listopada 30, 2014

Tell me how love kills | VII

Gerard
-Jesteś dziwnym kotem...-westchnąłem wpatrując się w malca, który próbował odgryźć mi palec.-Aua! Ale masz te kły...
Poison polizał mnie po policzku i spojrzał mi w oczy. Te jego ludzkie odruchy zaczynały mnie coraz bardziej przerażać. Nawet przez sen gadał, a jak na mnie patrzył, to zdawało mi się, że widziałem jego myśli. Pierwszy raz czuje takie coś. Bardzo dziwne uczucie. 
Odpycham od siebie wszystkich i zamiast przyjemności wybieram kota, który...Uspokaja mnie. Nie czuję tej nienawiści do całego świata.
Jednak najbardziej martwi mnie to, że Franka wciąż nie widać. To już kolejny dzień, odkąd nie widziałem jego zarumienionej, uśmiechniętej twarzy. Ten widok sprawiał, że czułem się wyjątkowo, bo wiedziałem, że nikt inny nigdy go takiego nie zobaczy.
Kot podszedł do okna i chciał się wydostać, ale miał problem. Okno było szczelnie zamknięte. Tak samo, jak drzwi. Nie miał żadnej drogi ucieczki, więc zaczął biegać po moim pokoju, jak opętany, co mnie denerwowało, bo nie mogłem się skupić na niczym innym, tylko na dźwięku małych łap uderzających o deski. Przed chwilą był na zewnątrz, a teraz już robi się ciemno i zimno, więc go nie wypuszczę, bo spędzę resztę wieczoru na martwieniu się, co się dzieje z tym głupim kotem.
-Poison, przestań do cholery!-warknąłem, a kot miauknął przeraźliwie i skulił się w kącie. 
Dostrzegłem tylko, jak jego łapy powiększają się i zmieniają kolor na bardziej ludzki, abym w końcu mógł dostrzec go w pełnej krasie. Chłopak o jasnej cerze i ciemnych włosach siedział tam, skulony, a ja rozpoznałem w nim mojego Franka. Podszedłem bliżej i przykryłem go kocem, a on spojrzał na mnie smutno.
-Nie powiesz nikomu, prawda?-jego usta zadrżały.
Miał jeszcze ogon, a zamiast swoich ludzkich uszu, te bardziej kocie. Był bardzo przerażony. Chyba najbardziej tym, że mogę go odtrącić. Wtuliłem się w jego plecy i westchnąłem ciężko. 
-Głupi jesteś.-szepnąłem.-Bardzo, bardzo głupi, ale to pozostanie naszym sekretem...Jednak jest jeden warunek...-uśmiechnąłem się lekko.
-Jjjaki?-odwrócił głowę tak, aby spojrzeć mi w oczy.
Skorzystałem z tego i pocałowałem go w usta. Zatrzymałem jego dłoń, która chciała mnie odepchnąć i po prostu go całowałem wkładając w to całe serce i wszystkie możliwe pozytywne uczucia, jakie we mnie tkwiły. Popchnąłem go na zimne deski nie przerywając pocałunku, który teraz stał się dla mnie, jak cenny oddech, potrzebny do życia.
-Właśnie taki, Frankie.-zabrałem niesforny kosmyk, który wpadł na jego anielską buźkę i przywróciłem go na miejsce.
Praktycznie na nim leżałem. Podpierałem się tylko łokciami, aby go nie zgnieść. Chłopak tylko zarumienił się i odwrócił wzrok. 
-Ja tak nie mogę. Gerard, ty masz kogoś, a ja...Sam powiedziałeś, że jestem tylko przyjacielem i....
-Zamknij się już.-przyłożyłem palec do jego ust.-Czy ty rozumiesz, że skłamałem?-spojrzałem mu w oczy, ale widziałem, że on wciąż nie rozumie.-Skłamałem mówiąc, że jesteś tylko moim przyjacielem, okej? Może to nie jest wielka miłość, ale myślę, że za jakiś czas to będzie coś wielkiego i niesamowitego.
Frank wpatrywał się we mnie, jakby oznajmił mu właśnie, że od jutra będę zawodowym sportowcem, co w moim przypadku nie było ani trochę możliwe. Od zawsze chciałem spróbować być z nim, ale nigdy nie miałem wystarczającej odwagi, aby mu powiedzieć. Tłumiłem to od jakiś trzech miesięcy, które były moją prywatną katorgą. Wiecznie musiałem patrzeć na niego z daleka. Nie mogłem go dotknąć w tak bardzo pożądany sposób, albo chociaż pocałować na krótki moment, bo zawsze był Jamie. 
Teraz, gdy już nikt nie toruje mi do niego drogi, mogę robić, co chcę. 
-Kocham cię.-szepnąłem, ale on już tego nie usłyszał, bo spał.
Podniosłem go z ziemi i zaniosłem do łóżka. Teraz moja kolej, aby się nim zaopiekować.

listopada 28, 2014

Tell me how love kills | VI

Jamie
Byłem wściekł na Gerarda, który ciągle spędzał czas z tym Frankiem. Ostatnio nie miał dla mnie ani chwili. Moi rodzice byli z tego powodu niezadowoleni. Ustaliliśmy, że razem z Gerardem wyjedziemy stąd i zajmiemy się firmą mojego ojca. Mieliśmy wziąć ślub ze sobą. Tak było planowane już lata temu, ale on teraz zamiast zająć się mną, to zapałał miłością, do jakiegoś pedała. 
On zawsze taki był. Niby jakiś tajemniczy i trzymał się z daleka od ludzi, ale jak czegoś chciał, to od razu musiał to mieć, bo inaczej obrażał się jak jakieś małe dziecko. Nie podobało mi się w nim wiele rzeczy, ale jakoś to przetrzymywałem, bo moja matka na mnie naciskała, a strasznie zależało mi na tym, aby była szczęśliwa. To moje jedyne marzenie. Zaraz po tym, aby poślubić tego kretyna bez mózgu.
Muszę go jakoś znów zaciągnąć do łóżka. Wtedy zgadza się na wszystko, byleby tylko sobie ulżyć. Wymuszę na nim ten ślub, albo zaciągnę go do urzędu siłą. Nie będę się z nim cackał. Obiecał mi coś, więc musi tej obietnicy dopełnić.
-Jamie, kochanie, byłeś u Gerarda?-zapytała moja matka.
-Tak mamusiu.-uśmiechnąłem się.-Było okej. Pogadałem z nim o tym zdjęciu i już mi wszystko wytłumaczył. To jego przyjaciel i akurat u niego nocował. Mikey zrobił mu kawał.
-Mikey...Mikey...-kobieta zastukała palcem w brodę i zamyśliła się na chwilę.-A czy on ci się może nie podoba, co?-spojrzała na mnie z błyskiem w oku.
Zapewne miała już kolejny podły pomysł na to, jak mnie zeswatać.
-Nie, Mikey jest typem gościa, który ciągle siedzi w domu. Jest nudny. Wolę jego brata, Gerarda.-posłałem kobiecie lekki uśmiech.
Naprawdę lubię Gerarda, więc nie muszę udawać, że mi się podoba. Jest inni, niż inni i chyba to mi się w nim najbardziej podoba. Podobają mi się osoby z tajemnicami. Są ciekawe. Lepsze, niż zwykli, nudni ludzie.
-Rozumiem.-kobieta westchnęła ciężko.-Ale jeśli Gerard się wycofa, to wiesz, że czeka cię Mikey.-powiedziała spokojnie.
Skinąłem głową. Dopiłem swoją herbatę i opuściłem dom. Musiałem poważnie porozmawiać z moim chłopakiem o naszym związku. Szykuje się poważna rozmowa między nami, która na pewno go nie ominie.
Zapukałem do drzwi, a on otworzył mi od razu. Na rękach trzymał małego, śpiącego kota. Nie wiedziałem, że ma jakieś zwierzątko. Kiedy je przygarnął?
-Oh, hej Jamie.-uśmiechnął się do mnie wesoło.-Co tam?
-Musimy pogadać.-mruknąłem nie odwracając wzroku od zwierzaka.
Denerwowały mnie koty. Od zawsze. Dlatego nigdy nie miałem żadnego. Wolałem mieć szczury. Właśnie takie zwierzaki mi odpowiadały. Ciche i spokojne.
-Wejdź.-przepuścił mnie w drzwiach.
Wszedłem do środka. Od razu poszliśmy do jego pokoju i zamknęliśmy drzwi. Chłopak cały czas trzymał tego pchlarza w rękach.
-Może...Zabawimy się dziś tak, jak kiedyś, hmm?-zamruczałem mu do ucha.
Gerard tylko uśmiechnął się i odłożył kota. Przyczepił się do mojej szyi i zaczął rozpinać zamek od spodni. Chcieliśmy się już rozerwać, ale kot zaczął przeraźliwie miauczeć. Patrzył z wyrzutem na swojego właściciela, który g obudził.
-Wybacz mi, muszę się na razie zająć kotem.-westchnął.
Nigdy z tego nie rezygnował, a teraz tak nagle musiał zająć się kotem? Co jest z nim kurwa nie tak?
-Co ty teraz z tym kotem, co?-mruknąłem.
-Bo to mój kot. Poison, to mój kochany futrzak.-pocałował go w łeb, a kot zamruczał z aprobatą.
Wyglądało na to, że ten Poison zajął moje miejsce w jego życiu.
-A więc niech ten kot zrobi ci dobrze, bo ja nie zamierzam maczać w tym palca.-warknąłem i wyszedłem z jego domu.
Miałem dość jego głupiego zachowania. Ale, nie. Ja tego tak nie zostawię. On jeszcze się mną zainteresuję.

listopada 27, 2014

Tell me how love kills | V

Gerard
Jamie krzyczał na mnie. Mało tego. Śmiał podnieść rękę na Franka, który wcale się nie bronił. Stanął przede mną, aby się upewnić, że nic mi się nie stanie. To było miłe z jego strony, ale on nie był jakoś specjalnie silny, czy coś. 
-I co?! Myślisz, że jak dasz mu się raz, to mi go zabierzesz?!-warknął blondyn.
Przytuliłem Franka do siebie, aby się nie wyrwał.
-Co ty chcesz, Jamie? Frank, to mój przyjaciel i nigdy między nami do niczego nie doszło, prawda?-spojrzałem na małego szatyna.
Przez chwile mogłem zobaczyć łzy w jego oczach, ale zaraz znów zastąpiła je dziwna obojętność.
-Racja. Ani ja, ani Gerard nie mamy ze sobą nic wspólnego. Nigdy.-wyrwał się z moich ramion.-Przepraszam, ale chyba już pójdę.
Minął w drzwiach May'ę i Mikey'a. Jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w swoje dłonie.
-Źle zrobiłeś, Gerard.-mruknęła dziewczyna i także opuściła dom.
Mój brat spojrzał na mnie zrezygnowany, ale nic nie powiedział. Zamknął się w swoim pokoju. Zostałem tylko ja i Jamie, który spokojnie wpatrywał się we mnie z tym swoim uśmiechem. Nie cieszyłem się z takiego obrotu zdarzeń.
-To co...Idziemy do mnie?-zapytał.
-Nie. Wyjdź, jasne?-warknąłem i otworzyłem mu drzwi.
Chłopak tylko prychnął i zostawił mnie. Sam na sam z pustką. Powinienem teraz pójść do Franka i z nim pogadać, ale chłopak jest teraz zapewne na maksa wkurzony. Usiadłem na ganku i zacząłem wpatrywać się w ludzi, którzy mijali się na ulicy bez zbędnej radości. Rzadko kiedy dało się zauważyć kogoś, kto tak po prostu się uśmiechał. Pomijając Franka, bo on zwykle cały czas się uśmiechał.
Usłyszałem miauczenie, które dobiegało z gałęzi drzewa. Poszedłem tam i zobaczyłem małego, czarnego kota, który przeszywał mnie swoimi złotymi ślepiami. Jestem pewien, że jeszcze chwila i skoczyłby mi na twarz, ale on tylko patrzył na mnie lekko przerażony.
-No chodź, mały.-wyciągnąłem do niego rękę, a on tylko mnie podrapał. 
Nie przejąłem się tym, bo była to tylko mała ranka. Podskoczyłem i złapałem kota za grzbiet, po czym po prostu go zdjąłem.
-Uparciuch z ciebie.-uśmiechnąłem się do zwierzaka.-I wygląda na to, że jesteś sam, co?-pogłaskałem go po łebku, a kot przymknął oczy.-Nazwę cię Poison, co ty na to?
Kot zamruczał z aprobatą. Nigdy nie miałem zwierzaka, bo jakoś mnie do nich nie ciągnęło, ale ten kociak jet wyjątkowo słodki, więc myślę, że nikt się nie obrazi, jeśli go sobie wezmę. Rozejrzałem się, czy aby na pewno nikt nie widzi i zabrałem Poison'a do swojego pokoju. Położyłem go na łóżku, a mały spryciarz od razu zajął miejsce na mojej poduszce.
Teraz zacząłem się zastanawiać, jak mam przeprosić Frania.

listopada 26, 2014

Tell me how love kills | IV

Mikey
Obudziłem się przed wszystkimi. Spojrzałem na łóżko brata z zazdrością. Przyciskał do siebie Franka i pewnie w najbliższym czasie nie zamierzał go zostawić. Ciekawe jakbym......
Wziąłem telefon i zrobiłem zdjęcie akurat w dobrym momencie. To nie wyglądało jak przyjacielskie przytulenie, bo kto śpi ze swoim najlepszym przyjacielem w jednym łóżku. Od razu wysłałem to do chłopaka mojego brata. Miałem dość patrzenia na ten cały syf i postanowiłem wziąć tą sprawę w swoje ręce.
-A ty co robisz?-dziewczyna spojrzała na mnie podejrzliwie.-Czyżbyś mi robił zdjęcia, gdy spałam, co?
-Nie, robiłem zdjęcie mojemu bratu, bo jest taaaaki słodki.-przewróciłem oczami.
-A ja to nie?!-zerwała się na równe nogi.
Westchnąłem ciężko i pokręciłem głową. Pokazałem dziewczynie, gdzie może się umyć, a sam zostawiłem ją i zszedłem na dół. Mama pojechała beze mnie i pewnie będzie mi to później wypominać, ale co tam. Wolę siedzieć w domu i ich pilnować, aby nie zrobili czegoś głupiego.
-Bu!-dziewczyna wparowała do kuchni.-Głoooodna jestem w cholerę!
-A nie przytyjesz przez to, hmm?-spojrzałem na nią spokojnie.
Maya obrzuciła mnie nienawistnym spojrzeniem i zabrała mi mój talerz ze śniadaniem. Musiałem zrobić sobie coś innego, ale lodówka była pusta. Poszedłem się ubrać i już miałem wyjść do sklepu, ale dziewczyna mnie zatrzymała.
-Mogę też iść?-zapytała.
-Zjadasz mi śniadanie i jeszcze się pytasz?-mruknąłem. Młoda kobieta zrobiła smutną minkę, a ja nie mogłem jej odmówić.
Zabrałem ją ze sobą na zakupy. Zamiast do sklepu, poszliśmy coś zjeść na mieście. W tym czasie wypytałem dziewczynę o wszystko, co łączyło ją i Franka.  Okazało się, że to jego bliska kuzynka i akurat była w okolicy i postanowiła go odwiedzić. Miło, jak na nią. Zwykle nikt z rodziny nie odwiedzał chłopaka, tylko mieszkał on sam z matką. Wydawało mi się, że inni unikają ich, bo coś było kiedyś nie tak. Może jakiś sekret z przeszłości, który w końcu wyszedł na jaw? Może Frank, to tak naprawdę nie Frank, tylko jakiś zombie wysysacz mózgów?
Pokręciłem głową. Boże, o czym ja ostatnio myślę. Tylko mam same głupoty w głowie.
-To jak poznałeś Franka?-zapytała Maya.
-Któregoś dnia jeździłem na rowerze, a on wpadł mi po koła i połamałem mu rękę. Powiedział, że nie poskarży się mamie, jeśli zostanę jego przyjacielem. Jak się zgodziłem, tak do tej pory nie wygadał.-uśmiechnąłem się dumnie.
-Piękna przyjaźń.-zaśmiała się.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę, a potem zebraliśmy rzeczy, które kupiliśmy i ruszyliśmy do domu. Tam czekała nas nie miła niespodzianka....

listopada 25, 2014

Tell me how love kills | III

Frank
Gerard patrzył na mnie spokojnie. Zrobił kilka kroków i już myślałem, że mi przywali, ale on tylko sięgnął po moje rzeczy i zaczął je przenosić do siebie. A więc miałem spędzić noc z Gerardem sam na sam w czterech ścianach jego pokoju. To chyba szczyt moich marzeń.
W końcu podreptałem za nim. Nie raz byłem w jego pokoju, więc wiedziałem co się w nim znajduję. Czarne ściany, ciemne zasłony w oknach, łóżko w rogu pokoju i biurko z jego rysunkami i różnymi tekstami.
Widziałem niektóre i bardzo mi się podobały. Nawet kiedyś zabrałem mu jeden, aby mieć pamiątkę, bo w końcu chłopak niedługo wyjeżdżał. Miał dostać jakąś fajną pracę w Nowym Jorku. Zapewne zabiera ze sobą tego swojego chłopaka.
A ja muszę jeszcze przeżyć nalot mojej kuzynki, Mai. Właśnie dlatego uciekłem z domu. Ona ma dziś przyjechać, a ja się jej cholernie boję. Jak byliśmy mali, to mi kredki do nosa wpychała i ciągle mnie czymś biła.
Mam małą nadzieję, że jej przeszło, ale to na pewno nie prawda. W ostatnie święta prawie mnie udusiła, bo przegrała ze mną bitwę na śnieżki. Cudem przeżyłem i...
-Frank, wszystko okej?-Gerard spojrzał mi w oczy.-Wyglądasz, jakbyś miał zaraz płakać, albo się śmiać jak pojebany.
Uśmiechnąłem się słabo. Po kolacji wróciliśmy do pokoi, a Gerd poszedł się wykąpać. Kusi mnie, żeby zajrzeć do łazienki, ale czego ja w jego ciele jeszcze nie widziałem? Chyba już dosłownie wszystko zobaczyłem.
Coś stuknęło w okno. Gałęzie drzew poruszały się przez wiatr, który wiał mocno. Musiała zbliżać się burza, czego bardzo się bałem. Podszedłem bliżej okna i dostrzegłem postać o długich, czarnych włosach. Dziewczyna uśmiechała się szeroko. Wyglądała, jakby urwała się z horroru, albo jeszcze gorzej.
-Frank Anthony Iero, otwórz to jebane okno, albo rozbije je głową.-powiedziała głośno.
Zrezygnowany otworzyłem jej i wpuściłem ją do środka. Była cała przemoczona. Cóż, najwyraźniej zaczęło już padać.
-Maya, co ty tu robisz?-westchnąłem.
-Twoja mama mówiła, że poszedłeś nocować u kolegi, więc skojarzyłam fakty i przyszłam tutaj.-powiedziała uśmiechając się uroczo.
-Świetnie, ale teraz już idź, bo zaraz Gerard tu wejdzie i będzie zły.
-Uuuu, A Gerard to twój facet, tak? Niby ten "kolega"?-zachichotała.
Westchnąłem ciężko i starałem się ją przekonać, żeby sobie poszła, jednak nic nie wyszło. W końcu zawołałem Mikey'a, aby zrobił interwencję.
Ten tylko popatrzył na dziewczynę i pokręcił głową.
-Co ty do niej masz. Wygląda fajnie.-szepnął.
-Tak? A chcesz mieć usta pełne piasku, albo czegoś?-zatrzepotałem rzęsami uroczo.
W końcu Gee opuścił łazienkę i spojrzał na naszą trójkę. Uniósł jedną brew patrząc na mnie pytająco. Ja tylko pokręciłem głową zmieszany i przyniosłem jeszcze dwa materace, dla Mai i dla Mikey'a, bo nie chciał być sam. Położyłem się na drugim końcu łóżka Gerda, ale ten przytulił mnie od tyłu i przyciągnął na minimalna odległość do siebie.
-Dobranoc!-powiedział Mikey.
-Pchły na noc i karaluchy niech wam odgryzą nogi.-szepnęła złowieszczo dziewczyna.
Zadrżałem lekko, ale Gerd się zaśmiał cicho.
-Ty, to jednak głupi jesteś, Frank. Trzęsiesz się tak, że aż łóżko trzeszczy.-szepnął mi do ucha, a ja zarumieniłem się zawstydzony.
-On jest taki od zawsze...Jak był mały, to...-zaczęła dziewczyna.
-Nie! Dobranoc!-krzyknąłem.
Po długiej chwili wszyscy już spali, oprócz Gerarda, który nucił jakąś piosenkę pod nosem. Jedną ręką obejmował mnie w pasie, a drugą gładził po włosach. Chyba myślał, że już śpię, bo nachylił się nade mnę i musnął moje usta.
-Jesteś mój, nie Mikey'a. Nikogo, tylko mój.-szepnął.-Kocham cię, Frankie.
Wtuliłem się w niego bardziej i zasnąłem. Bardziej spokojnie niż podczas innych nocy, które były samotne.

Tell me how love kills | II

Mikey
Gerard naprawdę czasami nie rozumiał, jak niektórymi czynami potrafił ranić biednego Frania. Taki chłopak, który jest w niego wpatrzony jak w obraz nie zwróci mu uwagi, gdy ten gada mu do ucha niestosowne rzeczy i do tego obmacuję po dupie. Musiałem zareagować i przydzwoniłem bratu w jaja, a Frank zaczął na mnie krzyczeć, że tak nie powinno być. Zabrał tego idiotę do pokoju, a potem nie wiem co robili, ale słyszałem stłumione jęki Gerda. 
To było okropne wiedzieć, że mój przyjaciel daje się wykorzystywać jak tania dziwka tylko po to, by być bliżej Gerrego. Dlaczego po prostu nie zaprosił go na wypad do kina, albo na spacer? Przecież to by było o niebo lepsze od takiego obrzydlistwa.
Nawet nie jestem pewien, czy Gerd coś pamięta. Był tak bardzo schlany w cztery dupy, że jest duże prawdopodobieństwo, że nic nie pamięta z tamtej nocy. Jedynie Frank to wie i zapewne zatrzyma tą tajemnicę do grobu, bo nigdy nikomu nie powie prawdy. Jedynie ja się o tym dowiedziałem przez przypadek któregoś wieczoru, gdy byliśmy sami. Właśnie wtedy wyznał mi to, co leży mu na sercu.
Powiedział mi, jak ciężko jest mu żyć z miłością do kogoś, kto nawet nie zwraca uwagi na te jego drobne uczynki. Owszem, chciał się zabić, ale jakoś go przekonałem, że będzie dobrze. W końcu Gerard może się jeszcze zmienić. Może w końcu zauważyć, jak bardzo chłopakowi na tym zależy, bo mu zależy. Cokolwiek się nie dzieje z moim bratem, on wie o tym o wiele wcześniej, niż ten Jamie. Naprawdę nie lubię chłopaka mojego brata. Jest ładny, to prawda, ale on...Nie potrafi się powstrzymywać. Zapewne zauważył to spojrzenie, jakim mój przyjaciel darzy Gerrego i wykorzystuje to. Obmacuje mojego braciszka i robi inne, o wiele gorsze rzeczy.
'Od Frank:
Hej Miki. Może wyjdziemy dziś gdzieś razem, co?'
Nie miałem ochoty przesiedzieć kolejnego dnia w domu, więc od razu zacząłem odpisywać.
'Do Frank:
Spoko. Może wpadnij do mnie. Gerarda dziś nie ma,
 bo poszedł do tego 
swojego chłoptasia. Co ty na to?'
Chłopak już nie odpisał, więc pomyślałem, że zrezygnował. Odłożyłem telefon i padłem na kanapę zrezygnowany. Szczerze, to nie miałem ochoty na nic. Miałem jeden z tych dni, kiedy chciałbym zamknąć się w pokoju i powoli znikać. Wiem, miewam humory, ale to przez to, że zazwyczaj zajmuję się problemami innych, a nie swoimi. Zwykle nie umiałem powiedzieć innym 'nie' i odejść wiedząc, że beze mnie sobie nie poradzą. Nie jestem takiego typu człowiekiem. Uwielbiam pomagać innym.
Już chciałem tymi rozmyślaniami doprowadzić się do snu, ale ktoś walnął w drzwi. Poszedłem zobaczyć kto to, a wtedy do domu wparował mi Frank z całym pudłem starych płyt, słodyczami i jakimś kwiatem.
-A co ty teraz, kurwa?-zdziwiłem się.
-Przenocujesz mnie u siebie, proszę?-spojrzał na mnie szczenięcymi oczkami.
Musiałem się zgodzić, bo inaczej zacząłby mi tutaj płakać. Zabrałem go do pokoju i przygotowałem mu miejsce na podłodze obok mojego łóżka. Rozpakowaliśmy rzeczy, które chłopak przyniósł.
-O, a więc tu była moja płyta.-spojrzałem na niego spode łba.
-No...Przyniosłem ci ją, bo ostatnio zapomniałem.-wydukał.
-Ostatnio?! OSTATNIO?!? Ja ci kurwa dam ostatnio!
Zaczęliśmy okładać się poduszkami. Akurat do pokoju zajrzała mama i uśmiechnęła się lekko.
-Hej Franiu. Nocujesz u nas?-zapytała.
-Tak proszę pani.-powiedział.-Mogę, prawda?
-Oczywiście, skarbie. Przygotuję zaraz kolacje dla was.-rzekła i znikła.
Uśmiechnęliśmy się szeroko i znów wróciliśmy do naszej wielkiej bitwy.
Moja mama bardzo lubi Franka, bo w końcu jakby go tu nie lubić? Mały, fajny, wesoły i uprzejmy chłopak. I do tego wspaniały przyjaciel. Czego chcieć od niego więcej? Serce ma wielkie i chyba kocha wszystko. Jest strasznie pozytywny, mimo tego wszystkiego, co go spotkało w życiu.
Dostałem poduszką w łeb, więc padłem na poduszki, a ten idiota usiadł na mnie i uśmiechnął się szeroko, jak jakiś pedofil. Próbowałem wstać, ale on przytrzymał mnie mocno. Pochylił się nade mną i po chwili polizał mnie w nos.
-Frank ty....-coś zamknęło mi usta i musiałem długo poczekać, zanim domyśliłem się, że to jego usta. Nie oddałem pocałunku, tylko wpatrywałem się w niego. Coś musiało być nie tak. Wtedy spojrzałem w stronę drzwi i już wiedziałem o co chodzi.
Gerard patrzył na nas z dziwnym bólem na twarzy, jakby to go naprawdę zraniło. Postanowiłem pomóc Frankowi i oddałem pocałunek wrzucając w to wiele serca. Objąłem go mocno w pasie, szarpiąc za koszulkę.
-Ekehm, ekehm....-zakaszlał Gerard.
Spojrzeliśmy na niego udawając zdziwienie.
-Oh, przepraszamy.-Frank udał zawstydzonego i odsunął się ode mnie.-Nie wiedzieliśmy, że tu jesteś.
-Oczywiście.-mruknął wyraźnie niezadowolony.-Mama mówi, że masz iść jej pomóc, Mikey i że Frank ma spać u mnie, bo ty jutro rano jedziesz z nią na zakupy i nie chcę budzić Frania.-powiedział uśmiechając się przebiegle.
Zacisnąłem pięści na pościeli.
-Okej.-mruknąłem.
Nie byłem zadowolony z takiego obrotu spraw, ale zapewne Frank cieszył się jak głupi, bo w końcu to Gerard.
Czy naprawdę nikt już się nie liczy z moimi uczuciami...?

listopada 23, 2014

Tell me how love kills | I

Gerard
Miałem wrażenie, jakby ktoś skakał po mnie całą noc. Moje poranki zwykle tak wyglądały. Poprzedni wieczór spędziłem z Jamie'em w klubie, gdzie trochę popiliśmy. Chyba trochę się zapędziliśmy z tym obmacywanie i całowaniem się, bo jakiś koleś wywlókł mnie z klubu i zaczął okładać pięściami.
Nie wiem, co się wtedy stało z chłopakiem, bo straciłem kontakt z rzeczywistością. Ktoś jednak okazał się łaskawy i przyniósł mnie tutaj. Nie pamiętam dokładnie, kto to był, ale wydawał mi się całkiem znajomy. 
Tak, czy siak teraz mam okropnego kaca. Jest bardzo wcześnie, a nie chcę obudzić brata, albo mamy, bo od razy dostanę opieprz za stan w jakim wróciłem wczoraj do domu. Bardziej nakrzyczy na mnie Mikey, bo już dawno obiecałem mu, że nie będę pić. No przynajmniej nie tak dużo.
Po cichu opuściłem pokój i udałem się do pustej kuchni. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał dokładnie 6:34. Mama musiała już pojechać do pracy, żeby przygotować salon. Kobieta jest fryzjerką. Zwykle wychodziła po godzinie 8:00, ale teraz mają tam jakiś mały remont, więc musi wszystko nadzorować.
Zaparzyłem sobie kawę i usiadłem przy stole. Spokojnie przejrzałem gazetę w której pisali o jakimś gwałcie na młodej kobiecie. W tych stronach jest to normalne, że ktoś zostaję zgwałcony. Raz w miesiącu spotyka to może trzy osoby.
-Co robisz, zgredziu pedziu?-do kuchni wszedł Mikey.
Chłopak oparł się o blat i spojrzał na mnie. Wyglądał na dość zamyślonego. Zapewne przetwarzał informacje z wczoraj i za chwilę dostanę niezły opieprz. Blondyn jednak wzruszył ramionami, zabrał mi kawę i ruszył do salonu.
Westchnąłem zrezygnowany. Nie chciało mi się już przyrządzać kolejnej kawy, więc poszedłem się ubrać. Narzuciłem na siebie jakąś ciemną koszulkę i do tego czarne jeansy. Tak właśnie wyglądała cała moja szafa z ubraniami. Większość rzeczy z logiem Misfits, albo Iron Maiden, lub po prostu bardzo ciemne rzeczy. Taki miałem styl i nikt nie mógł tego zmienić.
Zajrzałem do salonu, gdzie Mikey przełączał kanały w poszukiwaniu czegoś ciekawego.
-Ej, młody...-usiadłem obok niego.-Kto mnie wczoraj przyprowadził?-zapytałem.
-Czyli sam zaczynasz ten temat.-odstawił kubek.-Przyprowadził cię Frank, jak zwykle. Znalazł cię nawalonego pod drzewem, jak jakiś koleś próbował ci wsadzić, więc cię zabrał.-powiedział bez emocji, jednak mogłem się domyślić, jak bardzo był zdenerwowany.-Kolejny raz ci uratował dupę. Nie wiem dlaczego, ja bym cię tam zostawił w rękach tego napalonego faceta, żebyś rano obudził się z jego fiutem w dupie i żeby cię bolało. Tego bym ci życzył.-mruknął  i opuścił pomieszczenie.
Czyli był bardzo zły. Cholera, musiałem jednak zrobić coś bardzo źle, że był aż tak wściekły.
Postanowiłem pójść do Iero, aby dowiedzieć się więcej. Skoro mnie przyprowadził, to musiał wiedzieć, co mogło zajść później. Zapukałem do drzwi jego domu. Nikt mi nie otworzył. Zapewne chłopak jeszcze spał po całej nocy spędzonej na grach. Tak, Frank jest tego typu chłopakiem. Uroczy, mały szatyn, który spędza wolny czas nad gitarą, lub konsolą.
Podoba mi się, tak trochę. Mógłbym powiedzieć, że mam do niego małą słabość i zawsze wybaczam mu różne głupie numery. Mimo, że jest przyjacielem Mikey'a, to i tak więcej czasu spędza w moim towarzystwie, jakby był we mnie...Zakochany?
Tak, to chyba to słowo. Zakochanie. Właśnie to uczucie jest mi obce, bo czym jest miłość? Wydaję mi się, że to tylko chwila w naszym życiu, gdy zdaje nam się, że jesteśmy szczęśliwi. Kiedy już naprawdę mamy sięgnąć po to, to to uczucie znika, po prostu się roztapia. Podobno taka pierwsza strata osoby na której nam zależy boli najbardziej, bo w końcu wkładamy w to całe serce i darujemy drugiej osobie całe swoje serce i poświęcamy jej swój wolny czas, a ona po dłuższym czasie znika. Ot tak sobie.
Dlatego nie chcę się zakochać. Nie chcę cierpieć po kimś, komu na mnie nie zależy, bo to bez sensu. Kopnąłem w te jebane drzwi bardziej zdenerwowany czekaniem. W końcu ujrzałem w drzwiach zaspanego Franka. Włosy miał roztrzepane i okryty był kołdrą. Zapewne pod tym musiał być tylko w samych bokserkach...Boże, Gerard, Stop. O czym ty myślisz, człowieku?
-O, hej Geeeeee.-uśmiechnął się i przetarł oczy.-Co tu robisz tak wcześnie?
-Chcę pogadać o wczorajszym wieczorze.-powiedziałem spokojnie.
Chłopak zarumienił się lekko, ale przepuścił mnie, abym mógł wejść do środka.
-Chodź do mojego pokoju, bo mama odsypia nockę.-powiedział cicho.
Skierowaliśmy się do jego pokoju. Byłem tu jeden raz, jakieś parę tygodniu, gdy chłopak zrobił imprezę Halloweenową, która była również jego urodzinami. Pamiętam, jak bardzo chłopak ucieszył się z tej gry, którą mu dałem. Nawet trochę pograliśmy, ale potem Jamie źle się poczuł i musiałem pójść z nim do domu.
Frank zrzucił z siebie kołdrę, a ja mogłem zobaczyć jego plecy i zgrabny tyłek ukryty za różowymi bokserkami.
-Bardzo męski kolor.-uśmiechnąłem się lekko.
-Oh...Em...Dzięki?-spojrzał na mnie zmieszany.
Nałożył przetarte spodnie na tyłek i sięgnął po jakąś koszulkę. Rozłożyłem się na jego łóżku, które jeszcze było ciepłe. I do tego pachniało szatynem. Istny raj....
-To co chcesz wiedzieć, Gerard?-Frank pochylał się nade mną.
Boże, kiedy on zdążył się ogarnąć? Może na chwilę przysnąłem.
-Mikey jest na mnie zły i nie chcę mi powiedzieć, dlaczego.-westchnąłem smutno.-Wiesz może, co ja takiego zrobiłem?
Chłopak przygryzł wargę i odwrócił wzrok. Na jego szyi dostrzegłem coś, jakby miał malinkę i to dość porządną. Podszedłem do niego i odgarnąłem jego włosy, a on zareagował na to szybko, odsuwając się na znaczną odległość.
Niemożliwe, żebym ja mu to zrobił, prawda? Chociaż słyszałem już różne historię o tym, co robię, gdy jestem pijany. Jednak nigdy nie tknąłbym Franka. Co to, to nie.
-Nic się nie stało, tylko trochę paplałeś o tym, że jestem ładny i to Mikey'a wkurzyło, bo mnie lubi.-powiedział zrezygnowany.-Nie rozdrapuj strych ran i zapomnij. Idź do domu.
Zrezygnowany opuściłem jego dom. Może później pogadam z Mikim na spokojnie o tej sprawie.

Tell me how love kills | Prolog

New Jersey.
Zwykle o tej porze roku jest to małe, zachmurzone miasteczko, gdzie zwykle nie dzieje się nic ciekawego. Mieszkańcy żyją swoim życiem, chcąc przeżyć z dnia na dzień nie umierając przy okazji z nudów. Miasto to pamięta czasy, gdy było dość niebezpieczne, a w środku dnia na ulicy można było zostać postrzelonym przez bandytę, który chwilę później zabijał sam siebie, bo jak się okazywało, był wariatem.
Mieszkańcy nie byli ze sobą jakoś specjalnie zżyci. Każdy powiedział sobie ciche 'dzień dobry' mijając się w drodze na niedzielną mszę do kościoła, ale nic więcej poza tym. Poza tym, kto będzie szukał przyjaciół wśród ludzi, którzy są zakłamani i tylko czekają na twój upadek.
Rodzina Way'ów była szczególnie pomijana przez swoje dziwne intrygi. Parę lat temu przyjechała tu kobieta w ciąży wraz ze swoim mężem. Dziecko urodziło się i nadano mu imię Gerard. Po trzech latach przyszedł na świat jego brat, Mikey. Niestety młodszy chłopak musiał wychować się tylko z matką i starszym bratem, bo ojciec postanowił odejść szukając szczęścia w innym mieście. Donna Way była bardzo związana z tym miejscem, więc postanowiła tu zostać wraz z dwójką dorastających synów.
Synowie weszli w wiek nastoletniego buntu, ale nigdy nie sprawiali matce większych kłopotów z czymkolwiek. Byli mała, kochającą się rodzinką. Z powodu braku pieniędzy, kobieta postanowiła oddać starszego syna w ręce państwa Bower, a właściwie w ręce ich syna. Jamie'mu podobał się Way, a mały książę zawsze dostawał to, czego chciał.
Gerard zawsze był cichym i spokojnym dzieckiem. Trzymał się na uboczu, a w wieku 8 lat zaczął fascynować się śmiercią. Nic dziwnego, że jego ulubione miejsce do spędzania czasu, to Fairmount Cemetery. Chłopak zwykle siada gdzieś na drzewie i obserwuje ludzi, którzy płaczą nad grobami swoich bliskich.
Całkiem niedawno, a jakiś rok temu, wprowadziła się tu matka z synem. Kobieta właśnie rozwiodła się ze swoim mężem, który został w Belleville, a ona zabrała syna i przyjechała tutaj, do Newark. Frank zdecydowanie nie był cichym dzieckiem. Lubił hałasować tak bardzo, że budził połowę okolicy o 4 nad ranem, bo zaczynał brzdękolić na swojej gitarze. Jego ubiór, jak i zachowanie potrafiły odpychać, ale gdy poznało się chłopaka lepiej, to można było zobaczyć, jaki jest on na prawdę.
Bardzo łatwo przyszło mu zaprzyjaźnienie się z Mikey'em, który zwykle nie jest skłonny do kolegowania się z osobami jego pokroju. Po długich staraniach dał się jednak przekonać i zakolegował się z Frankiem, co zaowocowało piękną przyjaźnią. Młody Iero potrafił się nieźle bić, więc nie raz obronił tyłek Way'a przed bandziorami z ulicy.
Chłopcy dość często powierzają sobie różne sekrety, a zwłaszcza miłosne. Frank jest mocno zakochany w Gerardzie, a że Mikey głupi nie jest, to to zauważył. Jednak nie powiedział o tym bratu, bo wiedział, że to byłoby nie fer wobec jego najlepszego przyjaciela. Postanowił trzymać język za zębami i całkiem nieźle mu to idzie.
Na razie.....

Zapowiedź

Mam zaszczyt zapowiedzieć wam opowieść, która będzie długa, obiecuję. Nazwałam ją "Tell me how love kills" 
Oto postacie:
Jamie C. Bower - Chłopak mieszkający niedaleko Way'ów. Jest on chłopakiem Gerarda. Rodzice obojga już lata temu ustalili, że chłopcy będą się w przyszłości spotykać. Pomysł ten wypalił, ale chłopcy nie są dla siebie nikim więcej, jak tylko przyjaciółmi. Przynajmniej jest tak ze strony Gerarda, ale czy Jamie czuje to samo? A może jego uczucie jest większe? 

Gerard Way - Mieszka w małym domku rodzinnym ze swoim o trzy lata młodszym bratem, Mikey'em i mamą Donną. Jest dość zamknięty w sobie i nie lubi dzielić się swoimi uczuciami z innymi. Woli wszystkie swoje myśli przelać na papier, a potem podzielić się tym z bratem, albo pozostawić to i zapomnieć. 


Mikey Way - Młodszy brat Gerarda jak i zarówno jego najlepszy przyjaciel. Mówią sobie o wszystkim. Oczywiście czasem mają sprzeczki, jak to bywa w rodzeństwie, ale zawsze trzymają się razem. Jednak od pewnego czasu Mikey nie jest już taki jak kiedyś. 

Frank Iero - Przyjaciel Mikey'a z ich małego zespołu, który założyli całkiem niedawno. Dla Franka jest to dobra wymówka, aby spędzać czas w domu Way'ów i przyglądać się Gerardowi, w którym jest zakochany po uszy. Może to tylko małe zauroczenie, ale dla takiego chłopaka jak on, to wiele.

Są też postacie drugoplanowe, tak samo ważne, jak bohaterowie! Ale Ciiii, to ma być niespodzianka. Gdy już wszystko będzie wiadome, to sami dowiecie się, kto jeszcze taki tu jest...

listopada 20, 2014

I'll kiss your lips again | One shot

Nigdy nie miałem trudnego dzieciństwa. Miałem pełno przyjaciół z którymi się bawiłem całymi dniami. Byłem szczęśliwy aż do dnia, gdy poznałem swojego dręczyciela, Gerarda.
Był ode mnie starszy o jakieś....Cztery lata? Tak, cztery.
Dorastałem spokojnie, a on za każdym, gdy miałem szczęśliwy dzień, niszczył wszystko w minutę. W szkole miał tytuł chłopaka na jedną noc, co było prawdą. Mieszkał naprzeciwko mnie i co wieczór widziałem, jak przyprowadzał sobie coraz to innego chłopaka. Miał już 19 lat, więc nie mieszkał z rodzicami i mógł sobie brać do domu kogo tylko chciał.
Nie przeszkadzało mi to, dopóki za cel nie obrał sobie...Mnie. Chodził za mną, zaczepiał mnie i niby to przypadkowo wracał do domu o tej samej porze, co ja. Wkurzało mnie to, chociaż chłopak brzydki nie był.
Miał takie czarne włosy, nie za krótkie, ani nie za długie. Często na niego patrzyłem z daleka. Zwykle, jak z nim rozmawiałem, to czułem przysłowiowe motylki w brzuchu, naprawdę. Mimo tej swojej aury obojętnego faceta, którymi przysłania wszystkie swoje zalety. Jest na przykład bardzo wrażliwy. Widziałem, jak któregoś dnia zabrał kota z ulicy. Nikt, tylko on zauważył maleńką, białą kulkę, która trzęsła się z zimna w pudełku, przy śmietniku. Ktoś najwyraźniej bał się odpowiedzialności za zwierzę i po prostu je wyrzucił, zamiast poszukać mu nowego domu.
Nie wiem, czemu akurat wtedy mu się przyglądałem. Zapewne któryś już raz z kolei nudziłem się na randce z jakąś dziewczyną, która mówiła tylko o sobie. Jedynie takie osoby mnie otaczały. Puste i niezauważające drobnych szczegółów w swoim marnym życiu.
Tego dnia postanowiłem zbliżyć się trochę do niego, poznać go lepiej. Nawet się z nim trochę zaprzyjaźniłem. Przynajmniej na tyle, żeby mówił mi o sobie więcej i więcej. Z czasem nasza więź stała się bardzo silna. Potrzebowałem pełnego roku, by mu zaufać. Już po tym czasie wiedziałem, że on sobie ze mnie nie żartuje i że naprawdę zależy mu na tej relacji.
-To co, Franiu. Idziemy dziś do kina, czy po piwku i przed telewizor?-objął mnie ramieniem i uśmiechnął się szeroko.
-Piwo. Nie mam już siły, żeby z tobą wychodzić do miejsc publicznych, bo mnie macasz jak pojebany.-westchnąłem ciężko i strzepnąłem jego ramię.
Oczywiście moi rodzice nie pochwalali mojej zażyłości z tym chłopakiem, ale akurat teraz wyjechali na cały weekend, a Gerd nocuje u mnie, bo nie lubię być w tym dużym domu sam, jak palec. A tak, to zawsze jest się do kogo przytulić. Co z tego, że on zawsze zaczyna opowiadać o różnych rzeczach, które mógłby zrobić, gdybym mu się oddał. Zawsze tak sobie żartował, ale dziś...Dziś miałem ochotę zrobić w cholerę wszystko, byleby tylko on się ucieszył. W końcu to jego urodziny. Obiecałem mu wspaniałą niespodziankę na którą będzie musiał poczekać. Nie mogę pić. Muszę być trzeźwy, aby to pamiętać, bo nawet po jednym piwie urywa mi się film.
Owinęliśmy się kocem i włączyliśmy jakiś horror. Wtuliłem się w niego, tak, jak zawsze i patrzyłem na ekran telewizora z przymrużonymi oczami. Nie musiałem widzieć wszystkiego, co działo się z ciałami tych martwych ludzi.
W połowie filmu spojrzałem na chłopaka. Nawet nie tknął kufla. Pustym wzrokiem wpatrywał się w to, co działo się w koszmarze.
-Gee...?-dotknąłem delikatnie jego policzka i przybliżyłem się maksymalnie.
Złożyłem pocałunek na jego szyi, po czym spokojnie przeszedłem na policzek i zatrzymałem się przy ustach. W końcu zwróciłem na siebie jego uwagę. Szatyn spojrzał na mnie spokojnie. W jego oczach zobaczyłem małe iskierki pożądanie, ale kiedy ich tam nie było? Zawsze jak na mnie patrzył, to mogłem je dostrzec. Szybko zacząłem to ignorować, aby nie robić sobie nadziei, ale to uczucie nie ustępowało ani u niego, ani u mnie. Pieprzony Way. O to mu chodziło. Miałem go pragnąć tak, jak on mnie.
Lekko popchnąłem go na kanapę i usiadłem wygodnie na miejscu, gdzie widniała wypukłość. Powstrzymałem jęknięcie, które nasuwało mi się na język. Nie mogłem teraz pokazać mu, że mi się to podoba. Dziś muszę trzymać nerwy na wodzy.
Patrzyłem intensywnie w jego oczy licząc na to, że sam zauważy, o co mi chodzi.
-Jesteś pijany.-mruknął.-Albo znów mi się to śni.
Zachichotałem. Pochyliłem się tak, żeby znaleźć się bliżej jego ucha.
-Czyli już o tym śniłeś?-szepnąłem.-Jak cię ssam, gryzę i całuję po całej skórze nie omijając ani kawałka twojego pięknego ciała?-chłopak sapnął ciężko.-I pieprzę cię, dopóki nie padniesz ze zmęczenia...A rano pobudzam cię, aby dokończyć to, co zacząłem wieczorem i....
-Dobra! Rozumiem!-jęknął unosząc biodra do góry.-Boże, rób co chcesz, bylebym poczuł cię w sobie...Błagam!
Złapałem go za rękę i pociągnąłem do swojego pokoju, gdzie miałem przygotowane wszystko.
-Robiłeś to już kiedyś, Gee?-zamruczałem spoglądając na niego.
Zamknąłem drzwi i uśmiechnąłem się szeroko.
-Szczerze, to....Nie...-powiedział zawstydzony.-A ty?-spojrzał na mnie.
Pokręciłem przecząco głową i pociągnąłem go na łóżko. Usiedliśmy spokojnie, aby na chwile ogarnąć wszystkie myśli. Chciałem, żeby chłopak poczuł to wszystko naturalnie. Dotknąłem jego policzka, a on w odpowiedzi się zarumienił. I niby teraz był taki nieśmiały, no proszę.
-Chcę, żeby to było, jakbyśmy wszystko co robimy, działo się pierwszy raz.-powiedziałem zachrypniętym głosem.-Okej? Pierwszy dotyk, pierwszy pocałunek....
-Rozumiem. Tak wszystko idealnie.-zaśmiał się cicho.
Wszedłem mu na kolana i umiejscowiłem swoje ręce na jego ramionach. Cały czas patrzyłem mu w oczy. Jakby tak pomyśleć, to głupie, że chcę być taki idealny, ale kto mnie powstrzyma?
Gerard się zgodził, więc na pewno nie będzie narzekał.
Pocałowałem go szybko i nawet nie poczekałem na jego odpowiedź, tylko zszedłem ustami w dół, na jego szyję. Gerard objął mnie w pasie, a ja pozwoliłem sobie w tej chwili na to, aby poniosły mnie emocje. Dopiero teraz zacząłem się denerwować.
Chłopak ułożył mnie na poduszkach i zawisł nade mną  uśmiechając się delikatnie, gdy jego dłoń powędrowałam do zamka od mojej bluzy. Cały czas utrzymywałem z nim kontakt wzrokowy. Po tym, jak pozbył się górnej części garderoby zaczął się zabierać za dół. Zatrzymałem go na chwilę. Złapałem jego twarz w dłonie i złożyłem na jego wargach czuły pocałunek. Szatyn od razu dołączył się do tej przyjemności i na chwilę zapomnieliśmy o otaczającym nas świecie. Byliśmy tylko ja i on. Nikt nie miał prawa nam teraz przeszkodzić.
Poznawałem go od nowa. Zaczynałem od jego ust, a kończyłem na dolnej części brzucha, gdy już zdjąłem jego koszulkę, która tak bardzo przeszkadzała mi w tamtym momencie. Przyjrzałem się jego klatce i słabo umięśnionemu brzuchowi. Już ten widok wzbudzał we mnie wielkie fale pożądania, a co to będzie, jak już pozbędę się reszty rzeczy?
Poczułem, że już kompletnie brakuje mi miejsca w spodniach na samą myśl o tym. Otarłem się swoim kroczem o te należące o jego i oboje jęknęliśmy. Teraz zaczęła się walka o to, kto pierwszy będzie nagi. Ja zabrałem się szybko za jego spodnie i dosłownie je z niego zdarłem. Chłopak nagle jakby sobie o czymś przypomniał i szybko zakrył się kołdrą. Cały się zarumienił.
-No co jest Gerard?-przybliżyłem się do niego.-Co tam ukrywasz, hm?
Zabrałem mu kołdrę i dostrzegłem różowe bokserki w słodkie, małe króliczki. Powstrzymałem śmiech zakrywając usta dłonią i tylko kaszlnąłem. Nie chciałem, żeby zrobiło mu się przykro, ale i tak wyglądał w tym pięknie.
-To żenujące, ale liczyłem na to....No....Że dziś cię namówię i że....-zaczął się jąkać i gubić, więc pocałowałem go znowu i złapałem za gumkę jego bokserek.
Odsunąłem się kawałek. Uśmiechnęliśmy się oboje, gdy już rzuciłem bieliznę w kąt. Teraz zabraliśmy się za moje ciuchy. Poszło nam to szybciej niż się spodziewałem. Patrzyliśmy na siebie przez dłuższą chwilę. Praktycznie pochłanialiśmy się wzrokiem.
W końcu chłopak wykonał pierwszy ruch, a już potem zatraciliśmy się w pocałunkach i wzajemnym dotyku na rozgrzanej skórze. Nie użyliśmy zabezpieczenia, bo ufaliśmy sobie na wzajem, a do tego chcieliśmy to poczuć. Bardzo chciałem to zrobić z nim, al teraz czuję ten ból, o którym mówił mi mój przyjaciel.
Gerard oczywiście starał się być delikatny, ale ból był  nie do opisania. Słyszałem tylko, jak mówił coś, że jestem dość ciasny. Bez ostrzeżenia dopchał się do końca, a w moich oczach pojawiły się łzy. Powtórzył tą akcje kilka razy, a ja mogłem już stwierdzić, że to tylko szczypanie.
Dość krótko trwało, zanim znaleźliśmy mój czuły punkt. Po dłuższej chwili chłopak doszedłem, a ja powtórzyłem zaraz po nim. Oddychałem głęboko uspokajając się. Gerd puścił mnie, więc mogłem doczołgać się do poduszki i paść na nią, jakbym przebył kilometr drogi biegnąc bez przerwy.
-Kocham cię.-szepnął Gee przyciągając mnie do siebie i otulając nas oboje kołdrą.
-Ja ciebie też, kochanie.-wtuliłem się w niego i przymknąłem oczy.-Nawet nie wiesz, jak bardzo tego pragnąłem.
Uśmiechnęliśmy się do siebie i zasnęliśmy w swoich objęciach.
Po kilku latach Gerard mi się oświadczył, a ja się zgodziłem. To był najszczęśliwszy moment w moim życiu. Wyjechaliśmy z New Jersey i zamieszkaliśmy w LA, gdzie zawsze świeciło słońce. I już zawsze byliśmy razem.
Słodki The End

listopada 11, 2014

I'm NOT okay | Epilog

10 lat później
-Tato, spóźnimy się!-zawołał Damien. 
Chłopak był strasznie niecierpliwy, jeśli chodzi o nasze wspólne wyjścia do kina. Tylko by chciał wszystkich poganiać. Zupełnie tak samo, jak Gerard. 
Mój ukochany....Tak bardzo się uśmiecham, gdy widzę go codziennie w łóżku obok mnie. Cały i zdrowy. To zupełnie, jak cud. Co z tego, że ma blizny po wielu operacjach i stracił parę włosów? Blizny, to znak tego, że jest odważny, a włosy odrosną. Najważniejsze jest to, że go mam, a Damien jest wychowywany w szczęśliwej rodzinie. 
-Frank, no co tak długo?!-Gerard zapukał w drzwi od łazienki.
Zaśmiałem się i otworzyłem drzwi pokazując mu kredkę do oczu. On tylko pokręcił głową i przytulił mnie mocno. Wtuliłem się w niego i gdzieś tam odłożyłem kosmetyki. Sam jego zapach tak bardzo mnie uspokajał.
-Kocham cię.-szepnąłem i pocałowałem go mocno.
Chłopak, a właściwie już mężczyzna (Mój ukochany ma już 31 lat) oddał pocałunek. Nie był zaskoczony tym, że tak nagle wzięło mnie na czułości. Zwykle rzucałem się na niego z zaskoczenia, żeby obcałować mu całą twarz. Damien zawsze zakrywał oczy, gdy to widział, a my jeszcze specjalnie w to brnęliśmy.
-Może....Jak dziś wrócimy do domciu po kinie, to zajmiemy się robieniem rodzeństwa dla naszego syna, hmm?-zamruczał Gerard przyczepiając się do mojej szyi.
-Jasne, ale później.-zaśmiałem się i wyciągnąłem go z łazienki.-Gotowy, Dami?
-Taaak tato.-westchnął.-Możemy już iść?
-Tak, chodźmy.
Złapaliśmy się za ręce. Oczywiście Damien był w środku. Zawsze przyciągał uwagę. Włosy miał długie, ciemno brązowe. Trochę przypomina mi Gerarda, gdy był młodszy. Oczy ma pomieszane. Jedno jest zielone, a drugie zielono złote. Traktujemy go, jak naszego małego księcia. Ma wszystko. Własny pokój, pełno zabawek, zwierzaczki  i dużo miłości od naszej rodziny.
Ostatnio nawet Mikey chciał zajść w ciąże, ale wyszło kompletnie inaczej, niż być powinno. Cóż....Uważamy, że dzieci Ray'a i Mikey'a będą słodkie, ale nie tak bardzo, jak nasz mały aniołek.
-Kocham was.-przytuliłem ich mocno i uśmiechnąłem się.
-Też cię kochamyyy!-powiedzieli razem.
Zaśmialiśmy się cicho.
Jesteśmy cudowną rodzinką. A będziemy jeszcze większą, cudowną rodzinką, gdy za jakiś czas znów dobiorę się do Gerarda. 

I'm NOT okay rozdział 9

Właśnie zaczynał się ósmy miesiąc ciąży mojego ukochanego. Co najlepsze, chłopak czuje się świetnie. Tak długo czekaliśmy, aby zrobić USG. Bardzo chcieliśmy wiedzieć, co nasz czeka. Informacja, że będziemy mieli syna nie była dla nas takim wielkim szokiem, jak na samym początku. Mogliśmy przygotować dla malucha jakieś porządne imię, które będzie pasowało do nazwiska, jak i do charakteru dziecka.
Jestem pewien, że będzie będzie taki, jak Gerard. Chłopak co chwilę marudzi, że kopie, albo się przekręca, co go trochę boli, ale mimo to uśmiecha się jak głupi. Miesiąc szybko zleci, a my będziemy pełną rodziną....Chyba, że choroba chłopaka da o sobie znak. Oby tak nie było, bo ja nie wiem, co bym bez niego zrobił.
Spojrzałem na chłopaka znad książki. Wciąż jeszcze spał. Często wstawał gdzieś po godzinie 13, więc miałem jeszcze dużo czasu, żeby przygotować śniadanie, lub obiad i posprzątać dom. Dziś miał przyjść Mikey z Ray'em. No i jeszcze Andy. Chcieli pobawić się w kupowanie prezentów dla małego. Nie mam im tego za złe. Gorzej będzie, jak Gerardowi nie spodobają się prezenty, bo ostatnio jest straszną marudą i tylko ciągle wybrzydza. Ja jeszcze daje rade, ale co powiedzą oni.
Wstałem z fotela i poprawiłem koc, bo zaraz chłopak by się obudził i marudziłby, że jest mu zimno.
-Mmmm, Frankie....-zamruczał przez sen i przeciągnął się jak mały, słodki kotek.
Uśmiechnąłem się na ten widok. Po cichu opuściłem pokój i zająłem się przygotowaniem ciasteczek. Oczywiście przygotowałem je już wczoraj, ale ten głupek je zjadł. Chociaż plus jest taki, że mu smakowały.
Gdy ostatnio wyszliśmy do miasta (tak, wychodzimy z Gerardem z domu, bo dostalibyśmy jakiegoś fioła) zaszliśmy do schroniska i wzięliśmy jednego słodkiego pieska...No dobra, trzy słodkie pieski, bo nie mogłem się zdecydować na tylko jednego takiego słodziaka. Mój mąż uparł się jeszcze na chomika, więc ja jeszcze wziąłem kota, a on żółwia. I tym sposobem mamy dom pełen zwierzaków. Teraz wszystkie są głodne i patrzą na mnie tymi wielkimi oczami.
Nakarmiłem j i zabrałem się za przygotowywanie tych ciasteczek. Może mógłbym teraz jeszcze sobie pospać, ale nie, bo jest tyle pracy.
-Fraaaaank!-usłyszałem głos z sypialni.
Od razu tam pobiegłem. Chłopak leżał zwinięty na łóżku i trzymał się za brzuch.
-Jejku, co się dzieje?-uklęknąłem obok niego.
-Dziecko.....Boli.....-jęknął z bólu.-Jezu, Frank, dzwoń po karetkę!
Szybko odnalazłem telefon. Wszystkie karetki były zajęte. Musiałem wsadzić go do auta i zawieźć do naszej prywatnej kliniki, gdzie sprawdzaliśmy cały przebieg ciąży. Usiadłem pod salą i czekałem. Martwiłem się o niego. Przecież nie może mu się nic stać. Gerard i dziecko to moje dwa oczka w głowie. Co się mogło stać, że tak nagle....
-Panie Way?-lekarz stanął przede mną.
-Tak?!-od razu zerwałem się na równe nogi.
-Pana mąż....Cóż, wszystko jest okej....Dziecko jest całe.-uśmiechnął się pocieszająco.
Odetchnąłem z ulgą.
-A co z Gerardem?-zapytałem uśmiechając się.
-Została mu może godzina.-powiedział tylko i odszedł.
Załamany padłem na podłogę i powstrzymywałem się od płaczu.
"Weź się w garść, Frank. On cię teraz potrzebuje."
Otarłem te łzy, które zdążyły spłynąć mi po policzkach. Wszedłem do sali i spojrzałem na swojego ukochanego. Był strasznie blady. Wokół łóżka było pełno krwi i jakiś woreczków.
-Frankie, kochanie....-wyciągnął do mnie rękę.
Pochwyciłem ją od razu i usiadłem przy nim. Poprawiłem mu jego włosy i spojrzałem mu w oczy. Wydawał się być już całkowicie zmęczony tym, co się dzieje. Jakby tylko czekał na tą śmierć.
-Gee, miałeś się nie poddawać. Mieliśmy razem wychować nasze dziecko, pamiętasz?-szepnąłem. Nie powstrzymałem już łez, które ciągle wypływały z moich oczu.-Miałeś żyć. Przecież nic nie było, proszę....
-To by nie zadziałało. Operacje nie działają...-szepnął cicho.
-Błagam, Gerard. Musisz ze mną zostać. Ja sobie nie dam bez ciebie rady. Potrzebuje cię.-załkałem.-Proszę....
Chłopak tylko westchnął, ale się zgodził. Pozostało mi czekać.

I'm NOT okay rozdział 8

3 miesiące później
Gerard był jak jakiś opętany. Ciągle jadł, a brzuch mu rósł i rósł. Wyglądał tak, jakby był już w co najmniej szóstym miesiącu ciąży, ale to jeszcze nie jest nawet połowa! Jest rozpieszczony, a co tu dopiero będziemy mówić o dziecku.
-Frankie, kochanie! Jestem głodny!
-Oho, zaczyna się. Muszę kończyć Mikey, bo twój brat jest naprawdę NIEZNOŚNY.-powiedziałem głośno.
-Okej.-zaśmiał się  Mikey.-Nara tatuśku!
-Frank! Ja chcę przemalować sobie włosy!-krzyknął Gerard w salonu.
-Japierdole, zabijcie mnie teraz.-udałem płacz i zaniosłem mu jedzenie.
Przyniosłem mu jeszcze jakiś duży koc, bo nie było za ciepło, jak dla niego. Dbałem o niego, bo tak strasznie się bałem, że zaraz poczuje się gorzej. Nie chciałem, żeby pojechał do szpitala i tam spędził resztę ciąży. Musiałem go mieć przy sobie w takiej chwili. Szatyn jest nieobliczalny. Całe noce potrafił płakać i mówić, że już nie chcę się z nim kochać. Zdecydowanie jakoś go przekonywałem używając ust, albo ręki, że chcę. Nie jeden raz musiałem wejść z nim pod prysznic, a on na zawołanie rzucał się na mnie i ocierał w taki sposób, że się nie powstrzymywałem.
Teraz też próbował zwrócić na siebie moją uwagę. Zaczepiał mnie, albo przygryzał wargę. 
-Gerard, kusisz.-westchnąłem smutno kładąc się na kanapie. 
Od razu poczułem ciężar jego ciała na swoich nogach. Jak można chcieć się pieprzyć 24/7? Zapytajcie Gerarda Way'a. On zna odpowiedź.
Otworzyłem jedno oko i spojrzałem na niego.
-Frankie, proszę!-jęknął ocierając się o moje krocze.
-Gerard, to złe dla dziecka. Lekarz nawet tak mówił.-powiedziałem powstrzymując się od rzucenia się na niego i wypieprzeniu go na dywanie.
-A jakbym wypieprzył twoją śliczną buźkę?-zamruczał sięgając do paska moich spodni.
Westchnąłem tylko i wstałem z kanapy.
-Jak się czujesz?-przykryłem go kocem i usiadłem tak, żeby nie mógł się z niego wydostać.
-Dobrze.-mruknął obrażony. Widziałem, jak pod kocem przebierał rękami w okolicach zamka swoich spodnie.
Udałem, że tego nie widzę. Już nie raz byłem przy nim, gdy robił sobie dobrze, ale zawsze byłem cicho. Teraz widziałem, jak się we mnie wpatruję, więc zareagowałem.
-Oh, Gerard!-jęknąłem, a on zaprzestał czynności i otworzył usta sapiąc głośno.
Znalazłem jego członka i pomogłem mu to dokończyć. Poszło bardzo szybko, jak na niego.
Resztę dnia chłopak męczył mnie tymi jego włosami i swoją wagą. Jak dla mnie wyglądał idealnie, co on chciał? Trochę zgrubiał, owszem, ale po ciąży to zejdzie. Zapiszemy go gdzieś i ustalimy dietę. Wróci do swojej formy. Będzie "mamusią Gee". Nawet Andy tak na niego mówi. Do uzyskania ślubu potrzebowałem zgody dorosłego opiekuna. Teraz oficjalnie nazywam się Frank Anthony Way. Gerard chciał, żebym już na zawsze został z nim i musiałem podpisać dodatkowe papiery o to wszystko. Nie wiedziałem, o co mu chodziło, bo przecież zostanę z nim do końca.
-Chcę mieć białe włosy....Albo takie blond, jak cholera....Ewentualnie rude.-mówił cały czas.
-Maluj się, jak chcesz. Rudy, zielony, czerwony, niebieski...-westchnąłem gładząc go po włosach.-Jak dla mnie piękny jesteś we wszystkim.
Na jego twarzy zakwitł uroczy uśmiech. Chłopak wtulił się w moje ramię i zasnął. Musiałem się natrudzić, żeby zanieść go do łóżka, ale w końcu mi się udało. Sam padłem obok niego i nie czekałem zbyt długo na sen.

listopada 10, 2014

I'm NOT okay rozdział 7

-I co?-zapytał Gerard zaglądając mi przez ramię.
Wpatrywałem się w test. Jestem pewny, że jest on negatywny. Westchnąłem ciężko i spojrzałem na niego z uśmiechem.
-A może ty zrób test, hmmm?-mruknąłem.
-A zrobię!-otworzył nowe pudełko.
Chuj wie, skąd je miał. Pewnie kupił ich pełno, żeby potwierdzić. Tak się na to cieszył. Aż tak bardzo chciał dziecka, że jeszcze rano wepchnął mi w tyłek chyba tonę swojej spermy. Żeby to jeszcze było delikatnie...A on specjalnie się pobudzał i do mnie przychodził i smyrał mnie tym czymś po udzie. Całe szczęście, że Andy był poza domem i nie usłyszał tej naszej pięknej serenady z jęków. Nawet dobrze, bo nie musiałem się tłumaczyć z tego, co robię.
Kocham być tak blisko Gerarda w ten sposób, bo wiem, że jest tylko mój. Nikt nie ma prawa mi go odebrać. Mogę się z nim pieprzyć kiedy chcę i gdzie chcę. A za niedługo będzie nasz ślub, więc na pewno skorzystamy z tej okazji jeszcze bardziej. Może wymyślę coś romantycznego do tej pory. Jakiś strój z sex-shopu, czy coś.
-Frank, zobacz! Dwie kreski!-zaśmiał się Gerard.-A ty ile miałeś?-w jego oczach widziałem ogniki szczęścia.-Ile powinno być?
-Jedna kreska, to negatywny, Gee....-powiedziałem cicho i poczekałem przez chwilę, aż zrozumie.
-Przecież ja nie jestem pozytywny.....-oparł się dłońmi o zlew i spojrzał w lustro. Wpatrywał się w swoje odbicie, jakby szukał winy w swoim wyglądzie.
Przytuliłem go od tyłu i uśmiechnąłem się lekko. Złożyłem pocałunek na jego szyi, cały czas wpatrując się w jego odbicie. Widziałem, jak lekko się uśmiechnął przymykając oczy. Cholera, chciałem go teraz, ale jakoś nie mogłem sobie tego wyobrazić. Teraz w końcu Gerard ma w brzuchu nasze małe dzieciątko. Jak mam go pieprzyć, skoro będzie miał brzuch?
-Frankie, czy ja jestem w ciąży?-obrócił się i spojrzał mi w oczy.
Dotknąłem delikatnie jego policzka i uśmiechnąłem się.
-Jesteś, Gerry.-przytuliłem go mocniej, żeby jakoś go wesprzeć. Wiedziałem, że to nie jest dla niego łatwe.
-Jak ja donoszę ciąże, skoro umieram?-szepnął.
Pokręciłem głową. Sam nie wiedziałem jak, ale chciałem, żeby było okej. Gerard, ja i nasze dziecko. Jako mała, szczęśliwa rodzinka. Może jeszcze kupimy sobie psa? Tak pies byłby idealny. Maluszek bawiłby się z nim, a ja i Gee siedzielibyśmy na kanapie i uśmiechali się widząc to wszystko. To było by zbyt idealne, aby być prawdziwe. Albo umrze Gerard, albo dziecko. Nie mogę mieć dwóch, chociaż bardzo bym chciał.
Zebraliśmy się, ubraliśmy w jakieś normalne ciuchy i zjedliśmy wielkie śniadanie. Chłopak na samą myśl o ciąży zrobił się głodny jak cholera. Umówiłem go jeszcze do lekarza, a potem musiałem przekonywać, że nie będzie używać igieł.
-Jesteś pewny?-szatyn patrzył na mnie niepewnie.-A jak wyciągnie igłę i mi wbije ją w plecy?!
-Panikujesz, Gee.-powiedziałem spokojnie dopijając swoją kawę.-Jak pójdziesz do lekarza, to obiecuje ci, że przez całą noc będę robił co tylko zechcesz.-zamruczałem całując go w policzek.-Wszystko.-dodałem jeszcze i wstałem od stołu.
-To o której ten lekarz?-zapytał od razu.
Lekarz, a właściwie lekarka dokładnie zbadała mojego narzeczonego. Naprawdę był w ciąży. To już oficjalnie zatwierdzone. Tak się ucieszyliśmy oboje. W końcu to nasze małe dzieciątko. Nasze.
Będziemy dobrymi rodzicami.

listopada 09, 2014

I'm NOT okay rozdział 6

-FRANK, OTWÓRZ TE JEBANE DRZWI!-usłyszałem krzyk Gerarda.
-Spieprzaj.-mruknąłem pod nosem i zakryłem głowę poduszką.
Nie chciałem mieć z nim nic do czynienia. To było okropne. Zrobił to po to, żeby mnie zranić? Znowu. Znowu cierpię przez drugiego człowieka. Znowu mam ochotę zrobić sobie krzywdę.
-Frankie, proszę....-westchnął i zapukał ostatni raz.
Zrezygnowany wstałem z łóżka. Otworzyłem drzwi i spojrzałem na niego chłodno. Chłopak miał policzki mokre od łez. Nie przejąłem się tym. Pozostałem zimnym sukinsynem.
-O co chodzi?-spojrzałem na niego z wyższością.
-Jja....Frank, ja przepraszam.-szatyn padł na kolana.-Ja nie chciałem, naprawdę.....
-Nie wiem, czy jesteś Gerardem, czy Danny'm.-powiedziałem chłodno.
-Danny?-zaśmiał się histerycznie.-Ty myślałeś, że to ja?
-A ty.....
-To był pamiętnik Danny'ego, owszem. Ale potem go mi oddał, jak wyjechał. Potem ja w nim pisałem. Ja byłem w tobie zakochany, nie Danny.-chłopak przytulił się do moich nóg i pocałował mnie w odsłoniętą część brzucha.-To ja czułem do ciebie to uczucie i było ono przeznaczone tylko dla mnie. Nie chciałem się tobą dzielić, ale to wolałeś jego, nie mnie. Nie tego chłopaka, który siedział ciągle sam, z dala od innych. Tego, który rysował cię miliony razy w swoim zeszycie.-wyciągnął rękę i ujął nią moją dłoń.-Bardzo byłem w tobie zakochany, a potem ten samochód i Danny, który go prowadził....Ja wtedy cię uratowałem. Zawiozłem cię do szpitala. Byłem przy tobie dzień i noc, a gdy się obudziłeś, to nakrzyczałeś na mnie, ale ci wybaczyłem, bo miałeś prawo być zły, Frankie.
Patrzyłem na niego coraz bardziej zatapiając się w jego cichym i spokojnym głosie. Uklęknąłem przed nim i ująłem jego twarz w dłonie. Chciałem zapamiętać wszystko, co tak bardzo kochałem. jego czerwone usta, zielone oczy, które wywoływały u mnie dreszcze....Ciemne włosy, które tak pięknie się układały...Cały był cudowny.
-Mówisz poważnie, Gee?-pogłaskałem go po policzku.
Chłopak tylko uśmiechnął się i sięgnął po coś w swojej kieszeni.Wyciągnął do mnie zaciśniętą dłoń.
-Franku Anthony Iero....Wyjdziesz za mnie?-zapytał pokazując mi ciemny pierścionek z czaszką, zamiast oczka.
Zaśmiałem się i spojrzałem na niego. Gerard tylko patrzył na mnie i wyczekiwał mojej odpowiedzi.
-Oczywiście, że tak idioto!-rzuciłem się na niego i wycałowałem mu całą twarz.
Patrzyliśmy tak na siebie długi czas, klęcząc na progu mojego pokoju. Skoro go kocham, to dobrze robię. Będziemy razem tak długo, jak się da. Przede wszystkim miłość. Nasza miłość, która jest ważna. Nie zostawię go. Będę z nim do końca, a nawet dłużej.
-Chodź, musimy powiedzieć twojemu ojczymowi.-wstał w końcu, a mój wzrok powędrował na jego spodnie. Zawstydzony wstałem z kolan i uśmiechnąłem się.
Stanęliśmy w salonie przed Andy'm, który patrzył na nas spokojnie. Odłożył gazetę i upił łyk swojej kawy.
-O co chodzi, dzieciaki?-zapytał.
-Jestem Gerard Way i mam zaszczyt poinformować pana, że ja i Frank się pobieramy. Zostaniemy razem.-powiedział mój narzeczony.
Boże, jak to pięknie brzmi...Frank Way...
-Uhm, a nie jest za wcześnie na takie decyzje?-zmarszczył brwi.-Znaczy, akceptuje to, ale Frank jest młody i niektóre rzeczy...
-Nie da się powiedzieć o czystości przed ślubem.-uśmiechnął się i objął mnie w ramieniem.-Ale nie chcę zwlekać. Czekałem na niego długi czas, a teraz nie chcę go znów tracić. Kocham Franka i zadbam o niego lepiej, niż zrobiłby to ktokolwiek inny. Mój narzeczony na pewno zgodzi się ze mną, że ślub będzie za tydzień, a w tym czasie przeprowadzi się do mnie.
-Ttak, oczywiście....-szepnąłem wpatrując się w podłogę. Jemu to wszystko przychodziło tak łatwo.-Gerard i ja chcemy być szczęśliwi. Jesteśmy zakochani i to nie będzie błąd.
Po długich przemowach Andy w końcu coś zrozumiał.
-Jesteś w ciąży, Frank?-przyjrzał mi się.
Spiekłem raka i spuściłem wzrok.
-Faceci nie są w ciąży.-powiedziałem cichutko.-To niemożliwe.
-Oj mało wiesz, Frankie.-westchnął Andy.-Twój ojciec był w ciąży.-powiedział spokojnie.
Wziąłem głęboki wdech i opuściłem pokój. To nie jest prawda. Andy sobie żartuje. Mężczyźni zapładniają, a nie są zapładniani. To głupie.
Położyłem się na swoim łóżku i przykryłem ciepłą kołdrą. Niestety Gerard przylazł za mną i uwalił się na miejscu obok. Wtulił się w moje plecy i po prostu pocałował mnie w ramię. Obróciłem lekko głowę, żeby się dowiedzieć, o co mu chodzi, a ten złożył czułego całusa na moim policzku. Zaśmiałem się cicho i odwróciłem się w jego stronę.
-Jesteś w ciąży, Frankie?-szepnął mi do ucha, a po moim ciele przeszły przyjemne ciarki.-Pieprzyłem cię aż tak, że jesteś w ciąży?-polizał płatek mojego ucha.-Powiedz mi.
-Jezu, nie jestem.-westchnąłem.-Prędzej ty.
-Frank....Ty jesteś tak pozytywny, jak twój ojciec....Musisz być w ciąży.-przytulił mnie mocno.-Proszę, bądź w ciąży....
Przewróciłem oczami i wtuliłem się w niego.
-Ja będę w ciąży, to ty nie bądź chory.-ziewnąłem i zasnąłem w jego bezpiecznych ramionach.

listopada 08, 2014

I'm NOT okay rozdział 5

Nie chodziliśmy do szkoły przez cały tydzień, bo Gerard nagle się napalił na to, aby pieprzyć się po całym domu. Oczywiście byłem temu przeciwny, ale patrzył na mnie tak, że w końcu musiałem się na to zgodzić. Jeden dzień sobie odpuścił, bo jak sam powiedział, będzie musiał jeździć na wózku inwalidzkim, jeśli tak dalej pójdzie. Ale to nie moja wina, sam tego chciał.
-Jesteś głodny?-zapytałem, gdy usiadł przy stole w kuchni.
-A co mi ugotujesz, kochanie?-przetarł oczy i spojrzał na mnie uśmiechając się szeroko.-Cześć.
-Głupek.-pokręciłem głową nakładając na talerz jajecznicę.
Podałem mu posiłek, a sam usiadłem naprzeciwko i wpatrywałem się w niego, jak w obrazek. Niestety do kuchni wszedł zaspany Mikey i też zażądał jedzenia, więc musiałem oderwać wzrok od szatyna i przygotować jeszcze coś do jedzenia młodszemu Way'owi.
-Skoro  już tu tak jakby mieszkasz, Frank, to mogę cię prosić, abyście nie pieprzyli się gdzie popadnie i w środku nocy też?-powiedział ziewając.
Zamurowało mnie, więc nic nie odpowiedziałem, tylko wpatrywałem się w patelnie starając się nie przypalić jedzenia.
-To nie nasza wina, że podsłuchujesz w nocy. Powinieneś już dawno spać, gdy dorośli się bawią.-Gerard upił łyk kawy i spojrzał karcąco na brata.-Mówiłem ci, że nie zamierzam robić tego, co podoba się innym. Teraz skupiam się całym sobą na sobie i na Franku, bo to jest dla mnie najważniejsze.
Zrobiło mi się okropnie gorąco. Uchyliłem lekko okno i zaczerpnąłem świeżego powietrza.
-Świetnie, więc jak przyjedzie Ray, to też wam zrobimy słuchowisko!-krzyknął i opuścił kuchnie.
Westchnąłem smutno i oparłem się o blat wyglądając na zewnątrz. Szatyn przytulił mnie od tyłu i dał mi krótkiego buziaka w usta.
-Nie martw się kochanie. Będzie dobrze. Mikey ma dziś gorszy dzień.-uśmiechnął się pocieszająco.-Dzisiaj mam badania.
-Pójść z tobą?-zapytałem od razu.
Gerard tylko pokręcił głową.
Przed południem ubrał się i opuścił mieszkanie. Zostałem sam na sam z Mikey'em, który nie był już zły. Wydawał się być zadowolony z jakiegoś powodu, ale nawet go o to nie pytałem. Postanowiłem spędzić trochę czasu w pokoju mojego chłopaka i poprzeglądać jego rzeczy. Od długiego czasu chciałem to zrobić, ale nie mogłem, bo w większość spędzałem tu tylko noce. Albo pieprzyłem się z nim.
Gerard nigdy nie mówił za dużo o sobie. Wolał ciągle, abym opowiadał o sobie, o tacie i o Andy'm. Chciał wiedzieć wszystko na mój temat. Rozumem to, ale teraz jest moja kolej na poznanie go. Usiadłem przed dużą, starą szafą w jego pokoju. Zacząłem przeglądać wszystkie papiery, zdjęcia, rysunki. Nigdy nie widziałem, żeby ktoś tak pięknie rysował. Chłopak naprawdę miał talent. Odłożyłem obraz i wróciłem do przeglądania reszty rzeczy. Znalazłem jego stary pamiętnik. Nie chciałem przeglądać jego aż tak prywatnych rzeczy, ale skoro jesteśmy parą, to nie powinniśmy mieć przed sobą tajemnic. Otworzyłem go na pierwszej stronie.
"Drogi pamiętniku.
Jestem okropny. W szkole przeczytałem dziennik tego chłopaka. Ma chyba zaledwie 12 lat! To jest chore, żeby aż tak mu odbijało na moim punkcie!"
Potem pisał coś jeszcze o tym dzieciaku. Z tego co pisał, dzieciak naprawdę musiał go kochać, skoro aż tak się dla niego poniżał. Dawał się bić i wykorzystywać na wszelkie sposoby, byleby tylko zwrócić na siebie jego uwagę. Przewróciłem kartki do ostatniej strony.
"Ten dzieciak....Przecież mówili, ze umarł.
Teraz nagle widzę jego nazwisko. Śni mi się po nocach. To on. Frank. Frank Iero."
Moje serce zabiło mocniej. Gerard mnie znał wcześniej? I dlaczego byłem martwy?
"Frank, to ten dzieciak, którego pobili moi koledzy pięć lat temu.
Urósł znacznie i nie jest już dzieckiem. Może teraz powinienem spróbować? Przecież nie jest już mały, ma 17 lat i może być ze mną."
Więc to Gerard jest tym chłopakiem, który kiedyś złamał mi serce? Przecież on nie jest do niego podobny! To kłamstwo!
Starałem sobie przypomnieć jakieś fakty, aż do wypadku 12 kwietnia. Nie pamiętam nic. Nawet twarzy tamtego chłopaka. To okropne.
Schowałem twarz w dłoniach i rozpłakałem się. Zaraz potem zabrałem swoje rzeczy i pobiegłem do domu. Nie chciałem tu być. Nie po tym, czego się dowiedziałem.
-Hej młody, co jest?-Andy spojrzał na mnie znad gazety.
Chciałem coś powiedzieć, ale płacz ściskał mi gardło. Wbiegłem do swojego pokoju. Wieczorem Gerard do mnie dzwonił, ale nie odbierałem. Musiałem odpocząć i uporządkować myśli.

I'm NOT okay rozdział 4

Patrzyłem na niego, gdy układał sobie rano fryzurę. Oczywiście zmusił mnie do zostania u niego na noc. Nie spałem, tylko przyglądałem się mu. To jednak nie zmienia faktu, że umiera.
Gerard, chłopak, którego kocham, umiera. Na pierdolonego raka.
Kurwa, jak to jest możliwe, żeby mi to zrobił? Żeby mnie zostawił, gdy ja go kocham całym swoim ciałem i całą swoją duszą? Dlaczego akurat on, a nie kto inny? Dlaczego nie ja?
Tak bardzo chciałem, żeby to wszystko okazało się nieprawdą, ale to było zbyt realne, żeby być snem. On naprawdę umierał, a ja nie mogłem nic z tym zrobić.
-Ile ci zostało?-zapytałem odwracając wzrok od jego twarzy.
-Ile mi zostało, do czego?-zaśmiał się.-Co się dzieje, Frankie? Jesteś jakiś przygaszony.-westchnął smutno, ale mimo to wciąż się uśmiechał.
-Zostawiasz mnie.-szepnąłem.-A dopiero co cię spotkałem...A ty umierasz...
Gerard szybko pochwycił mnie w swoje ramiona i spojrzał głęboko w oczy. Bałem się patrzeć w nie zbyt długo, więc po prostu go pocałowałem. Przymknąłem oczy i włożyłem w to jak najwięcej uczuć. Nie chciałem tracić mojego skarbu. Już straciłem ojca, a teraz on...
Chłopak odsunął się kawałek. Wiedziałem, że dokładnie mi się przygląda. 
-Nie zostawię cię. Odejdziesz ze mną.-powiedział głaszcząc mnie po policzku.
-Co?-zmarszczyłem brwi.
-Mówię, że umrzesz, gdy ja umrę.-wzruszył ramionami.-Twoje serce rozpadnie się na kawałki i przestanie bić.
-Jesteś idiotą.-przewróciłem oczami.
-Ale mnie kochasz.-cmoknął mnie w policzek i wrócił do układania swoich włosów.-Chcę, abyś zamieszkał ze mną na jakiś czas.-powiedział spokojnie.-Albo ja zamieszkałbym u ciebie w pokoju.
-Co? Po co?-zmrużyłem oczy.
Szatyn wzruszył ramionami.
-Bo chcę cię mieć przy sobie.-szepnął.-Bo zostało mi pół roku.
Oparłem się o ścianę, a gorzkie łzy popłynęły po moich policzkach po krótkim czasie. Chciałem teraz stąd wyjść i o nim zapomnieć, ale nie mogłem. Wlepiłem tylko wzrok w podłogę. Wiedziałem, że chłopak stanął przede mną, ale mimo to nie podniosłem wzroku. Nie chciałem, żeby widział, jak jest mi ciężko.
-Kocham cię.-szepnął Gerard i pocałował mnie mocno. Jednym ruchem otarł moje łzy i zastąpił smutek szczęściem. Przez niego czułem wszystkie emocje w jednej minucie.
-Też cię kocham.-powiedziałem, gdy zjechał swoimi ustami na moją szyję. Przymknąłem oczy i wczepiłem palce w jego włosy.-Zróbmy sobie dziś wolne.-szepnąłem.-Poznajmy się lepiej...
-Zgadzam się na ten układ.-zamruczał i uśmiechnął się.
Pociągnąłem go za sobą w stronę jego pokoju. Miałem trudności z utrzymaniem pocałunku, gdy wchodziliśmy po schodach, ale jakoś udało nam się dotrzeć do ciemnych drzwi jego pokoju. Bez zbędnych pytań otworzyłem je i oboje wpadliśmy do środka. Gerard szybkim ruchem zakluczył za nami drzwi, aby nikt nam nie przeszkadzał.
Dość szybko pozbyłem się jego koszulki. W końcu mogłem dokładnie przyjrzeć się jego klatce. Wyglądał naprawdę cudownie. Jak dla mnie był idealny.
-Frank, jesteś pewny, że chcesz?-zapytał gładząc mnie po policzku.
-Jestem kurwa pewien!-rzuciłem się na niego i oboje padliśmy na łóżko.
Zaczęliśmy szybko pozbywać się swoich ciuchów. Oboje chcieliśmy zapomnieć o tym pierwszym razie, który był dla nas zbyt bolesny. Teraz będziemy mieli coś prawdziwego, pełnego uczuć. Chcę, aby to było czymś, po czym będziemy pewni naszych uczuć. Zbliżenie musi być pełne miłości i troski o drugą osobę, a ja myślę, że jestem zdolny, aby mu to zapewnić.
Odsunąłem się kawałek i spojrzałem na niego. Jego włosy były roztrzepane, a policzki idealnie zaróżowione. Usta były lekko rozchylone. Chłopak starał się łapać powietrze. Uśmiechnąłem się przebiegle i zacząłem obsypywać pocałunkami jego klatkę piersiową. Dłonią zjechałem w dół zahaczając o wybrzuszenie w spodniach. W odpowiedzi usłyszałem głośny jęk. Zaśmiałem się cicho i kontynuowałem czynność.
-Frank, proszę cię!-jęknął znowu, gdy zacząłem ssać jego sutki.
Tylko na niego spojrzałem. Męczyłem go tyle czasu, że biedak doszedł w spodnie. Padłem na miejsce obok niego i chichotałem jak głupi.
-Aż tak ci było dobrze?
-Błagam....Zaraz mogę wstać i wyjść.-mruknął obrażony.
-Nie ma tak łatwo!-usiadłem na nim okrakiem.
Zdjąłem jego spodnie, a zaraz potem bokserki. Spojrzałem na jego męskość, która była dość duża. Chłopak niecierpliwie uniósł biodra do góry, więc musiałem go jakoś przytrzymać, gdy ściągałem z siebie rzeczy. Oczywiście uparłem się na to, że to ja będę na górze, a tak naprawdę nie wiedziałem, co mam robić, więc Gerard zaczął mi wszystko tłumaczyć.
-Najpierw wsadź jednego palca, poruszaj nim, a potem dołóż kolejne dwa.-powiedział, a ja wykonałem jego polecenie.-Ttak....Właśnie tak....-zamruczał i poruszył biodrami.
Wyjąłem palce i spojrzałem na niego pytająco. On tylko skinął głowa na znak, że mogę już zacząć, więc odwróciłem go spokojnie na brzuch. Wszedłem w niego powoli i delikatnie. Sam nie wiedziałem, jak powinienem się zachować.
Dlaczego on się w ogóle zgodził, żebym to ja to zrobił? Przecież mógł po prostu sam się tym zająć.
Przez chwilowe zamyślenie zapomniałem o ostrożności i od razu dojechałem do samego końca mimo protestów chłopaka.
-Cholera, Gerard! Przepraszam...-wtuliłem się w jego plecy.
-Idiota.-burknął tylko.
Westchnąłem ciężko. Poruszałem się teraz bardziej delikatnie i z wyczuciem. Nie chciałem, aby czuł niepotrzebny ból, bo w końcu...Zależy mi na nim i na jego uczuciach. Jest bystry, czuły i trzeba go po prostu lepiej poznać, żeby go ocenić. Ja chyba zbliżyłem się na tyle, aby móc cały czas słyszeć bicie jego serca. Dzień i noc, aż do końca jego życia. No i mojego także. Nie chcę, aby on umarł. Kocham go, kurwa. Niech ludzie wyzywają mnie od gejów i pedałów, ale ja tego nie zmienię.
Moje przemyślenia przerwał głośny jęk.
-Boże, co jest?-zatrzymałem się i spojrzałem na niego.
-TAM!-krzyknął tylko i sapnął ciężko.-Ten punkt, Frank, JEZU!
Zachichotałem cicho i zaatakowałem ponownie tamto miejsce, o wywołało u niego przekleństwa i coraz to głośniejsze pojękiwania. Poczułem sentencje w dolnych partiach mojego brzucha, więc zacząłem poruszać się szybciej. Aby sobie pomóc, pomyślałem o ustach Gerarda i o jego czułym dotyku. O tych krótkich pocałunkach i o tym, jak wymawia moje imię.
Doszliśmy w tym samym momencie. No prawie.
Wykonałem jeszcze dwa ostatnie pchnięcia i opadłem zmęczony na poduszki. Gerard uśmiechnął się do mnie lekko i otulił nas kocem, po czym przytulił mnie mocno.
-Dzięk...
-Nie dziękuj.-przerwałem mu od razu i pocałowałem go.
Po krótkim czasie Gerard zasnął. Spał jak zabity, więc mogłem mu się przyglądać do woli.
-Kocham cię.-szepnąłem i pocałowałem go w policzek, po czym zasnąłem.