grudnia 20, 2014

Tell me how love kills | XII

Pete
W mojej starej szkole zwykle nie było kogoś, kto dzielił moją pasję i miał takie same zainteresowania jak ja. Gdy przeprowadziłem się do NJ, to od razu znalazłem znajomych i fajną dziewczynę, jednak to nie było to, czego chciałem. Czułem się pusty w środku. Niby wszystko już było okej. Mieszkałem sam, przeskoczyłem parę klas. Teraz mam 23 lata i właśnie przyłapuję swoją ukochaną na zdradzie. Normalny facet przywaliłby temu gościowi, ale nie, ja taki nie jestem. Zacząłem zbierać swoje rzeczy i opuściłem nasze mieszkanie.
Sam nie wiem, gdzie teraz pójdę, więc siadam na ławce i zastanawiam się nad tym wszystkim. Nie ma sensu do niej wracać, bo jeszcze mnie wyśmieje. I tak jej nie kochałem. Nigdy. Tak naprawdę byłem już w kimś zakochany. Pewien chłopak, którego widziałem jeden raz na ulicy. Grał tak pięknie na gitarze...Jednak nie mogłem go znaleźć. Tak, jakby się rozpłynął. 
Coś zaszeleściło w koronie drzewa i to na pewno nie była wiewiórka. Spojrzałem w górę, a na mnie spadł jakiś chłopak. Wpadł prosto na moje kolana. Oboje byliśmy dość zdziwieni tym wszystkim, jednak ja sobie przypomniałem jego twarz.
-To ty!-ucieszyłem się.
-Co ja? To nie ja! Ja nic nie zrobiłem!-powiedział szybko schodząc z moich kolan, ale ja go zatrzymałem.-Zostaw mnie, no! Nie znam cię!
-Ale ja ciebie tak, słoneczko ty moje!-pocałowałem go prosto w usta. Już chyba bardziej zbłaźnić się dziś nie mogłem, więc co mi szkodzi. 
O dziwo on się nie odsunął, ale też nie oddał pocałunku, tylko wpatrywał się we mnie. W końcu przerwałem i spojrzałem mu w oczy.
-Pomyliłeś mnie z kimś.-mruknął próbując mnie odepchnąć.
-Nie, nie pomyliłem się. Jesteś Mikey.-szepnąłem mu do ucha.-Rok temu grałeś w tym parku na gitarze i wtedy zaprosiłem cię na kawę. Rozmawialiśmy długo, aż w końcu zgodziłeś się pójść do mnie. Wypiliśmy trochę i potem....
-Dość!-odskoczył ode mnie.-Nie przypominaj mi tego! Zostaw mnie! 
Zaczął iść szybko w stronę wyjścia z parku, ale ja go dogoniłem. Nie chciałem go znów zgubić, bo takie skarby powinno się zatrzymać. Jego głos...Taki piękny, a tamtej nocy tylko ja go mogłem usłyszeć. 
Myślałem o nim przez cały ten czas. Dobrze wiem, że nie jest jeszcze pełnoletni. Miałbym kłopoty, gdyby ktoś się dowiedział, ale co z tego. Jestem okropnym egoistą, jeśli chodzi o ludzi i nie lubię się nikim dzielić. Zwłaszcza takimi słodkimi osóbkami. W jego szkole nie było nikogo, kto by go dobrze znał. Po tym incydencie ze mną opuścił kilka tygodni, a potem zmienił szkołę. Pewnie bał się, że będę go szukał. Nie chciał mnie znać.
Nawet nie wiedział, jak bardzo mnie to bolało, że tak po prostu zniknął z mojego życia. Tak po prostu wyparował.
-Możesz za mną nie iść?-mruknął.
Złapałem go tylko za rękę i uśmiechnąłem się. Chłopak tylko westchnął zrezygnowany. Oddał uścisk dłoni i pociągnął mnie za sobą. Zapewne to był jego dom. W środku było cicho, więc musiał być sam. Zero rodziny? Nie, to nie to. Pewnie są w pracy, ale zdawało mi się, że ma starszego brata. Z tego, co mi opowiadał miał brata, który miał narzeczonego kilka lat temu, więc to nie było mu obce. Nie wie, jak jest teraz. Może jeszcze coś do mnie czuje?
Rozsiadłem się na kanapie. Mikey poszedł przygotować nam coś do picia. W tym czasie zadzwonił mój telefon. Emma była zawsze uparta. Musiałem wyłączyć komórkę, żeby mieć spokój. Nawet nie chciałem już myśleć nad powrotem do niej. Zawiodła mnie po raz kolejny, więc to już nas koniec. Nie chcę jej znać.
-To jaki jest powód twojego powrotu?-zapytał chłopak siadając obok mnie.
-Sam nie wiem...-zacząłem się bawić jego włosami, jak tamtego wieczoru.-Szukałem cię wszędzie, ale ty ciągle mi uciekałeś, a ja tak bardzo tego nie lubię, gdy ktoś mi ucieka.
Mogłem poczuć, że zadrżał lekko. Uśmiechnąłem się wyczuwając u niego tą reakcję. Nie byłem mu aż tak obojętny. Albo po prostu się mnie bał. Teraz już sam nie wiem. Trochę się zmienił od ostatniego razu, gdy go widziałem. To miała być tylko jedna noc, nic zobowiązującego. Pewnie to go spłoszyło, bo nie wiedział, co ma zrobić potem, ale ja go...W pewnym stopniu pokochałem. Był dla mnie tak bardzo ważny, a jednak go straciłem i pozwoliłem odejść.
-Czyli...Teraz przyszedłeś tu tylko po seks, tak?-spojrzał na mnie. Nie odpowiedziałem, więc on wstał i zaczął się rozbierać.-Dobra, więc po prostu to zrób i idź stąd. Jesteś jak inni.
Mogłem dostrzec łzy w jego oczach, gdy odpinał guziki swojej koszuli. Zatrzymałem jego rozdygotane dłonie i uniosłem jego podbródek tak, aby spojrzał mi w oczy. Jedna łza spłynęła po jego policzku. Pierwszy raz widziałem tak ogromny ból w czyiśch oczach. Musiał cierpieć.
Przytuliłem go mocno. Chciałem, żeby po prostu zapomniał o całym świecie. Chciałem, żeby w tej minucie żył tą chwilą. Dawałem mu poczucie bezpieczeństwa, gdy znajdował się w moich ramionach. 
-Pete, ja naprawdę mam tego dość...-szepnął.
-Ciiii, już dobrze. Jestem tu. Teraz będzie dobrze. Zaopiekuje się tobą.-otarłem jego łzy i pocałowałem go lekko.
Mikey objął mnie wokół szyi i sam pogłębił pocałunek. Czyli jednak mnie pamiętał. Jedna noc. Tylko tyle, ale to jednak wystarczyło, abym się w nim zakochał. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz