Nigdy nie miałem trudnego dzieciństwa. Miałem pełno przyjaciół z którymi się bawiłem całymi dniami. Byłem szczęśliwy aż do dnia, gdy poznałem swojego dręczyciela, Gerarda.
Był ode mnie starszy o jakieś....Cztery lata? Tak, cztery.
Dorastałem spokojnie, a on za każdym, gdy miałem szczęśliwy dzień, niszczył wszystko w minutę. W szkole miał tytuł chłopaka na jedną noc, co było prawdą. Mieszkał naprzeciwko mnie i co wieczór widziałem, jak przyprowadzał sobie coraz to innego chłopaka. Miał już 19 lat, więc nie mieszkał z rodzicami i mógł sobie brać do domu kogo tylko chciał.
Nie przeszkadzało mi to, dopóki za cel nie obrał sobie...Mnie. Chodził za mną, zaczepiał mnie i niby to przypadkowo wracał do domu o tej samej porze, co ja. Wkurzało mnie to, chociaż chłopak brzydki nie był.
Miał takie czarne włosy, nie za krótkie, ani nie za długie. Często na niego patrzyłem z daleka. Zwykle, jak z nim rozmawiałem, to czułem przysłowiowe motylki w brzuchu, naprawdę. Mimo tej swojej aury obojętnego faceta, którymi przysłania wszystkie swoje zalety. Jest na przykład bardzo wrażliwy. Widziałem, jak któregoś dnia zabrał kota z ulicy. Nikt, tylko on zauważył maleńką, białą kulkę, która trzęsła się z zimna w pudełku, przy śmietniku. Ktoś najwyraźniej bał się odpowiedzialności za zwierzę i po prostu je wyrzucił, zamiast poszukać mu nowego domu.
Nie wiem, czemu akurat wtedy mu się przyglądałem. Zapewne któryś już raz z kolei nudziłem się na randce z jakąś dziewczyną, która mówiła tylko o sobie. Jedynie takie osoby mnie otaczały. Puste i niezauważające drobnych szczegółów w swoim marnym życiu.
Tego dnia postanowiłem zbliżyć się trochę do niego, poznać go lepiej. Nawet się z nim trochę zaprzyjaźniłem. Przynajmniej na tyle, żeby mówił mi o sobie więcej i więcej. Z czasem nasza więź stała się bardzo silna. Potrzebowałem pełnego roku, by mu zaufać. Już po tym czasie wiedziałem, że on sobie ze mnie nie żartuje i że naprawdę zależy mu na tej relacji.
-To co, Franiu. Idziemy dziś do kina, czy po piwku i przed telewizor?-objął mnie ramieniem i uśmiechnął się szeroko.
-Piwo. Nie mam już siły, żeby z tobą wychodzić do miejsc publicznych, bo mnie macasz jak pojebany.-westchnąłem ciężko i strzepnąłem jego ramię.
Oczywiście moi rodzice nie pochwalali mojej zażyłości z tym chłopakiem, ale akurat teraz wyjechali na cały weekend, a Gerd nocuje u mnie, bo nie lubię być w tym dużym domu sam, jak palec. A tak, to zawsze jest się do kogo przytulić. Co z tego, że on zawsze zaczyna opowiadać o różnych rzeczach, które mógłby zrobić, gdybym mu się oddał. Zawsze tak sobie żartował, ale dziś...Dziś miałem ochotę zrobić w cholerę wszystko, byleby tylko on się ucieszył. W końcu to jego urodziny. Obiecałem mu wspaniałą niespodziankę na którą będzie musiał poczekać. Nie mogę pić. Muszę być trzeźwy, aby to pamiętać, bo nawet po jednym piwie urywa mi się film.
Owinęliśmy się kocem i włączyliśmy jakiś horror. Wtuliłem się w niego, tak, jak zawsze i patrzyłem na ekran telewizora z przymrużonymi oczami. Nie musiałem widzieć wszystkiego, co działo się z ciałami tych martwych ludzi.
W połowie filmu spojrzałem na chłopaka. Nawet nie tknął kufla. Pustym wzrokiem wpatrywał się w to, co działo się w koszmarze.
-Gee...?-dotknąłem delikatnie jego policzka i przybliżyłem się maksymalnie.
Złożyłem pocałunek na jego szyi, po czym spokojnie przeszedłem na policzek i zatrzymałem się przy ustach. W końcu zwróciłem na siebie jego uwagę. Szatyn spojrzał na mnie spokojnie. W jego oczach zobaczyłem małe iskierki pożądanie, ale kiedy ich tam nie było? Zawsze jak na mnie patrzył, to mogłem je dostrzec. Szybko zacząłem to ignorować, aby nie robić sobie nadziei, ale to uczucie nie ustępowało ani u niego, ani u mnie. Pieprzony Way. O to mu chodziło. Miałem go pragnąć tak, jak on mnie.
Lekko popchnąłem go na kanapę i usiadłem wygodnie na miejscu, gdzie widniała wypukłość. Powstrzymałem jęknięcie, które nasuwało mi się na język. Nie mogłem teraz pokazać mu, że mi się to podoba. Dziś muszę trzymać nerwy na wodzy.
Patrzyłem intensywnie w jego oczy licząc na to, że sam zauważy, o co mi chodzi.
-Jesteś pijany.-mruknął.-Albo znów mi się to śni.
Zachichotałem. Pochyliłem się tak, żeby znaleźć się bliżej jego ucha.
-Czyli już o tym śniłeś?-szepnąłem.-Jak cię ssam, gryzę i całuję po całej skórze nie omijając ani kawałka twojego pięknego ciała?-chłopak sapnął ciężko.-I pieprzę cię, dopóki nie padniesz ze zmęczenia...A rano pobudzam cię, aby dokończyć to, co zacząłem wieczorem i....
-Dobra! Rozumiem!-jęknął unosząc biodra do góry.-Boże, rób co chcesz, bylebym poczuł cię w sobie...Błagam!
Złapałem go za rękę i pociągnąłem do swojego pokoju, gdzie miałem przygotowane wszystko.
-Robiłeś to już kiedyś, Gee?-zamruczałem spoglądając na niego.
Zamknąłem drzwi i uśmiechnąłem się szeroko.
-Szczerze, to....Nie...-powiedział zawstydzony.-A ty?-spojrzał na mnie.
Pokręciłem przecząco głową i pociągnąłem go na łóżko. Usiedliśmy spokojnie, aby na chwile ogarnąć wszystkie myśli. Chciałem, żeby chłopak poczuł to wszystko naturalnie. Dotknąłem jego policzka, a on w odpowiedzi się zarumienił. I niby teraz był taki nieśmiały, no proszę.
-Chcę, żeby to było, jakbyśmy wszystko co robimy, działo się pierwszy raz.-powiedziałem zachrypniętym głosem.-Okej? Pierwszy dotyk, pierwszy pocałunek....
-Rozumiem. Tak wszystko idealnie.-zaśmiał się cicho.
Wszedłem mu na kolana i umiejscowiłem swoje ręce na jego ramionach. Cały czas patrzyłem mu w oczy. Jakby tak pomyśleć, to głupie, że chcę być taki idealny, ale kto mnie powstrzyma?
Gerard się zgodził, więc na pewno nie będzie narzekał.
Pocałowałem go szybko i nawet nie poczekałem na jego odpowiedź, tylko zszedłem ustami w dół, na jego szyję. Gerard objął mnie w pasie, a ja pozwoliłem sobie w tej chwili na to, aby poniosły mnie emocje. Dopiero teraz zacząłem się denerwować.
Chłopak ułożył mnie na poduszkach i zawisł nade mną uśmiechając się delikatnie, gdy jego dłoń powędrowałam do zamka od mojej bluzy. Cały czas utrzymywałem z nim kontakt wzrokowy. Po tym, jak pozbył się górnej części garderoby zaczął się zabierać za dół. Zatrzymałem go na chwilę. Złapałem jego twarz w dłonie i złożyłem na jego wargach czuły pocałunek. Szatyn od razu dołączył się do tej przyjemności i na chwilę zapomnieliśmy o otaczającym nas świecie. Byliśmy tylko ja i on. Nikt nie miał prawa nam teraz przeszkodzić.
Poznawałem go od nowa. Zaczynałem od jego ust, a kończyłem na dolnej części brzucha, gdy już zdjąłem jego koszulkę, która tak bardzo przeszkadzała mi w tamtym momencie. Przyjrzałem się jego klatce i słabo umięśnionemu brzuchowi. Już ten widok wzbudzał we mnie wielkie fale pożądania, a co to będzie, jak już pozbędę się reszty rzeczy?
Poczułem, że już kompletnie brakuje mi miejsca w spodniach na samą myśl o tym. Otarłem się swoim kroczem o te należące o jego i oboje jęknęliśmy. Teraz zaczęła się walka o to, kto pierwszy będzie nagi. Ja zabrałem się szybko za jego spodnie i dosłownie je z niego zdarłem. Chłopak nagle jakby sobie o czymś przypomniał i szybko zakrył się kołdrą. Cały się zarumienił.
-No co jest Gerard?-przybliżyłem się do niego.-Co tam ukrywasz, hm?
Zabrałem mu kołdrę i dostrzegłem różowe bokserki w słodkie, małe króliczki. Powstrzymałem śmiech zakrywając usta dłonią i tylko kaszlnąłem. Nie chciałem, żeby zrobiło mu się przykro, ale i tak wyglądał w tym pięknie.
-To żenujące, ale liczyłem na to....No....Że dziś cię namówię i że....-zaczął się jąkać i gubić, więc pocałowałem go znowu i złapałem za gumkę jego bokserek.
Odsunąłem się kawałek. Uśmiechnęliśmy się oboje, gdy już rzuciłem bieliznę w kąt. Teraz zabraliśmy się za moje ciuchy. Poszło nam to szybciej niż się spodziewałem. Patrzyliśmy na siebie przez dłuższą chwilę. Praktycznie pochłanialiśmy się wzrokiem.
W końcu chłopak wykonał pierwszy ruch, a już potem zatraciliśmy się w pocałunkach i wzajemnym dotyku na rozgrzanej skórze. Nie użyliśmy zabezpieczenia, bo ufaliśmy sobie na wzajem, a do tego chcieliśmy to poczuć. Bardzo chciałem to zrobić z nim, al teraz czuję ten ból, o którym mówił mi mój przyjaciel.
Gerard oczywiście starał się być delikatny, ale ból był nie do opisania. Słyszałem tylko, jak mówił coś, że jestem dość ciasny. Bez ostrzeżenia dopchał się do końca, a w moich oczach pojawiły się łzy. Powtórzył tą akcje kilka razy, a ja mogłem już stwierdzić, że to tylko szczypanie.
Dość krótko trwało, zanim znaleźliśmy mój czuły punkt. Po dłuższej chwili chłopak doszedłem, a ja powtórzyłem zaraz po nim. Oddychałem głęboko uspokajając się. Gerd puścił mnie, więc mogłem doczołgać się do poduszki i paść na nią, jakbym przebył kilometr drogi biegnąc bez przerwy.
-Kocham cię.-szepnął Gee przyciągając mnie do siebie i otulając nas oboje kołdrą.
-Ja ciebie też, kochanie.-wtuliłem się w niego i przymknąłem oczy.-Nawet nie wiesz, jak bardzo tego pragnąłem.
Uśmiechnęliśmy się do siebie i zasnęliśmy w swoich objęciach.
Po kilku latach Gerard mi się oświadczył, a ja się zgodziłem. To był najszczęśliwszy moment w moim życiu. Wyjechaliśmy z New Jersey i zamieszkaliśmy w LA, gdzie zawsze świeciło słońce. I już zawsze byliśmy razem.
Słodki The End