listopada 27, 2014

Tell me how love kills | V

Gerard
Jamie krzyczał na mnie. Mało tego. Śmiał podnieść rękę na Franka, który wcale się nie bronił. Stanął przede mną, aby się upewnić, że nic mi się nie stanie. To było miłe z jego strony, ale on nie był jakoś specjalnie silny, czy coś. 
-I co?! Myślisz, że jak dasz mu się raz, to mi go zabierzesz?!-warknął blondyn.
Przytuliłem Franka do siebie, aby się nie wyrwał.
-Co ty chcesz, Jamie? Frank, to mój przyjaciel i nigdy między nami do niczego nie doszło, prawda?-spojrzałem na małego szatyna.
Przez chwile mogłem zobaczyć łzy w jego oczach, ale zaraz znów zastąpiła je dziwna obojętność.
-Racja. Ani ja, ani Gerard nie mamy ze sobą nic wspólnego. Nigdy.-wyrwał się z moich ramion.-Przepraszam, ale chyba już pójdę.
Minął w drzwiach May'ę i Mikey'a. Jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w swoje dłonie.
-Źle zrobiłeś, Gerard.-mruknęła dziewczyna i także opuściła dom.
Mój brat spojrzał na mnie zrezygnowany, ale nic nie powiedział. Zamknął się w swoim pokoju. Zostałem tylko ja i Jamie, który spokojnie wpatrywał się we mnie z tym swoim uśmiechem. Nie cieszyłem się z takiego obrotu zdarzeń.
-To co...Idziemy do mnie?-zapytał.
-Nie. Wyjdź, jasne?-warknąłem i otworzyłem mu drzwi.
Chłopak tylko prychnął i zostawił mnie. Sam na sam z pustką. Powinienem teraz pójść do Franka i z nim pogadać, ale chłopak jest teraz zapewne na maksa wkurzony. Usiadłem na ganku i zacząłem wpatrywać się w ludzi, którzy mijali się na ulicy bez zbędnej radości. Rzadko kiedy dało się zauważyć kogoś, kto tak po prostu się uśmiechał. Pomijając Franka, bo on zwykle cały czas się uśmiechał.
Usłyszałem miauczenie, które dobiegało z gałęzi drzewa. Poszedłem tam i zobaczyłem małego, czarnego kota, który przeszywał mnie swoimi złotymi ślepiami. Jestem pewien, że jeszcze chwila i skoczyłby mi na twarz, ale on tylko patrzył na mnie lekko przerażony.
-No chodź, mały.-wyciągnąłem do niego rękę, a on tylko mnie podrapał. 
Nie przejąłem się tym, bo była to tylko mała ranka. Podskoczyłem i złapałem kota za grzbiet, po czym po prostu go zdjąłem.
-Uparciuch z ciebie.-uśmiechnąłem się do zwierzaka.-I wygląda na to, że jesteś sam, co?-pogłaskałem go po łebku, a kot przymknął oczy.-Nazwę cię Poison, co ty na to?
Kot zamruczał z aprobatą. Nigdy nie miałem zwierzaka, bo jakoś mnie do nich nie ciągnęło, ale ten kociak jet wyjątkowo słodki, więc myślę, że nikt się nie obrazi, jeśli go sobie wezmę. Rozejrzałem się, czy aby na pewno nikt nie widzi i zabrałem Poison'a do swojego pokoju. Położyłem go na łóżku, a mały spryciarz od razu zajął miejsce na mojej poduszce.
Teraz zacząłem się zastanawiać, jak mam przeprosić Frania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz