~Gerard~
-Zapewne teraz każe mi brać jakiś jebany ślub, aby mnie przy sobie zatrzymać.-mruczał pod nosem Frank ściskając mocniej moją dłoń.
Przyglądałem się mu z boku i nawet nie odczuwałem bólu, gdy próbował zmiażdżyć moją rękę, wcale mi to nie przeszkadzało. Chłopak był naprawdę zdenerwowany tym wszystkim, co się ostatnio wokół niego działo, a jeszcze ja sprawiłem mu kłopoty gryząc go po szyi i starając się zostać w jego życiu choć na jeden moment. Zależało mi na tym, aby już tak zostać i nie pozwalać Frankowi na to, aby mnie opuścił, ale dobrze wiem, że tak się nie da.
-Gerard...-szepnął chłopak podnosząc moją dłoń. Zatrzymałem się i spojrzałem na niego zainteresowany oraz zdziwiony jego dziwnym nastrojem.-Możesz mnie przytulić?-zapytał cichutko, że przez chwilę zdawało mi się, że to tylko głupi sen, dopóki nie powtórzył pytania już pewniejszym głosem.
-Jasne, mały.-wyciągnąłem ramiona i zacisnąłem je dopiero, gdy chłopak wbił palce w moje plecy i wtulił twarz w moją szyję.
Pogłaskałem go po plecach, aby się chociaż trochę uspokoił, ale on przez to zaczął się bardziej trząść i zaskomlał jak mały szczeniaczek. Zmartwiony chciałem się kawałek odsunąć i spojrzeć mu w oczy, ale on mi na to nie pozwolił. Zupełnie, jakby bał się, że nagle gdzieś zniknę i już nigdy nie pojawię się w jego życiu. Niestety ja nie mógłbym tak postąpić, bo wciąż martwiłbym się o tą cudowną osóbkę. Może gdyby był to ktoś inny, to dałbym sobie spokój, ale do jasnej cholery, to jest Frank i nie zamierzam się poddać, dopóki nie będę wiedział co go boli, albo też jak mogę mu pomóc. Najmniejszy powód, aby spędzić z nim więcej czasu jest dla mnie dobry. Po prostu go lubię, a raczej nie jestem taki, że lubię kogoś, gdy go nie znam.
-Możesz mnie pocałować?-usłyszałem dźwięczny głos wydobywający się z ust niskiego bruneta. Chłopak podniósł głowę i zaczął przyglądać mi się swoimi miodowymi oczami. Przejechał językiem po malinowych ustach i znów wlepił wzrok w moją szyję, byleby tylko nie patrzeć mi w oczy, a ja...Chyba tego potrzebowałem.-Proszę Gerard. Wydaję mi się, że to ty jesteś tą odpowiednią osobą, która może sprawić, że będę szczęśliwy.-powiedział niepewnie miętoląc swoją białą koszulę.
Jak w transie złapałem jego twarz w dłonie i ucałowałem delikatnie jego usta. Początkowo oboje byliśmy zdziwieni, jednak po chwili wszystko zaczęło się rozmazywać, a ja zniknąłem.
To tylko kolejny, tak słodki sen, a ja leżę z Frankiem na polanie pozwalając mu przeczesywać włosy i jeździć palcem po policzkach i miejscach w których ciemna koszula nie zasłaniała bladej skóry. Dotyk chłopaka był mimo to był przyjemny chociaż ja miałem swoje granice. Deszcz delikatnie obmywał moją twarz, a przecież tak dokładnie skryliśmy się pod dużym dębem i pozwoliliśmy sobie opowiedzieć swoją własną historię. Leżeliśmy tak i staraliśmy się nie moknąć, chociaż to wszystko poszło na marne. Chłopak uśmiechnął się do mnie delikatnie układając moją głowę na swoich kolanach i czekając na kontynuację opowieści o tym, jak ganiałem mojego brata po domu z nożyczkami, aby obciąć mu te kudły. Zawsze się naśmiałem na to wspomnienie, a teraz było mi już to obojętne, co się wtedy działo. Dokładnie zdawało mi się, że cała moja pamięć zaraz wyparuję, a ja nie będę wiedział kim jestem i zwariuję.
Usłyszałem trzask łamiącej się gałęzi, co wyrwało mnie z transu. Stanąłem na równe nogi i rozejrzałem się dokładnie obserwując każdy, nawet ten najbardziej zaciemniony kąt. Zmrużyłem oczy, gdy dostrzegłem, jak ktoś porusza się przy drzewie na drugim stronie polany. Zrobiłem pierwsze kroki do przodu, a już po chwili stałem jakieś 5 kroków od młodego chłopaka, który miał na sobie poszarpane i brudne ubrania, a obok niego stała kobieta w błękitnym stroju i wbijała mu ostre paznokcie w ramię, jak gdyby chciała mu je zaraz wyrwać. Cierpiałem widząc to, bo sam poczułem ten ból, a już po chwili wiedziałem dlaczego.
-Gerry..-szepnął brunet i już po chwili padł na ziemi zwijając się w małą kulkę.
Kobieta spojrzała na mnie i powoli ruszyła w moją stronę. Szybko cofałem się do tyłu, aż trafiłem na Franka, który przewrócił mnie na ziemie, a ostatnią rzeczą, którą zobaczyłem były czerwone iskry. Potem już zemdlałem. Chyba.
Przyglądałem się mu z boku i nawet nie odczuwałem bólu, gdy próbował zmiażdżyć moją rękę, wcale mi to nie przeszkadzało. Chłopak był naprawdę zdenerwowany tym wszystkim, co się ostatnio wokół niego działo, a jeszcze ja sprawiłem mu kłopoty gryząc go po szyi i starając się zostać w jego życiu choć na jeden moment. Zależało mi na tym, aby już tak zostać i nie pozwalać Frankowi na to, aby mnie opuścił, ale dobrze wiem, że tak się nie da.
-Gerard...-szepnął chłopak podnosząc moją dłoń. Zatrzymałem się i spojrzałem na niego zainteresowany oraz zdziwiony jego dziwnym nastrojem.-Możesz mnie przytulić?-zapytał cichutko, że przez chwilę zdawało mi się, że to tylko głupi sen, dopóki nie powtórzył pytania już pewniejszym głosem.
-Jasne, mały.-wyciągnąłem ramiona i zacisnąłem je dopiero, gdy chłopak wbił palce w moje plecy i wtulił twarz w moją szyję.
Pogłaskałem go po plecach, aby się chociaż trochę uspokoił, ale on przez to zaczął się bardziej trząść i zaskomlał jak mały szczeniaczek. Zmartwiony chciałem się kawałek odsunąć i spojrzeć mu w oczy, ale on mi na to nie pozwolił. Zupełnie, jakby bał się, że nagle gdzieś zniknę i już nigdy nie pojawię się w jego życiu. Niestety ja nie mógłbym tak postąpić, bo wciąż martwiłbym się o tą cudowną osóbkę. Może gdyby był to ktoś inny, to dałbym sobie spokój, ale do jasnej cholery, to jest Frank i nie zamierzam się poddać, dopóki nie będę wiedział co go boli, albo też jak mogę mu pomóc. Najmniejszy powód, aby spędzić z nim więcej czasu jest dla mnie dobry. Po prostu go lubię, a raczej nie jestem taki, że lubię kogoś, gdy go nie znam.
-Możesz mnie pocałować?-usłyszałem dźwięczny głos wydobywający się z ust niskiego bruneta. Chłopak podniósł głowę i zaczął przyglądać mi się swoimi miodowymi oczami. Przejechał językiem po malinowych ustach i znów wlepił wzrok w moją szyję, byleby tylko nie patrzeć mi w oczy, a ja...Chyba tego potrzebowałem.-Proszę Gerard. Wydaję mi się, że to ty jesteś tą odpowiednią osobą, która może sprawić, że będę szczęśliwy.-powiedział niepewnie miętoląc swoją białą koszulę.
Jak w transie złapałem jego twarz w dłonie i ucałowałem delikatnie jego usta. Początkowo oboje byliśmy zdziwieni, jednak po chwili wszystko zaczęło się rozmazywać, a ja zniknąłem.
To tylko kolejny, tak słodki sen, a ja leżę z Frankiem na polanie pozwalając mu przeczesywać włosy i jeździć palcem po policzkach i miejscach w których ciemna koszula nie zasłaniała bladej skóry. Dotyk chłopaka był mimo to był przyjemny chociaż ja miałem swoje granice. Deszcz delikatnie obmywał moją twarz, a przecież tak dokładnie skryliśmy się pod dużym dębem i pozwoliliśmy sobie opowiedzieć swoją własną historię. Leżeliśmy tak i staraliśmy się nie moknąć, chociaż to wszystko poszło na marne. Chłopak uśmiechnął się do mnie delikatnie układając moją głowę na swoich kolanach i czekając na kontynuację opowieści o tym, jak ganiałem mojego brata po domu z nożyczkami, aby obciąć mu te kudły. Zawsze się naśmiałem na to wspomnienie, a teraz było mi już to obojętne, co się wtedy działo. Dokładnie zdawało mi się, że cała moja pamięć zaraz wyparuję, a ja nie będę wiedział kim jestem i zwariuję.
Usłyszałem trzask łamiącej się gałęzi, co wyrwało mnie z transu. Stanąłem na równe nogi i rozejrzałem się dokładnie obserwując każdy, nawet ten najbardziej zaciemniony kąt. Zmrużyłem oczy, gdy dostrzegłem, jak ktoś porusza się przy drzewie na drugim stronie polany. Zrobiłem pierwsze kroki do przodu, a już po chwili stałem jakieś 5 kroków od młodego chłopaka, który miał na sobie poszarpane i brudne ubrania, a obok niego stała kobieta w błękitnym stroju i wbijała mu ostre paznokcie w ramię, jak gdyby chciała mu je zaraz wyrwać. Cierpiałem widząc to, bo sam poczułem ten ból, a już po chwili wiedziałem dlaczego.
-Gerry..-szepnął brunet i już po chwili padł na ziemi zwijając się w małą kulkę.
Kobieta spojrzała na mnie i powoli ruszyła w moją stronę. Szybko cofałem się do tyłu, aż trafiłem na Franka, który przewrócił mnie na ziemie, a ostatnią rzeczą, którą zobaczyłem były czerwone iskry. Potem już zemdlałem. Chyba.
# # #
Ktoś przemywał mi twarz wodą, a ja mimo to nie mogłem otworzyć oczu i sprawdzić, czy aby na pewno jestem w bezpiecznym miejscu. Słyszałem jeszcze cichy szloch, a czyjaś dłoń delikatnie głaskała moją, jakbym znów był martwy i ludzie przygotowywali by mnie do mojego własnego pogrzebu, gdy ja wciąż żyję i mam się całkiem dobrze.
-Gerard proszę, obudź się...-szepnął załamany Frank. Wydawał się być naprawdę przerażony, a ja czułem się...Głodny? Tak, to raczej to.-Co jest?-poczułem jego delikatną dłoń na moim policzku i od razu byłem pewny, że jestem bezpieczny, więc mogłem otworzyć oczy.-Mój boże. Są czerwone.-szepnął przyciskając rękę do ust.
-Głodny jestem, Frankie...-powiedziałem słabym głosem.
-Mikey, wyjdź proszę. Muszę go nakarmić.-powiedział do chłopaka, który siedział na fotelu. Frank odgarnął włosy ze swojej szyi, aby ułatwić mi dostęp do niej. Nawet nie czekałem na to, aż w końcu się przybliży, tylko przyciągnąłem go do siebie i ułożyłem jego drobne ciałko na moim, aby nie musiał siedzieć jak głupi. Objąłem go w pasie i na początek zacząłem całować jego szyję, co wywołało u niego ciche westchnięcie.Uśmiechnąłem się delikatnie i wbiłem kły w jego szyje zachwycając się tym cudownym zapachem i słodkawym smakiem. Jego krew była inna, lepsza od tych, które znalazłem w lesie. Tamte zdawały się byś zepsute. -Gerard, już wystarczy. Słabo mi..-szepnął odsuwając się ode mnie kawałek.
Oddychałem ciężko powstrzymując się od rzucenia się na niego. W końcu nie chciałem go krzywdzić, bo to było ostatnią rzeczą, którą bym zrobił. Jeżeli chłopak by umarł, to i ja byłbym martwy. Jestem mu wdzięczny za tyle rzeczy. Frank pochylił się z powrotem w moją stronę i musnął delikatnie moje usta. Brunet przymknął oczy, a ja wpatrywałem się w niego zafascynowany, jakbym właśnie spróbował czegoś zupełnie nowego, zakazanego. Może to właśnie na to czekałem. Rzuciłem się na niego i zacząłem go całować bardziej pewnie i bez żadnego oporu. Poprawiałem jego włosy, które co jakiś czas opadały mu na twarz. Był naprawdę ślicznym i mądrym chłopcem. Moim chłopcem i nikogo innego.
-No już Gee. Moja mama chcę z tobą pogadać.-zachichotał powstrzymując mnie przed kolejnym pocałunkiem.
No i czar prysł. A ja znów zacząłem się bać.
Oddychałem ciężko powstrzymując się od rzucenia się na niego. W końcu nie chciałem go krzywdzić, bo to było ostatnią rzeczą, którą bym zrobił. Jeżeli chłopak by umarł, to i ja byłbym martwy. Jestem mu wdzięczny za tyle rzeczy. Frank pochylił się z powrotem w moją stronę i musnął delikatnie moje usta. Brunet przymknął oczy, a ja wpatrywałem się w niego zafascynowany, jakbym właśnie spróbował czegoś zupełnie nowego, zakazanego. Może to właśnie na to czekałem. Rzuciłem się na niego i zacząłem go całować bardziej pewnie i bez żadnego oporu. Poprawiałem jego włosy, które co jakiś czas opadały mu na twarz. Był naprawdę ślicznym i mądrym chłopcem. Moim chłopcem i nikogo innego.
-No już Gee. Moja mama chcę z tobą pogadać.-zachichotał powstrzymując mnie przed kolejnym pocałunkiem.
No i czar prysł. A ja znów zacząłem się bać.
