listopada 11, 2014

I'm NOT okay | Epilog

10 lat później
-Tato, spóźnimy się!-zawołał Damien. 
Chłopak był strasznie niecierpliwy, jeśli chodzi o nasze wspólne wyjścia do kina. Tylko by chciał wszystkich poganiać. Zupełnie tak samo, jak Gerard. 
Mój ukochany....Tak bardzo się uśmiecham, gdy widzę go codziennie w łóżku obok mnie. Cały i zdrowy. To zupełnie, jak cud. Co z tego, że ma blizny po wielu operacjach i stracił parę włosów? Blizny, to znak tego, że jest odważny, a włosy odrosną. Najważniejsze jest to, że go mam, a Damien jest wychowywany w szczęśliwej rodzinie. 
-Frank, no co tak długo?!-Gerard zapukał w drzwi od łazienki.
Zaśmiałem się i otworzyłem drzwi pokazując mu kredkę do oczu. On tylko pokręcił głową i przytulił mnie mocno. Wtuliłem się w niego i gdzieś tam odłożyłem kosmetyki. Sam jego zapach tak bardzo mnie uspokajał.
-Kocham cię.-szepnąłem i pocałowałem go mocno.
Chłopak, a właściwie już mężczyzna (Mój ukochany ma już 31 lat) oddał pocałunek. Nie był zaskoczony tym, że tak nagle wzięło mnie na czułości. Zwykle rzucałem się na niego z zaskoczenia, żeby obcałować mu całą twarz. Damien zawsze zakrywał oczy, gdy to widział, a my jeszcze specjalnie w to brnęliśmy.
-Może....Jak dziś wrócimy do domciu po kinie, to zajmiemy się robieniem rodzeństwa dla naszego syna, hmm?-zamruczał Gerard przyczepiając się do mojej szyi.
-Jasne, ale później.-zaśmiałem się i wyciągnąłem go z łazienki.-Gotowy, Dami?
-Taaak tato.-westchnął.-Możemy już iść?
-Tak, chodźmy.
Złapaliśmy się za ręce. Oczywiście Damien był w środku. Zawsze przyciągał uwagę. Włosy miał długie, ciemno brązowe. Trochę przypomina mi Gerarda, gdy był młodszy. Oczy ma pomieszane. Jedno jest zielone, a drugie zielono złote. Traktujemy go, jak naszego małego księcia. Ma wszystko. Własny pokój, pełno zabawek, zwierzaczki  i dużo miłości od naszej rodziny.
Ostatnio nawet Mikey chciał zajść w ciąże, ale wyszło kompletnie inaczej, niż być powinno. Cóż....Uważamy, że dzieci Ray'a i Mikey'a będą słodkie, ale nie tak bardzo, jak nasz mały aniołek.
-Kocham was.-przytuliłem ich mocno i uśmiechnąłem się.
-Też cię kochamyyy!-powiedzieli razem.
Zaśmialiśmy się cicho.
Jesteśmy cudowną rodzinką. A będziemy jeszcze większą, cudowną rodzinką, gdy za jakiś czas znów dobiorę się do Gerarda. 

1 komentarz:

  1. Przed chwilą przeczytałam to opowiadanie i... ech to było cudowne. Takie niezwykłe. Miałam okropny dzień,ale jak wyobraziłam sobie Gerarda w ciąży... Dzięki za poprawę humoru.

    OdpowiedzUsuń