10 lat później
-Tato, spóźnimy się!-zawołał Damien.
Chłopak był strasznie niecierpliwy, jeśli chodzi o nasze wspólne wyjścia do kina. Tylko by chciał wszystkich poganiać. Zupełnie tak samo, jak Gerard.
Mój ukochany....Tak bardzo się uśmiecham, gdy widzę go codziennie w łóżku obok mnie. Cały i zdrowy. To zupełnie, jak cud. Co z tego, że ma blizny po wielu operacjach i stracił parę włosów? Blizny, to znak tego, że jest odważny, a włosy odrosną. Najważniejsze jest to, że go mam, a Damien jest wychowywany w szczęśliwej rodzinie.
-Frank, no co tak długo?!-Gerard zapukał w drzwi od łazienki.
Zaśmiałem się i otworzyłem drzwi pokazując mu kredkę do oczu. On tylko pokręcił głową i przytulił mnie mocno. Wtuliłem się w niego i gdzieś tam odłożyłem kosmetyki. Sam jego zapach tak bardzo mnie uspokajał.
-Kocham cię.-szepnąłem i pocałowałem go mocno.
Chłopak, a właściwie już mężczyzna (Mój ukochany ma już 31 lat) oddał pocałunek. Nie był zaskoczony tym, że tak nagle wzięło mnie na czułości. Zwykle rzucałem się na niego z zaskoczenia, żeby obcałować mu całą twarz. Damien zawsze zakrywał oczy, gdy to widział, a my jeszcze specjalnie w to brnęliśmy.
-Może....Jak dziś wrócimy do domciu po kinie, to zajmiemy się robieniem rodzeństwa dla naszego syna, hmm?-zamruczał Gerard przyczepiając się do mojej szyi.
-Jasne, ale później.-zaśmiałem się i wyciągnąłem go z łazienki.-Gotowy, Dami?
-Taaak tato.-westchnął.-Możemy już iść?
-Tak, chodźmy.
Złapaliśmy się za ręce. Oczywiście Damien był w środku. Zawsze przyciągał uwagę. Włosy miał długie, ciemno brązowe. Trochę przypomina mi Gerarda, gdy był młodszy. Oczy ma pomieszane. Jedno jest zielone, a drugie zielono złote. Traktujemy go, jak naszego małego księcia. Ma wszystko. Własny pokój, pełno zabawek, zwierzaczki i dużo miłości od naszej rodziny.
Ostatnio nawet Mikey chciał zajść w ciąże, ale wyszło kompletnie inaczej, niż być powinno. Cóż....Uważamy, że dzieci Ray'a i Mikey'a będą słodkie, ale nie tak bardzo, jak nasz mały aniołek.
-Kocham was.-przytuliłem ich mocno i uśmiechnąłem się.
-Też cię kochamyyy!-powiedzieli razem.
Zaśmialiśmy się cicho.
Jesteśmy cudowną rodzinką. A będziemy jeszcze większą, cudowną rodzinką, gdy za jakiś czas znów dobiorę się do Gerarda.
-Kocham cię.-szepnąłem i pocałowałem go mocno.
Chłopak, a właściwie już mężczyzna (Mój ukochany ma już 31 lat) oddał pocałunek. Nie był zaskoczony tym, że tak nagle wzięło mnie na czułości. Zwykle rzucałem się na niego z zaskoczenia, żeby obcałować mu całą twarz. Damien zawsze zakrywał oczy, gdy to widział, a my jeszcze specjalnie w to brnęliśmy.
-Może....Jak dziś wrócimy do domciu po kinie, to zajmiemy się robieniem rodzeństwa dla naszego syna, hmm?-zamruczał Gerard przyczepiając się do mojej szyi.
-Jasne, ale później.-zaśmiałem się i wyciągnąłem go z łazienki.-Gotowy, Dami?
-Taaak tato.-westchnął.-Możemy już iść?
-Tak, chodźmy.
Złapaliśmy się za ręce. Oczywiście Damien był w środku. Zawsze przyciągał uwagę. Włosy miał długie, ciemno brązowe. Trochę przypomina mi Gerarda, gdy był młodszy. Oczy ma pomieszane. Jedno jest zielone, a drugie zielono złote. Traktujemy go, jak naszego małego księcia. Ma wszystko. Własny pokój, pełno zabawek, zwierzaczki i dużo miłości od naszej rodziny.
Ostatnio nawet Mikey chciał zajść w ciąże, ale wyszło kompletnie inaczej, niż być powinno. Cóż....Uważamy, że dzieci Ray'a i Mikey'a będą słodkie, ale nie tak bardzo, jak nasz mały aniołek.
-Kocham was.-przytuliłem ich mocno i uśmiechnąłem się.
-Też cię kochamyyy!-powiedzieli razem.
Zaśmialiśmy się cicho.
Jesteśmy cudowną rodzinką. A będziemy jeszcze większą, cudowną rodzinką, gdy za jakiś czas znów dobiorę się do Gerarda.
Przed chwilą przeczytałam to opowiadanie i... ech to było cudowne. Takie niezwykłe. Miałam okropny dzień,ale jak wyobraziłam sobie Gerarda w ciąży... Dzięki za poprawę humoru.
OdpowiedzUsuń