maja 24, 2015

Take this to my grave| Rozdział 3

~Gerard~
-Zapewne teraz każe mi brać jakiś jebany ślub, aby mnie przy sobie zatrzymać.-mruczał pod nosem Frank ściskając mocniej moją dłoń.
Przyglądałem się mu z boku i nawet nie odczuwałem bólu, gdy próbował zmiażdżyć moją rękę, wcale mi to nie przeszkadzało. Chłopak był naprawdę zdenerwowany tym wszystkim, co się ostatnio wokół niego działo, a jeszcze ja sprawiłem mu kłopoty gryząc go po szyi i starając się zostać w jego życiu choć na jeden moment. Zależało mi na tym, aby już tak zostać i nie pozwalać Frankowi na to, aby mnie opuścił, ale dobrze wiem, że tak się nie da.
-Gerard...-szepnął chłopak podnosząc moją dłoń. Zatrzymałem się i spojrzałem na niego zainteresowany oraz zdziwiony jego dziwnym nastrojem.-Możesz mnie przytulić?-zapytał cichutko, że przez chwilę zdawało mi się, że to tylko głupi sen, dopóki nie powtórzył pytania już pewniejszym głosem.
-Jasne, mały.-wyciągnąłem ramiona i zacisnąłem je dopiero, gdy chłopak wbił palce w moje plecy i wtulił twarz w moją szyję.
Pogłaskałem go po plecach, aby się chociaż trochę uspokoił, ale on przez to zaczął się bardziej trząść i zaskomlał jak mały szczeniaczek. Zmartwiony chciałem się kawałek odsunąć i spojrzeć mu w oczy, ale on mi na to nie pozwolił. Zupełnie, jakby bał się, że nagle gdzieś zniknę i już nigdy nie pojawię się w jego życiu. Niestety ja nie mógłbym tak postąpić, bo wciąż martwiłbym się o tą cudowną osóbkę. Może gdyby był to ktoś inny, to dałbym sobie spokój, ale do jasnej cholery, to jest Frank i nie zamierzam się poddać, dopóki nie będę wiedział co go boli, albo też jak mogę mu pomóc. Najmniejszy powód, aby spędzić z nim więcej czasu jest dla mnie dobry. Po prostu go lubię, a raczej nie jestem taki, że lubię kogoś, gdy go nie znam.
-Możesz mnie pocałować?-usłyszałem dźwięczny głos wydobywający się z ust niskiego bruneta. Chłopak podniósł głowę i zaczął przyglądać mi się swoimi miodowymi oczami. Przejechał językiem po malinowych ustach i znów wlepił wzrok w moją szyję, byleby tylko nie patrzeć mi w oczy, a ja...Chyba tego potrzebowałem.-Proszę Gerard. Wydaję mi się, że to ty jesteś tą odpowiednią osobą, która może sprawić, że będę szczęśliwy.-powiedział niepewnie miętoląc swoją białą koszulę.
Jak w transie złapałem jego twarz w dłonie i ucałowałem delikatnie jego usta. Początkowo oboje byliśmy zdziwieni, jednak po chwili wszystko zaczęło się rozmazywać, a ja zniknąłem.
To tylko kolejny, tak słodki sen, a ja leżę z Frankiem na polanie pozwalając mu przeczesywać włosy i jeździć palcem po policzkach i miejscach w których ciemna koszula nie zasłaniała bladej skóry. Dotyk chłopaka był mimo to był przyjemny chociaż ja miałem swoje granice. Deszcz delikatnie obmywał moją twarz, a przecież tak dokładnie skryliśmy się pod dużym dębem i pozwoliliśmy sobie opowiedzieć swoją własną historię. Leżeliśmy tak i staraliśmy się nie moknąć, chociaż to wszystko poszło na marne. Chłopak uśmiechnął się do mnie delikatnie układając moją głowę na swoich kolanach i czekając na kontynuację opowieści o tym, jak ganiałem mojego brata po domu z nożyczkami, aby obciąć mu te kudły. Zawsze się naśmiałem na to wspomnienie, a teraz było mi już to obojętne, co się wtedy działo. Dokładnie zdawało mi się, że cała moja pamięć zaraz wyparuję, a ja nie będę wiedział kim jestem i zwariuję.
Usłyszałem trzask łamiącej się gałęzi, co wyrwało mnie z transu. Stanąłem na równe nogi i rozejrzałem się dokładnie obserwując każdy, nawet ten najbardziej zaciemniony kąt. Zmrużyłem oczy, gdy dostrzegłem, jak ktoś porusza się przy drzewie na drugim stronie polany. Zrobiłem pierwsze kroki do przodu, a już po chwili stałem jakieś 5 kroków od młodego chłopaka, który miał na sobie poszarpane i brudne ubrania, a obok niego stała kobieta w błękitnym stroju i wbijała mu ostre paznokcie w ramię, jak gdyby chciała mu je zaraz wyrwać. Cierpiałem widząc to, bo sam poczułem ten ból, a już po chwili wiedziałem dlaczego.
-Gerry..-szepnął brunet i już po chwili padł na ziemi zwijając się w małą kulkę.
Kobieta spojrzała na mnie i powoli ruszyła w moją stronę. Szybko cofałem się do tyłu, aż trafiłem na Franka, który przewrócił mnie na ziemie, a ostatnią rzeczą, którą zobaczyłem były czerwone iskry. Potem już zemdlałem. Chyba.
# # # 
Ktoś przemywał mi twarz wodą, a ja mimo to nie mogłem otworzyć oczu i sprawdzić, czy aby na pewno jestem w bezpiecznym miejscu. Słyszałem jeszcze cichy szloch, a czyjaś dłoń delikatnie głaskała moją, jakbym znów był martwy i ludzie przygotowywali by mnie do mojego własnego pogrzebu, gdy ja wciąż żyję i mam się całkiem dobrze. 
-Gerard proszę, obudź się...-szepnął załamany Frank. Wydawał się być naprawdę przerażony, a ja czułem się...Głodny? Tak, to raczej to.-Co jest?-poczułem jego delikatną dłoń na moim policzku i od razu byłem pewny, że jestem bezpieczny, więc mogłem otworzyć oczy.-Mój boże. Są czerwone.-szepnął przyciskając rękę do ust.
-Głodny jestem, Frankie...-powiedziałem słabym głosem.
-Mikey, wyjdź proszę. Muszę go nakarmić.-powiedział do chłopaka, który siedział na fotelu. Frank odgarnął włosy ze swojej szyi, aby ułatwić mi dostęp do niej. Nawet nie czekałem na to, aż w końcu się przybliży, tylko przyciągnąłem go do siebie i ułożyłem jego drobne ciałko na moim, aby nie musiał siedzieć jak głupi. Objąłem go w pasie i na początek zacząłem całować jego szyję, co wywołało u niego ciche westchnięcie.Uśmiechnąłem się delikatnie i wbiłem kły w jego szyje zachwycając się tym cudownym zapachem i słodkawym smakiem. Jego krew była inna, lepsza od tych, które znalazłem w lesie. Tamte zdawały się byś zepsute. -Gerard, już wystarczy. Słabo mi..-szepnął odsuwając się ode mnie kawałek.
Oddychałem ciężko powstrzymując się od rzucenia się na niego. W końcu nie chciałem go krzywdzić, bo to było ostatnią rzeczą, którą bym zrobił. Jeżeli chłopak by umarł, to i ja byłbym martwy. Jestem mu wdzięczny za tyle rzeczy. Frank pochylił się z powrotem w moją stronę i musnął delikatnie moje usta. Brunet przymknął oczy, a ja wpatrywałem się w niego zafascynowany, jakbym właśnie spróbował czegoś zupełnie nowego, zakazanego. Może to właśnie na to czekałem. Rzuciłem się na niego i zacząłem go całować bardziej pewnie i bez żadnego oporu. Poprawiałem jego włosy, które co jakiś czas opadały mu na twarz. Był naprawdę ślicznym i mądrym chłopcem. Moim chłopcem i nikogo innego.
-No już Gee. Moja mama chcę z tobą pogadać.-zachichotał powstrzymując mnie przed kolejnym pocałunkiem.
No i czar prysł. A ja znów zacząłem się bać.

maja 18, 2015

Informacja

Hej ludzie, kosmici, wampiry i wilkołaki! Jeżeli chcielibyście do mnie napisać, czy też mnie pohejtować, to to miejsca, gdzie będziecie mogli mnie znaleźć.

Twitter:
@Franioszek
ASK.fm:
@PianistkaMj
Wattpad:
@MyChemicalDestroya


Miłego, oraz spokojnego dnia!
Ah, no i co do kolejnego rozdziału, to nie wiem do końca kiedy będzie, bo mam zawalony tydzień, ale może do soboty się wyrobię. A teraz trzymajcie się! Pa!
MyChemicalDestroya

maja 16, 2015

Take this to my grave| Rozdział 2

Przesiedziałem całe trzy dni w zamkniętym pokoju i nie rozmawiałem z chłopakiem, który przychodził co jakiś czas i pytał, czy wszystko w porządku. Mogłem przestudiować każdy obraz na ścianie. Widać było, że mieszkał tu ktoś, kto miał pieniądze. Wszystko zachowało się znakomicie, jakby dopiero miesiąc temu ktoś stąd wyjechał. Rozpoznawałem niektórych artystów, jak Santiego, Turnera, lub też sam Leonardo da Vinci. Doceniałem ich jeszcze za życia, kiedy matka pokazywała mi różne współczesne obrazy, które dała nam jakaś okropna, stara kobieta na targowisku, a ja nie widziałem w tym grama sensu, aby jakoś żyć malując nagie kobiety, czy też widoki morza. Ci jedyni artyści byli naprawdę pociągający w swojej pracy mimo iż też czasem malowali kobiety, jednak mi to nie przeszkadzało bo mimo to, zajmowali się zawsze jeszcze czymś innym, bo obrazy obnażonych dziewczyn stawały się jak dla mnie, coraz to bardziej nudne. Za to zawsze lubiłem zawiesić wzrok na obrazie Williama Turnera Rybacy na morzu, bo miał w sobie coś, co przyciągało mnie do niego za każdym razem, gdy byłem małym chłopcem. Wszystko wyglądało tak, jakby zapamiętał on dokładnie dany moment. Też kiedyś chciałem to robić, ale w wieku 15 lat się poddałem i od tamtej pory ani razu nie dotknąłem płótna.
Więc czemu teraz szkicowałem cokolwiek na małym kawałku kartki, który znalazłem w mahoniowym biurku w rogu pokoju? Sam nie wiem. Po prostu czułem się, jakbym w końcu znalazł się w miejscu, które należało tylko do mnie. Dodatkowo czerwone ściany pobudzały moją chorą wyobraźnie o różnego rodzaju zabójstwach, które zawsze ojciec znajdował w gazecie. Początkowo mnie to przerażało,gdy ten mówił o tym cały czas matce, jakby to on sam wymyślał te chore pomysły, jak zabijać biedne kobiety, które tylko przemierzały spokojnie nocą ulicę Londynu. Bałem się mu cokolwiek powiedzieć, bo wiedziałem, że od razu zacznie się na mnie wydzierać i tylko wyślę mnie do mojego pokoju. Jako ośmiolatek zaczynałem robić się tak ciekawy świata, że w końcu o to zapytałem. Ku własnemu zdziwieniu ojciec posadził mnie na swoim prawym kolanie, na drugim posadził mojego o trzy lata młodszego brata Mikey'ego na drugim i zaczął nam opowiadać o trudnych rozprawach w sądzie i nieudolnej straży, która próbowała złapać seryjnego mordercę. Mój brat od razu uciekł i poskarżył się matce, a ja zawzięcie wsłuchiwałem się w każde słowo ojca z zainteresowaniem. Nie widziałem w tym nic strasznego, ani niebezpiecznego. Każdy był człowiekiem i każdy miał inne zainteresowania. Ja w rodzinie byłem tym bardziej odważnym. Miałem jeszcze inne rodzeństwo, ale Mikey'ego kochałem najbardziej, bo jako jedyny nie odwrócił się ode mnie i wciąż mnie wspierał, nawet siedząc ze mną do późna w nocy, gdy płakałem bez powodu.
Dotknąłem swoją bladą i rozdygotaną ręką policzka, po którym teraz płynęła przezroczysta, słona łza, która przez przypadek wymknęła się z mojego oka. Tak bardzo chciałbym znów przytulić swojego braciszka, ale raczej nie mam prawa już go nigdy zobaczyć. Umarłem i nawet nie wiem już, kim jestem i kim będę. Ile czasu jeszcze przeżyję na tym świecie nie jedząc, ani nie pijąc? Co mam ze sobą zrobić?
Pokręciłem głową, aby odrzucić od siebie natrętne myśli i wlepiłem wzrok w duże łóżka dla dwojga z całą biała pościelą. Gdybym miał taką w swoim starym pokoju, to musiałbym ją codziennie prać, bo nigdy nie byłem zbyt porządny. Gdy zabierałem się za sprzątanie, to wychodził z tego jeszcze większy bałagan, niż był. Uśmiechnąłem się pod nosem i przeniosłem wzrok na okno z brązowym obramowaniem. Krople deszczu spływały po szybie, a gałęzie pobliskiego drzewa uderzały o nie co jakiś czas. Wiatr wiał niemiłosiernie, jakby zaraz miała przyjść jakaś okropna burza. Zrezygnowany wstałem z zimnej podłogi i odłożyłem kartkę z nieskończonym rysunkiem na biurko. Otworzyłem cicho drzwi i rozejrzałem się. Frank spał tuż przy moich drzwiach pilnując, czy wszystko jest okej. Obejmował się swoimi drobnymi rączkami, a twarz zwróconą miał w lewą stronę. Wszystko zdawało się być czystsze, niż gdy pierwszy raz tu przybyliśmy. Biedaczek, pewnie się nad tym wszystkim napracował, a teraz musi leżeć w takiej niewygodnej pozycji opierając się głową o ścianę. Rano będzie go bolał kark, nie mówiąc już o tym, że będzie miał złe samopoczucie.
Od razu włożyłem jedną rękę pod jego głowę, a drugą pod zgięcie kolan i podniosłem go ostrożnie. Całe szczęście chłopak miał mocny sen i tylko mlasnął językiem. Zaniosłem go do dużego łóżka w pokoju którym przebywałem, aby mieć go na oku i dać mu powód, aby mnie choć trochę polubił i nie był na mnie zły. Zabrałem kołdrę i ułożyłem go od strony ściany, aby zaraz położyć się na miejscu obok niego i przykryć nas oboje dużą warstwą kołdry i kilku koców, które zdążyłem wyciągnąć z szafy. Miałem już ułożyć się do snu, kiedy chłopak wyciągnął dłonie i złączył je dopiero, gdy znalazły się one na mojej szyi. Frank przysunął się bliżej mnie i wymruczał coś niezrozumiałego, jak dla mnie. Ułożyłem jego ręce w wygodniejszej pozycji i objąłem go w pasie. Miał długie rzęsy, które rzucały cień na jego policzki. Teraz mogłem mu się przyjrzeć z takiego bliska, jak nigdy dotąd. Bardzo mi się to podobało, bo mogłem....Sam nie wiem, co mogłem, ale przybliżyłem się jeszcze bardziej i musnąłem ustami jego ciepłą szyję. Jakimś cudem słyszałem szumiącą krew w jego żyłach, która sama prosiła mnie o to, abym jej skosztował. Wręcz mnie o to błagała, a ja temu uległem. Poczułem nieprzyjemne mrowienie w dziąsłach, a już po chwili przymykałem oczy wysysając drogocenną krew z chłopaka, który dał mi schronienie. Początkowo nie rozumiałem, co takiego się ze mną dzieje, ale zaczynałem być pełny energii. Cudowna ciecz zalewała moje podniebienie i trafiała do moich własnych żył sprawiając, że moje serce zaczęło na nowo bić i pozwoliło mi być ponownie żywym, jak tego dnia, zanim spadłem z klifu i zmasakrowałem swoje własne ciało, bo chciałem się zabić i zniknąć z tego życia. Krew chłopaka była tak słodka, że nie mogłem jej się oprzeć. Dopiero coraz to słabszy puls u Franka wybudził mnie z tego dziwnego transu i pozwolił mi się odsunąć jak najdalej od niego.
W tamtej chwili tylko spanikowałem i uciekłem do lasu, aby ocalić chłopaka przed samym sobą...
* * *
~Frank~
Pamiętam, że zasnąłem na podłodze czekając, aż Gerry wyjdzie z tego pokoju i porozmawia ze mną na spokojnie o tym, co się z nim dzieje. Nie chciałem, aby się mnie bał, a tym bardziej, aby mi gdzieś uciekł. Widziałem w jego oczach coś, co sprawiło, że chciałem, aby był tylko mój, więc gdyby powiedział, że chcę odejść, na pewno poszedłbym za nim i nie puścił go nigdzie.
Obróciłem się na drugi bok i o dziwo nie poczułem żadnego bólu. No, może coś było troszkę nie tak z szyją, ale nie było to na tyle mocne, abym cierpiał i płakał pół dnia. Przetarłem oczy i rozejrzałem się po pustym pomieszczeniu. Gerard siedział w fotelu i nawet nie patrzył w moją stronę. Włosy miał całe mokre, przez co lepiły mu się do twarzy. Albo wychodził na zewnątrz, albo w końcu zdecydował się na prysznic. Usiadłem spokojnie i przyglądałem się mu z boku. Chciałem przejechać dłonią po szyi, aby zetrzeć kropelki potu, które pojawiły się na niej, ale teraz poczułem jakiś materiał, który się na niej znajdował. Chciałem go już odwiązać, kiedy usłyszałem słowa, który wychodził z ust chłopaka.
-Nawet nie próbuj, Frank.-powiedział i spojrzał w moją stronę, czego gorzko teraz żałowałem. Jego oczy wydawały się być zimniejsze niż lód, a usta wyrażały niezadowolenie. 
Czy ja zrobiłem coś, co mogło go choć trochę urazić? Przez kilka dni nie gadaliśmy, a teraz on jest na mnie zły, jakby to była moja wina?
Powstrzymałem łzy i opuściłem pokój. Udałem się do łazienki, aby przetrzeć twarz i jakoś się ocucić, wyobrażając sobie, że to tylko głupi sen. Obmyłem twarz i spojrzałem w lustro. Miałem na szyi jedną z ulubionych jedwabnych chust mojej mamy. Ta w kolorze fioletowym, która podkreślała kolor jej 'magicznych' oczu, jak zawsze je nazywałem. Z prawej strony zrobiło się przebarwienie, więc powoli odwinąłem supełek i zdjąłem ją. Pierwszą rzeczą, jaką dostrzegłem była zaschnięta krew, więc szybko sięgnąłem po ręcznik i pozbyłem się jej z mojej szyi. Dopiero teraz dostrzegłem dwie dziurki, które ktoś musiał mi zostawić, gdy smacznie spałem.
-Frankie...-poczułem ramiona, które zacisnęły się wokół mojej tali. Tylko Gerard był w moim domu i dobrze wiedziałem kim on jest, a mimo to przyprowadziłem go do swojego domu. Przyprowadziłem tu tego pierdolonego wampira, który mnie ugryzł, mimo mojej szczodrości, ale w sumie powinienem go trochę zrozumieć. Nie jadł tyle dni. To cud, że mnie nie zabił.-Nie chciałem...-szepnął przejeżdżając kciukiem po mojej nowej ranie na szyi. Skrzywił się trochę. Nawet bał się spojrzeć mi w oczy.
Niepewnie objąłem go wokół szyi i stanąłem na pacach, aby złożyć krótki pocałunek na jego bladej szyi.
-Już. Spokojnie Gee. Jest dobrze.-powiedziałem spokojnie uśmiechając się szczerze. Wiem, że by mnie nie zranił. Chciał za to przeprosić, tylko nie do końca wiedział, jak to poprawnie zrobić. Biedny pewnie całą noc nie mógł przez to spokojnie spać.-Piłeś coś oprócz mojej krwi...?-zapytałem cicho.
-Tak.-pokiwał głową nieśmiało.-Zaraz po tym uciekłem i natrafiłem na jakąś kobietę, która klęczała przy grobie i płakała.-powiedział spuszczając wzrok. Wzdrygnąłem się delikatnie, ale na szczęście on tego nie zauważył, więc uniosłem jego głowę tak, aby spojrzał mi w oczy. Posłałem mu tyle miłości ile tylko mogłem, aby mógł się uspokoić.-Franiu, ty świecisz...-dotknął delikatnie mojego policzka, który pewnie teraz zrobił się cały czerwony. Chłopak tylko uśmiechnął się tak szeroko, że mogłem sobie to do tej pory tylko wyobrazić.-Kocham kolor czerwony.-szepnął mi do ucha i pociągnął mnie do kuchni, gdzie czekała nas mała uczta.
Nie spodziewałem się jednak, że moja matka wróci tak szybko ze swojej podróży.
-Frank Anthony Iero masz 5 minut, aby mi wyjaśnić, co tu się dzieje.-warknęła patrząc na mnie karcącym wzrokiem.
-To będzie długa historia mamo.-szepnąłem puszczając dłoń chłopaka i wlepiając wzrok w jej buty. Poczułem jego zimne palce, które delikatnie dotknęły moich pragnąc dodać mi otuchy.-Znalazłem Gerarda na cmentarzu i on...Nie wiedział kim jest i co tu robi. Ktoś musiał go tam zostawić i nie zainteresował się tym, że chłopak może umrzeć.-mówiłem spokojnie.-Przyprowadziłem go tu i nakarmiłem oraz dałem mu miejsce do spania, aby się zregenerował...
-Właśnie widzę, jak go nakarmiłeś.-przerwała wskazując palcem na moją szyję. 
Automatycznie przyłożyłem do tego miejsca dłoń i popatrzyłem na nią smutno. Chłopak był dla mnie jak brat i nie chciałem, aby umarł, tak jak Louis, który opiekował się mną przez wiele lat, aż tak nagle zniknął, a jego ciało znaleźli dopiero po paru tygodniach w rzece. 
-To mój przyjaciel.-splotłem jego palce ze swoimi i spojrzałem jej pewniej w oczy.-Nie pozwolę, aby odszedł.
Kobieta tylko pokręciła głową i ruszyła do swojego pokoju, w którym czuła się najbezpieczniej i pewniej, bo mogła tam robić to, co tak kocha, czyli pisać. Ja westchnąłem tylko zirytowany tym, że nie powiedziała mi nic, co kazało by mi stąd wyjść nie zabierając żadnej ważnej rzeczy. W tej chwili chciałem stąd uciec i zostawić za sobą wszystko. Chyba nie obchodziło jej już to, że jej młodszy syn jedyne co robi od kilku miesięcy, to tylko picie i siedzenie w domu. Wyjątkowo wyszedłem wtedy z domu, aby uczcić swoje urodziny i potraktowałem spotkanie Gerarda jako swój własny, wymarzony prezent o którym zawsze marzyłem.
-Chodźmy się przejść.-zaproponował chłopak, a ja od razu się zgodziłem. Muszę o tym wszystkim zapomnieć.

maja 14, 2015

Take this to my grave| Rozdział 1

A więc ten rozdział zadedykuje mojej ukochanej przyjaciółce, która była ze mną przez cały czas i wspierała mnie jak tylko mogła. Dziękuję ci za ten cały czas, który mi poświęciłaś. Bez ciebie byłą bym nikim Maju. xx
MyChemicalDestroya
-A więc była to ciemna, burzowa noc....-zaczął od nowa Frank. Szliśmy już do tego bezpiecznego miejsca kolejną godzinę. Czułem, jakbyśmy robili ciągle kółko i nie mogli się stąd wyrwać. Naprawdę niezbyt miłe uczucie. Nie polecam.-Padał deszcz. Kapturek umarł. Koniec!-zaśmiał się głośno przestraszając wrony które od razu odleciały jak najdalej od nas.
Zaśmiałem się cicho idąc za nim spokojnie. Chłopak w sumie nie był już taki straszny jak na początku. tylko te jego oczy... Były koloru miodowego, a gdy na mnie patrzył, to iskrzyły, jakby miał tam zamknięty żywy ogień. Tak, wiem, moje myśli są dziwne, a umysł delikatnie nadwyrężony ciągłym myśleniem, dlaczego obudziłem się przy własnym grobie 2 dni przed Halloween, czyli najstrasznijeszym świętem, które znałem od dziecka. Matka zawsze je uwielbiała. Kochała przebierać się i chodzić po domach, oczywiście ciągając mnie i żebrając o cukierki, jakbyśmy nie mieli własnych. Ja wolałem wtedy ukryć się w domu i spać spokojnie w swoim łóżku, lub też czytać książki, które moja babka przywiozła z podróży. Sam nie wiem gdzie ona nawet jeździła. Po prostu lubiła być gdzieś, gdzie jej jeszcze nie było. Niedawno mówiła, że popłynie kiedyś statkiem do Ameryki i osiądzie tam na stałe.
Właśnie wtedy zacząłem się trząść. Nie zdążyła. Gruźlica wykończyła ją całkowicie, a ja zostałem sam z ojcem na głowie, który na siłę wciskał mi różne kobiety do łóżka, oraz matka, która mimo mojego młodego wieku chciała już, abym się ożenił. Ja nie wierzyłem w takie rzeczy i nie chciałem żenić się z kimś z przymusu. Chciałem znaleźć kogoś, kogo pokocham całym sercem oraz całą duszą. Co da mi związek z kimś, kto będzie tylko patrzył na moją pozycję. Syn burmistrza. Wielkie mi halo, przecież ja im nie pomogę się wypromować. Z takimi rzeczami to do mojego brata, który wziął już sobie 4 żonę, bo poprzednia także mu się znudziła po jakimś czasie. To nie było dla nich dobre, ale co ja poradzę. Same mu się do łóżka pchały, to niech teraz poniosą konsekwencję swoich czynów.
-Gerard?-usłyszałem cichy głos tuż nad swoim uchem. Od razu podniosłem wzrok i ujrzałem przed sobą uroczą twarz Frania. Jego twarz jakby nabrała jaśniejszych kolorów, a policzki zaróżowiły się.-Stoisz tu tak od kilku minut. Coś nie tak? Źle się czujesz?-zapytał spokojnie dotykając mojego czoła, a ja przymknąłem oczy czują przyjemne zimno.-Masz gorączkę. Chodź.-pociągnął mnie za sobą do zniszczonego pałacyku w środku lasu.
-Wow, kiedy znaleźliśmy się w lesie? Przecież jeszcze niedawno byliśmy na cmentarzu.-powiedziałem cicho.
-Zemdlałeś i połowę drogi musiałem cię tachać.-zaśmiał się próbując otworzyć drzwi.-Kurde. Wygląda na to, że są zakneblowane od środka.-westchnął zrezygnowany.
Odsunąłem go spokojnie i wyważyłem drzwi jednym zdolnym kopnięciem. Uśmiechnąłem się dumnie i przepuściłem go przodem, abym mógł mu się przyjrzeć z tyłu. Nie widziałem nikogo z tak ładnymi nogami i kształtnymi biodrami, które kołysały się lekko. Miał w sobie coś z kobiety, ale to może wina tych przydługich, ciemnobrązowych włosów, które zasłaniały czasem jego dziecięce rysy. Gdybym miał podać jego wiek, to dałbym mu może....13 lat? Albo 14. Tak, myślę, że miałby około tylu lat. Gdy już się odwrócił, to przestałem się w niego wpatrywać, bo to byłoby dla niego pewnie niezręczne.
Sam pewnie nie byłem jakoś przystojny. Moje czarne włosy zawsze są roztrzepane, a ja nawet nie staram się ich układać, czy też zawiązywać, bo takie mi się podobają. Lubię, gdy wiatr wieje mi w twarz, a ja czuję, jak one delikatnie poruszają się. Moje oczy....Cóż. Nudna, oliwkowa zieleń. Nic wielkiego, ale podobno to często spotykany kolor u mężczyzn. Tak przynajmniej mówił mi mój ojciec.
-Gerard no nie zasypiaj.-chłopak potrząsnął mną, a ja impulsywnie zacisnąłem dłonie na jego słabych ramionach. Syknąłem i popatrzyłem mu w oczy w których teraz malował się strach.-Gerry....Spokojnie....-Frank zabrał delikatnie moje dłonie i przyłożył jedną z nich do swojego policzka a pode mną ugięły się kolana.
-Przepraszam Frankie.-pobiegłem do najbliższego pokoju i zamknąłem się w nim, aby nie rzucić się na chłopaka. Już sam nie wiem, co się ze mną dzieje.

Dzień dobry

Witam was wszystkich i przepraszam za tą całą nieobecność, ostatnio miałam problemy z tym, aby cokolwiek tutaj napisać, bo po prostu bałam się, że to wszystko zniszczę. Oczywiście w tym czasie przesiadywałam na wattpadzie i pisałam różne opowieści, które już po chwili usuwałam. Powiem prawdę. Mam wobec siebie krytyczne zdanie i bardzo duże wymagania, których nie mogę czasem spełnić, bo z góry zakładam sobie, że nic mi się nie uda.
Myślałam wiele razy nad powrotem, chciałam napisać, ale wiedziałam, że nikt tu nie zagląda i po prostu wiedziałam, że nikt nie czeka na te moje bezsensowne opowieści. Przepraszam, jeżeli kogoś zawiodłam. Nie chciałabym zostawić żadnej opowieści bez zakończenia, bo sama nie lubię czytać takich, które kończą się na początku, lub w samym środku akcji.
Mogę dać wam na pocieszenie i przeprosiny naszego kochanego Gerdzika? Tak? A więc jeszcze raz przepraszam i obiecuję, że nowy rozdział pojawi się, jak tylko ogarnę moją koncepcję do opowieści.
Trzymajcie się! Xx
MyChemicalDestroya