdybym powiedział, że jego uśmiech nie daje mi nadziei na to, że zostaniemy razem na zawsze.

Mikołajki

Hej ludziki. Dziś są Mikołajki, więc....Są słodycze i ogólnie bardzo wesoło, prawda? Może pora namówić rodziców, babcie, kota, psa, albo chomika, aby pojechać na koncert naszego  Gerda, bo to może być taki jedyny raz. Jest duuużo biletów, więc jestem pewna, że starczy dla każdego, kto ma ochotę zobaczyć naszego kochanego rudzielca. I do tego ile fajnych ludzi można spotkać! Pełno fanów, jak i nowych przyjaciół.
Także pędzić po bilety i się bawić. No i wesołych Mikołajek! Pełno słodyczy!

grudnia 04, 2014

Tell me how love kills | IX

Maya
Ojciec Franka przyjechał tutaj z dziewczyną z którą mój kuzyn przyjaźnił się w przeszłości. Od razu wiedziałam, że chodzi o wrobienie Iero w ślub, a jak. Jego rodzice są po rozwodzie, ale zgadzają się w jednym. Ich syn nie może być pedałem, bo inaczej oznacza to, że jest potępiony, lub opętany przez demony. To okropne, ale tak niestety jest. Rodzina Iero od zawsze była bardzo religijna, więc gdy Frank wyznał im, że jest gejem, to omal na zawał nie padli. Byłam przy nim wtedy i wspierałam go, jak tylko umiałam.
Do tego jego miłość, Jack odrzucił jego uczucia  i wyjechał z kraju. Słuch po nim zaginął. W tamtym momencie chłopak odepchnął mnie na bok i zaprzyjaźnił się z Jamią. Ich rodzice dyskutowali już o ślubie pomimo ich młodego wieku. Po dłuższym czasie Franio wyjechał z mamą do NJ, a ojciec został w ich starym domu. Założył nową rodzinę, ale nie zapominał o synu, a to dobre. Odwiedzał go co weekend i zabierał do siebie.
Z czasem zostałam odrzucona z tej rodziny, bo byłam inna. Mam 23 lata, nie chodzę do szkoły, nie mam chłopaka, ani domu, gdzie mogłabym mieszkać. Na szczęście ciocia Linda przygarnia mnie od czasu do czasu, a ja w tym czasie odnawiam więź z moim kochanym kuzynem, bo on jest taki jak ja. W połowie człowiek, a w połowie kot. Nikt o tym nie wie, bo przed laty było to tylko nasz sekret i nikt nie miał prawa o nim wiedzieć. Tylko nasza dwójka.
A teraz on powiedział o tym temu Gerardowi, jednak....Nie mam do niego żalu, bo wiem, co do niego czuję. Kiedyś napisał do mnie list z tym wyznaniem. Chyba z milion razy napisał, że go kocha i że umrze, jeśli ten się kiedykolwiek dowie, jak bardzo to uczucie go gnębi. Tak, właśnie. Gnębi.
Tak to jest, gdy spojrzy się na kogoś i zakocha się od pierwszego wejrzenia. Odradzałam mu spotykania się z nim, ale ten idiota nigdy mnie nie słuchał, więc wiedziałam, że tak to się skończy. Będzie miał złamane serce, albo będą razem do końca życia. Jeśli temu Gerardowi naprawdę zależy, to postara się o to, aby Frank był szczęśliwy i czuł tą miłość.
-A więc, Frank...Pamiętasz Jamię Nestor?-zapytał ojciec.-Zobacz, na jaką śliczną, młodą kobietę wyrosła.
-Widzę.-chłopak uśmiechnął się sztucznie. -Co tu robicie o takiej porze i w jakim celu przywiozłeś tu ją?-mruknął.
Oh, a wspominałam już, że Jamia zdradziła jego największy sekret i publicznie wyśmiała go przed całą szkołą?
-Spokojnie, Frankie...-usiadłam obok niego, a ta suka rzuciła mi nienawistne spojrzenie.
Zignorowałam to i starałam się uspokoić kuzyna, aby się na nią nie rzucił.
-Chyba już najwyższa pora, Frank, abyś znalazł sobie kogoś, kto będzie z tobą na zawsze.
Rozmowa przerodziła się w kłótnie i zmuszanie biedaka do ślubu w tak młodym wieku. Tak, jakbym widziała swoich rodziców. Też kazali mi się ożenić, a wtedy uciekłam z domu, jak najdalej od nich. Nikt nie miał prawa mówić mi, co mam robić. 
Opuściłam dom ciotki i poszłam po tego chłopaka Franka. Gerd od razu przyszedł ze mną, aby bronić chłopaka. Uderzył jego ojca i objął Frania w pasie.
-Nie możecie wydać go za mąż, bo on jest mój.-powiedział chłodno.-Jeżeli za kogoś wyjdzie, to tylko za mnie i za nikogo innego.
-Gera...
-Cicho, Frank.-mruknął i spojrzał na niego. Jego spojrzenie od razu złagodniało i uśmiechnął się do niego.-Kocham cię, więc chcę dla ciebie jak lepiej.-pocałował go krótko. Znów spojrzał na rodziców chłopaka.-Zamierzam poślubić waszego syna w ciągu miesiąca.
Kompletnie mnie zatkało, jak i pozostałych tu obecnych. W końcu jednak....Ktoś im się postawił. Ja chyba powinnam zrobić to samo i pojechać pogadać z moimi rodzicami. Ale to nie teraz. Może dam sobie jeszcze tydzień, albo dwa.

grudnia 03, 2014

Tell me how love kills | VIII

Frank
Obudziłem się, gdy słońce wzeszło na niebo. Gee jeszcze spał, ale wciąż czuwał obejmując mnie w pasie i nie pozwalając uciec. Zdawało mi się, że gdy zasnąłem on powiedział coś ważnego. Może zgodzi się to dla mnie powtórzyć, jeśli go o to ładnie poproszę, albo będzie udawał, że nic się nie stało, jak zwykle.
Spokojnie patrzyłem na niego i bawiłem się jego długimi włosami. Chłopak mruknął coś przez sen. Najwidoczniej to musiało być coś nadzwyczaj ciekawego, bo jęknął cicho i przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie. Czy on miał jakiś zboczony sen? Nie wiem, ale jakoś mi się to nie podoba...Jest bliżej, niż był kiedykolwiek. Teraz, gdy już go mam, to boje się, że stracę go przez własną głupotę. Nie potrafię jakoś specjalnie dobierać słów, ani nie wiem, kiedy powinienem kogoś przytulić, albo pocałować. Jeżeli zaczęliśmy tworzyć jakiś związek, to ja nie mam o tym pojęcia, bo chyba muszę zostać o tym poinformowany listem, aby zrozumieć.
Gerard jest strasznie słodki, gdy śpi. Wygląda tak niewinnie. Nie to, że normalnie taki nie jest, ale jak mnie widzi, to czuję, że najchętniej by mi przypierdolił, albo zgwałcił na miejscu, więc czasem mnie to dziwi, że zakochałem się właśnie w nim. Miałem tyle innych osób do wyboru, ale nie. Musiałem się uprzeć na chłopaka, który był zaręczony i który zupełnie nie odwzajemniał moich uczuć. Może teraz to się zmieniło, może coś do mnie czuję....To by mnie bardzo ucieszyło....
-Fraankiee...-ścisnął mnie bardziej.-O, już nie śpisz, kochanie?
Pogłaskał mnie po policzku, a ja zarumieniłem się mocno. Podobało mi się to. Strasznie. Chciałem pozostać w tym jeszcze chwilę, ale Gerd zabrał dłoń i musiałem się nacieszyć wspomnieniem tego i ciepłem, jakie zostawiło.
-Niedawno wstałem-uśmiechnąłem się lekko.-Jak ci się spało?
-Wyśmienicie, bo ty tu byłeś.-rzucił się na mnie i spojrzał mi w oczy.-Oj Franuś, jaki ty czerwony.-zaśmiał się cicho.
-Daj spokój.- mruknąłem i odwróciłem wzrok.
Szatyn pochwycił moją twarz w swoje dłonie i pocałował mnie czule. Na początku byłem troszkę zdziwiony, ale po chwili oddałem pocałunek. Wczepiłem palce w jego włosy.
-Co robicie, chłopcy?-usłyszałem.
Spojrzałem w stronę drzwi i zobaczyłem Mayę. No świetnie, Teraz dostanę opieprz za to wszystko. Wiem o tym, bo pewnie zaraz pójdzie powiedzieć o tym mojej mamie.
-Staramy się pieprzyć, ale przeszkadzasz.-mruknął Gerard.
Zarumieniłem się jeszcze bardziej.
-Frank, jesteś niemożliwy.-westchnęła.-Mama cię woła. Chcę z tobą pogadać.
-Okej, już idę.-chciałem wstać, ale on mnie zatrzymał.-Gee, naprawdę muszę iść...
-Nie musisz...-zamruczał i znów mnie pocałował.
Niestety dziewczyna wyrwała mnie i pociągnęła za sobą do domu. Już mogę się domyślić o co chodzi. Przed domem stoi wóz mojego ojca. Świetnie.