listopada 10, 2014

I'm NOT okay rozdział 7

-I co?-zapytał Gerard zaglądając mi przez ramię.
Wpatrywałem się w test. Jestem pewny, że jest on negatywny. Westchnąłem ciężko i spojrzałem na niego z uśmiechem.
-A może ty zrób test, hmmm?-mruknąłem.
-A zrobię!-otworzył nowe pudełko.
Chuj wie, skąd je miał. Pewnie kupił ich pełno, żeby potwierdzić. Tak się na to cieszył. Aż tak bardzo chciał dziecka, że jeszcze rano wepchnął mi w tyłek chyba tonę swojej spermy. Żeby to jeszcze było delikatnie...A on specjalnie się pobudzał i do mnie przychodził i smyrał mnie tym czymś po udzie. Całe szczęście, że Andy był poza domem i nie usłyszał tej naszej pięknej serenady z jęków. Nawet dobrze, bo nie musiałem się tłumaczyć z tego, co robię.
Kocham być tak blisko Gerarda w ten sposób, bo wiem, że jest tylko mój. Nikt nie ma prawa mi go odebrać. Mogę się z nim pieprzyć kiedy chcę i gdzie chcę. A za niedługo będzie nasz ślub, więc na pewno skorzystamy z tej okazji jeszcze bardziej. Może wymyślę coś romantycznego do tej pory. Jakiś strój z sex-shopu, czy coś.
-Frank, zobacz! Dwie kreski!-zaśmiał się Gerard.-A ty ile miałeś?-w jego oczach widziałem ogniki szczęścia.-Ile powinno być?
-Jedna kreska, to negatywny, Gee....-powiedziałem cicho i poczekałem przez chwilę, aż zrozumie.
-Przecież ja nie jestem pozytywny.....-oparł się dłońmi o zlew i spojrzał w lustro. Wpatrywał się w swoje odbicie, jakby szukał winy w swoim wyglądzie.
Przytuliłem go od tyłu i uśmiechnąłem się lekko. Złożyłem pocałunek na jego szyi, cały czas wpatrując się w jego odbicie. Widziałem, jak lekko się uśmiechnął przymykając oczy. Cholera, chciałem go teraz, ale jakoś nie mogłem sobie tego wyobrazić. Teraz w końcu Gerard ma w brzuchu nasze małe dzieciątko. Jak mam go pieprzyć, skoro będzie miał brzuch?
-Frankie, czy ja jestem w ciąży?-obrócił się i spojrzał mi w oczy.
Dotknąłem delikatnie jego policzka i uśmiechnąłem się.
-Jesteś, Gerry.-przytuliłem go mocniej, żeby jakoś go wesprzeć. Wiedziałem, że to nie jest dla niego łatwe.
-Jak ja donoszę ciąże, skoro umieram?-szepnął.
Pokręciłem głową. Sam nie wiedziałem jak, ale chciałem, żeby było okej. Gerard, ja i nasze dziecko. Jako mała, szczęśliwa rodzinka. Może jeszcze kupimy sobie psa? Tak pies byłby idealny. Maluszek bawiłby się z nim, a ja i Gee siedzielibyśmy na kanapie i uśmiechali się widząc to wszystko. To było by zbyt idealne, aby być prawdziwe. Albo umrze Gerard, albo dziecko. Nie mogę mieć dwóch, chociaż bardzo bym chciał.
Zebraliśmy się, ubraliśmy w jakieś normalne ciuchy i zjedliśmy wielkie śniadanie. Chłopak na samą myśl o ciąży zrobił się głodny jak cholera. Umówiłem go jeszcze do lekarza, a potem musiałem przekonywać, że nie będzie używać igieł.
-Jesteś pewny?-szatyn patrzył na mnie niepewnie.-A jak wyciągnie igłę i mi wbije ją w plecy?!
-Panikujesz, Gee.-powiedziałem spokojnie dopijając swoją kawę.-Jak pójdziesz do lekarza, to obiecuje ci, że przez całą noc będę robił co tylko zechcesz.-zamruczałem całując go w policzek.-Wszystko.-dodałem jeszcze i wstałem od stołu.
-To o której ten lekarz?-zapytał od razu.
Lekarz, a właściwie lekarka dokładnie zbadała mojego narzeczonego. Naprawdę był w ciąży. To już oficjalnie zatwierdzone. Tak się ucieszyliśmy oboje. W końcu to nasze małe dzieciątko. Nasze.
Będziemy dobrymi rodzicami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz