września 21, 2014

I'm NOT okay rozdział 2

Siedziałem na lekcji zamyślony. Kompletnie nie wiedziałem o czym mówi nauczyciel. Całym sobą skupiałem się na wczorajszych wydarzeniach. Myślałem o tych ustach chłopaka na moich własnych...
Jakież to było cudowne...
Westchnąłem rozmarzony.
-Iero, Frank!-krzyknął nauczyciel.
-Jestem!-szybko wstałem z miejsca i spojrzałem na profesora, który stał przy tablicy.
-Proszę, podejdź do tablicy i przeczytaj swoje wypracowanie na temat pomocy biednym.-powiedział spokojnie siadając przy biurku.
Patrzyłem, jak otwiera dziennik i szybko wyszukuje mój numer.
-To ten...Biednym powinno się pomagać, bo...Bo są biedni i...Nie mają pieniędzy, bo są biedni...-zacząłem mówić.
Kompletnie zapomniałem o tej pracy. Oczywiście zostałem wysłany do swojego starszego opiekuna. Gerard patrzył na mnie tak, jakby chciał mnie zabić. Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę pokoi prywatnych. Okropnie się bałem tego, co on może chcieć mi zrobić.
Nauczyciel powiedział 'Wymierz mu odpowiednią karę', co może znaczyć tylko jedno...
-Rozbieraj się.-powiedział zamykając drzwi na klucz. Spojrzał na mnie spokojnie i trochę przyciemnił światło w pokoju.-No już! Nie mam na ciebie całego dnia.
-Nie! Nie zrobię tego! Chyba jesteś chory!-krzyknąłem.
Od razu pożałowałem swojej odwagi, bo on bezceremonialnie rzucił mnie na łóżko i zaczął szybko zdejmować ze mnie rzeczy. Robił to bez żadnych emocji, jakby to była jego codzienna czynność. Leżałem przed nim w samych bokserkach. Bałem się powiedzieć cokolwiek, więc tylko patrzyłem na niego przerażony.
-Przygotuje cię...Ale ty musisz powiedzieć, że byłem dla ciebie ostry.-powiedział spokojnie rozpinając zamek od swoich spodni.
-Ale...Możesz skłamać, że to zrobiłeś i możemy tylko pogadać...Proszę...-powiedziałem cicho.
Gerard tylko się zaśmiał i przyjrzał mi się dokładnie.
-Piękne tatuaże, Frank...Ile ich masz?-zapytał. Chciał odwrócić uwagę od tego, co zaraz mi zrobi.
-Nie wiem. Nie liczę tego...-mruknąłem.
Szatyn westchnął ciężko. W końcu uporał się ze swoimi spodniami. Teraz patrzył na mnie tak, jakby chciał mnie zerżnąć już od razu. Zjechał ręką w dół i przymknął oczy.
-Chcesz mi pomóc?-zapytał chwytając moją rękę i przyciągając ją bliżej swojego członka.
Tak strasznie chciałem stąd uciec. Bałem się tego wszystkiego. Nie chciałem, aby on mi to zrobił. Nienawidziłem tego uczucia. Gardziłem takim czymś.
-Nie chcę.-powiedziałem stanowczo.-Wypuść mnie.
-Skoro nie chcesz po dobroci...-zepchnął mnie z łóżka i złapał za włosy.-Więc ja nie będę delikatny. Otwieraj usta.-powiedział mrocznym głosem.
Pokręciłem głową. Chłopak wyglądał, jakby kompletnie wyzbył się wszelkich uczuć. Zaczął poruszać ręką. Specjalnie wepchnął mi palec do buzi, aby zaraz potem zastąpić go swoją męskością, która nie była aż taka mała. Gdy dopchnął się tak, że cała zmieściła mi się w buzi, zaczął się cofać. Szarpał mnie za włosy ciągnąc mnie w przód  i w tył. Łzy zbierały mi się w oczach, ale byłem silny. Zacisnąłem powieki mocno, kiedy chłopak posadził mnie z powrotem na łóżku. Zacisnął dłoń na moim kroczu i zaczął masować. Mimowolnie jęknąłem przypominając sobie wczorajszy dzień i to, co robił. Podobało mi się, to muszę przyznać.
Po chwili leżałem na brzuchu, a ktoś napierał na moje plecy. Zaczęło boleć dopiero wtedy, kiedy we mnie wszedł. Nawet nie myślał o tym, aby mnie przygotować. Wolał zachować wszelkie przyjemności dla siebie. Jebany dupek.
-Geeera...-jęknąłem dochodząc dzięki jego dłoni, która trochę mi pomogła.
Mogłem widzieć, jak on teraz się uśmiecha. Pewnie ta kara, to dla niego przykrywka do pieprzenia mnie. Nauczycielowi przecież nie mogło chodzić o tego typu sprawy. To byłoby chore.
Szatyn położył się obok mnie. Odruchowo wtuliłem się w niego i przysłuchiwałem się biciu jego szalonego serca. Chłopak jedynie przykrył nas kocem i objął mnie ramieniem. Wydawał się być cholernie zmęczony, więc postanowiłem być cicho.
-Powinienem użyć jakiegoś kremu...Bardzo boli?-zapytał przypatrując mi się uważnie.
-Nnie...Wcale tego nie czuć.-uśmiechnąłem się lekko, aby go uspokoić.
-Następnym razem o tym pomyślę.-powiedział cicho zamykając oczy.
Następnym razem?! Jakim kurwa następnym razem?!
* * *
Obolały ruszyłem na ostatnią lekcje. Po drodze dopadł mnie Mikey.
-Boże słyszałem, że dostałeś karę...Bolało?-zapytał cicho.
-O co ty mnie pytasz?-mruknąłem zawstydzony.
-Mnie też bolało za pierwszym razem...-szepnął wpatrując się w podłogę.
-Ty i Gerard...?
-Pojebało cię?! To mój brat!-uderzył mnie w tył głowy.-Myślałem raczej o moim chłopaku, który teraz jest w Kanadzie.-zaśmiał się.
-Twój chłopak cię karał? To jest pojebane...-westchnąłem.
Mikey zaczął opowiadać mi o Ray'u, który opuścił szkołę rok wcześniej, bo musiał pomóc rodzinie podnieść na nogi ich biznes. Podobno ojciec chłopaka tworzył filmy animowane. To ciekawe. Zawsze myślałem, że nie da się pokochać kogoś, kto sprawia nam ból. Sprawia, że cierpimy i płaczemy. Obwiniamy się za wszystko. Czujemy się źle z każdym kolejnym dniem. Po prostu umieramy wewnętrznie i przestajemy ufać.
To nas zabija. Miłość to najbardziej zabójcze uczucie, jakiego można doznać. Nie cierpię tego. Nienawidzę miłości. Dławię się tym.
-No dobra...Chcesz dziś wpaść do nas na pidżama party?-zapytał po chwili.
-Na co?-zaśmiałem się.-To nie jest bardziej dla dziewczyn?
-Nie! Przyjedzie Ray. Może jeszcze Bob i Pete.-uśmiechnął się.-Gerard.
Ostatnie imię wywołało u mnie fale gorąca. Oczywiście zaraz po tym zrobiło mi się słabo, jakbym właśnie stracił parę litrów krwi.
-To nie jest dobry pomysł. Nie chcę gadać z nim, dopóki o tym nie zapomnę.-westchnąłem i ruszyłem przed siebie nie słuchając jego próśb.
Bałem się spojrzeć teraz Gerardowi w oczy, jakby to była moja wina, ale przecież ja nic złego nie zrobiłem. Wróciłem do domu i zamknąłem się w pokoju. Nawet z Andym nie pogadałem. Chciałem pobyć sam, aby pomyśleć o tym wszystkim.

września 19, 2014

września 18, 2014

I'm NOT okay rozdział 1

Zabiłem własnego ojca. Tymi głupimi słowami w liście.
Jaki ze mnie pieprzony idiota! To moja wina! Mogłem siedzieć cicho i stulić pysk, ale nie.
"Frank musiał się popisać. Frank musiał udowodnić, jaki z niego wielki, odważny sukinsyn.
Oczywiście, popisał się. Dobry Franio."-powiedział głos w mojej głowie.
- Świetnie. Problemy z głową też mam.-mruknąłem do siebie ubierając nowy mundurek szkolny.
Poddałem się i wprowadziłem do Andy'ego, który mieszkał z moim tatą, jak i pieprzył się z nim.
Nie mam nic do tego. Jeśli mój ojciec był gejem, to musiałem to zaakceptować, proste. Kochałem go i nie chciałem tracić z nim kontaktu przez to.
Jednak musiałem wykazać się swoim idiotyzmem.
Ruszyłem spokojnie przed siebie. Liceum do którego mam uczęszczać nie jest duże. To prywatna szkoła, więc domyślam się, że Andy musiał dużo na to wszystko wyłożyć sporo kasy. Jest naprawdę fajny. Lubię go.
Poprawiłem czerwony krawat i przyjrzałem się jasny ciuchom.
W szkole panował dziwny zwyczaj. Pierwsze klasy musiały ubierać tylko białe jak śnieg rzeczy, a ostatnia klasa czarne. Pozostali ubierali niebieskie, lub szare ciuchy. To dość dziwny zwyczaj, ale nie wybrzydzałem. To wydawało się dość ciekawe, ponieważ wtedy dało się łatwo znaleźć ludzi, którzy byli tu dłużej i mogli w czymś pomóc.
Druga sprawa, to opiekunowie, którzy byli przypisywani dla nas względem naszych "trudnych" charakterów. Mieli nas trochę nauczyć kultury. Oczywiście były to osoby ze starszych klas. Pięknie. Dadzą mi jakiegoś niedorozwiniętego intelektualnie tępaka i...
-Patrz jak łazisz!-krzyknął na mnie chłopak, który upadł na tyłek.
-O boże, wybacz.-rzuciłem się, aby mu pomóc i sam upadłem na miejsce obok niego.
Spojrzeliśmy po sobie i zaczęliśmy się głośno śmiać.
-Przepraszam.-chłopak pomógł mi wstać.-Jestem Mikey.
-Frank.-uspokoiłem się trochę, ale wciąż się uśmiechałem, jak głupi.
-Widzę, że jesteś tu nowy.-zachichotał.-Ja jestem w drugiej klasie.-złapał mnie pod ramię.-Chodź! Zobaczymy, kto cię pilnuje.
Stanęliśmy przed dużą tablicą.
-Iero, Frank...O kurwa...-spojrzał na mnie współczująco.-Masz Gerrego...
-No co? Nagadasz teraz na mnie Mikusiu?-obok nas pojawił się niewiele wyższy szatyn.
Już wiedziałem, o co chodziło.
Gerard Way wyglądał jak istne widmo. Blady jak ściana i wciśnięty w czarne ciuchy. Ciemne włosy sięgały mu do ramion. Do tego miał pomalowane oczy...Coś w stylu emo, albo gorzej.
Ze strachu moje serce pracowało na najwyższych obrotach.
-Zamknij się, zgred.-mruknął chłopak poprawiając okulary.-I ostrzegaj, zanim się pojawisz.
-Jasne, jasne.-zaśmiał się tylko i spojrzał na mnie. Jego zielone oczy oceniły mnie od góry do dołu.-Proszę...W końcu trafił mi się ktoś ładny.-uśmiechnął się.
-Tak. Już praktycznie przeleciałeś go wzrokiem, Gerd.-Mikes przewrócił oczami i pociągnął mnie za sobą.-Do później.
Odetchnąłem z ulgą.
* * *
Niestety i tak później musiałem spotkać się z tym chłopakiem, bo przecież ktoś był za mnie odpowiedzialny w tym miejscu. To dziwne uczucie, gdy idziesz przez korytarz, a on obejmuje cię ramieniem i tłumaczy ci wszystko. Pewnie wyglądaliśmy jak para, ale cóż...Nie chciałem być niegrzeczny względem niego, bo mimo tego był dla mnie miły.
-A tutaj są łazienki.-powiedział wciągając mnie do ciemnego pomieszczenia.
-A gdzie światła?-zapytałem macając ścianę.
-Tu nie ma światła.-powiedział spokojnie przyciągając mnie do siebie.-Franiu, Franiu, Franiu...Jesteś niegrzeczny...
Serce znów zaczęło bić mi szybciej.
-Przecież...Robię, co każesz...-szepnąłem przestraszony.
-Okej...Więc włóż rękę w moje bokserki.-usłyszałem dźwięk rozpinanego rozporka.
-Ale...
-Rób co mówię.-zamruczał mi do ucha.
Zrezygnowany odszukałem ręką materiału i wsunąłem dłoń w jego bokserki. Zacząłem czuć stopniowe obrzydzenie do jego osoby, dopóki on sprawnie nie zabrał mojej ręki.
-Jezu, jaki z ciebie niedoświadczony małolat.-westchnął zirytowany i zabrał się za pasek od moich spodni.
-Czekaj...Co ty...-jęknąłem zaskoczony czując silny uścisk jego dłoni na moim członku. Nagle zapomniałem, jak powinno się oddychać.
-Nauczę cię, jak powinieneś zrobić to właściwie.-powiedział spokojnym tonem.
-Prze...Przestań, idioto!-chciałem go odepchnąć, ale nie potrafiłem. Przez to, co robił swoją cudowną dłonią, nawet nie mogłem się ruszyć. Moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa.
Zdążyłem usłyszeć, jak chłopak upada przede mną na kolana. Zanim zdążyłem zareagować, to już poczułem, jak zaciska swoje sprawne, czerwone usta na mojej męskości.
I cholera...
To jest najlepsze uczucie, jakiego mogłem kiedykolwiek doświadczyć. Słyszałem ten dźwięk zasysania i mlaskanie, kiedy chłopak cofał się kawałek i ponownie mnie atakował. O dziwo nie czułem się z tym źle. Miałem nawet gdzieś, czy ktoś to wejdzie i to zobaczy.
Dziwne sentencje w dolnych częściach mojego ciała nasilały się. Nigdy wcześniej tego nie czułem...Nawet nie robiłem tego z nikim. Może po prostu się bałem, albo nie byłem na to gotowy. Nie mam pojęcia.
Dziewczyny z mojej starej szkoły wolały facetów typu niebezpieczny i niedostępny. Ja byłem chłopakiem, który trzymał się na uboczu i wypisywał w swoim pamiętniku różne fantazje. Kiedyś nawet pomyślałem, że zakochałem się w jednym chłopaku i chodziłem za nim wszędzie. Był śliczny i taki w moim typie, ale...Wolał dziewczyny. Pieprzył się z nimi każdej nocy, a następnego dnia chodził zadowolony z tego powodu. Bolało mnie to jak cholera.
Jednak któregoś dnia podszedł do mnie i kazał mi się rozebrać, tak przed wszystkimi. Chciał mnie poniżyć, bo odnalazł mój pamiętnik...Każde zdanie...Każde słowo na jego temat...
Płakałem każdej nocy przypominając sobie ich wyzwiska i rany, jakie zostawili na moim ciele.
Nie, to już minęło. Nic takiego już się nie wydarzy.
Spojrzałem w dół i spokojnie wczepiłem palce we włosy chłopaka.
-Wiesz, że to, co robisz zobowiązuje cię do tego, abyś się mną opiekował?-powiedziałem bez krzty emocji w głosie.
Mówiłem prawdę. Jeśliby mnie zostawił, to na pewno wydam go. Powiem, co mi zrobił. Nie będę litościwy. Nie będę się martwił. Wykorzystam to.
Gerard odsunął się kawałek i przełknął biały płyn.
-Wiem. Dlatego to zrobiłem. Jesteś teraz ode mnie uzależniony.-wsunął moje spodnie s z powrotem na swoje miejsce i zapiął rozporek.-Jeżeli ja utonę, to ty także.-uśmiechnął się wesoło.
Tylko skinąłem głową. W głębi duszy odetchnąłem z ulgą.
-Zostańmy przyjaciółmi.-powiedziałem.
-Nie. Przyjaciele nie robią takich okropnych rzeczy.-poprawił moją koszulę.
-A więc...Czemu to zrobiłeś?
-Bo zapytałeś.-zmarszczyłem brwi. Szatyn westchnął ciężko.-Gdy spojrzałeś na mnie wtedy, gdy stałeś pod tablicą, to w twoich oczach pojawiła się ta iskra. Wiedziałem, że o tym pomyślałeś. Nie ukrywałeś tego.
Zabrakło mi argumentów. Oboje umyliśmy ręce i ruszyliśmy dalej.
Skoro nie jesteśmy przyjaciółmi, to kim takim?
Parą?
Nie...
To by było zbyt głupie, aby zaczynać związek od takiej rzeczy, ale może...Może u niego to tak wygląda?
Nie wiem. Mam w głowie mętlik. Moje myślenie jest strasznie opóźnione.
-Nie chcę iść na lekcję.-powiedziałem cicho.
-Okej. Chodź, pójdziemy na kawę.
Gerard wziął mnie pod ramię i zaciągnął do niedalekiej kawiarenki. W mojej głowie powstały kolejne pytania. Dopiero go spotkałem, a już wywołał we mnie wiele sprzecznych emocji. Przez niego wyłączyłem myślenie na dłuższą chwilę. To głupie, ale czuje się, jak chory psychicznie człowiek. Może powinienem go o to wszystko wypytać. Jednak jestem zbyt nieśmiały, ale zmusić swoje usty otworzyły się, abym mógł spokojnie złożyć wszystkie zdania w jedną spójną całość.
Nie, nie potrafię. Nie potrafię o to zapytać tak szybko. Muszę przemyśleć pewne rzeczy. On też musi zrozumieć to, co się niedawno stało, bo wydaje się być jakiś...Nieobecny? Zamyślony?
Zaczyna mnie to przerastać...Jeśli wciąż będę o tym myślał, to wybuchnę jak jakiś wulkan. Nie mogę powiedzieć, że go lubię, bo praktycznie, to go nie znam. Mam prawo czuć się sfrustrowany.
Chrzanić to! To wszystko wina tego pieprzonego gnojka!
-Frank. Wylałeś swoją kawę.-usłyszałem jego spokojny głos.
Spojrzałem na swoją dłoń. Dopiero teraz poczułem, jak gorący jest napój.
-Oh,  racja...-spokojnie zabrałem dłoń. Wziąłem jakąś chusteczkę i wytarłem rękę.
Oboje zachowujemy się tak, jakby to co miało miejsce w szkolnej toalecie, nigdy się nie wydarzyło. To zabawne, bo ja chciałem wałkować ten temat jakieś kilka godzin, aż do wyczerpania tematu. Jednak on wolał milczeć, więc i ja postanowiłem milczeć razem z nim. Jeśli to ma mnie przy nim utrzymać, to dam rade temu podołać. Powstrzymam się od ciągłego gadania.
-Podać coś jeszcze?-zapytała kelnerka.
-Nie. Dziękujemy, ale już wychodzimy.-powiedział Gerard, zanim zdążyłem się odezwać.
Tak, jakby teraz zaczął decydować, co mam robić.
A może ja chcę jeszcze tu zostać?
Nie, no...Właściwie on ma rację. Chcę już stąd wyjść. Chcę iść na spacer.
Opuściliśmy grzecznie kawiarnie. Ruszyłem za chłopakiem w nieznanym mi kierunku. Naprawdę nie wiem...Może powinienem już pójść do domu?
Tak się zagapiłem, że nie zauważyłem, jak chłopak zatrzymał się. Wpadłem na niego i zrobiłem się czerwony ze wstydu.
-Dowiedzenia, Frank. Odprowadziłem cię pod dom, więc wiem, że nie zrobisz żadnej głupoty. Idź już, bo Andy pewnie się martwi.
Kurwa...Kim on jest, że...
-Okej. Do jutra.-pożegnałem się i ruszyłem do środka.
Ktoś złapał mnie za ramię. Po chwili poczułem ciężar ust na swoich własnych. Gerard zamknął swoje oczy. Całował z wielką pasją, jakby to był pocałunek na pożegnanie.
Oczywiście ja głupi go oddałem.
-Jesteś już mój.-szepnął mi do ucha i pocałował mnie jeszcze raz.
Kompletnie zdruzgotany wkroczyłem do domu i zemdlałem. Tak po prostu.
Po takim dniu mam prawo.

września 14, 2014

Blood Infections

Heloł! To ja! Postanowiłam (namowy złego ludu) napisać coś +18 ^^ Mam nadzieję, że się spodoba.
MyChemicalDestroya
------------------------------------------------------------------------------------------------


Kolejny występ i kolejne piski tłumów.

Fani szaleli. Kochałem to. To było to, czego potrzebowałem od dłuższego czasu. Brak zespołu był doskwierający, ale miałem z tego powodu więcej czasu do przemyśleń i pomyślenia o swojej dalszej karierze.


To wszystko przypominało mi o tym, że jestem daleko od domu. Całkiem sam. Bez przyjaciół,

rodziny i moich kochanych dzieci. Cholera, tęskniłem za nimi. Nawet za Jamią po tej długiej kłótni.





Martwiłem się o Lily, Cherry i Milesa. Przecież oni widzieli to wszystko, a ja tak po prostu wybiegłem z domu.






Boże, martwię się.


Uciekłem ze sceny i ruszyłem do swojego pokoju hotelowego. W biegu kluczyki wyleciały mi parę razy z rąk. Oczywiście, że nie będę gadał z tą suką. Mam jej cholernie dość. Pieprzy jakieś głupoty i się czepia, że nikt jej nie słucha. Wszyscy mają to gdzieś, kobieto. Zamknij się i nic już nie mów.


Wbiegłem do pokoju i chwyciłem za telefon. Usiadłem na łóżku i wybrałem numer.


Oczywiście jebanego zasięgu nie było. Rzuciłem komórką przez cały pokój.


-Po co te nerwy, Frankie?-usłyszałem głos za sobą.


Zesztywniałem i odwróciłem się powoli. No niewierze...


-Gerard? Co robisz w moim pokoju?-zapytałem spokojnie.


-Siedzę i czekam na ciebie.-uśmiechnął się przeczesując rude włosy swoimi chudymi palcami.-Chciałem cię dziś zobaczyć...-szepnął siadając naprzeciw mnie.


Przełknąłem ślinę. Zdecydowanie był za blisko.


Ruszyłbym się i odsunął, ale jego oczy uwięziły mnie w miejscu. Chłopak wyciągnął dłoń i pogładził mnie delikatnie po policzku.


-Masz usta we krwi...-przysunął się tak, że nasze twarze dzieliły centymetry.-Pozwól, że ci pomogę.


Nie zdążyłem zaprotestować, bo on już zaczął mnie całować.


Chrzanić to. Potrzebuję tego.


Agresywnie oddałem pocałunek i wczepiłem palce w jego marchewkowe włosy. Najwyraźniej całowanie zaczęło mu nie wystarczać, bo zaczął ściągać ze mnie białą koszulkę ze sztuczną krwią. Nie sprzeciwiałem się. Pozwoliłem mu powoli mnie rozbierać i zostawiać ślady po swojej obecność w postaci różowych znamion.


Nie byłem mu dłużny. Przekręciłem się tak, aby znaleźć się na górze. Gerard tylko się uśmiechnął i przymknął oczy. Zdejmowałem ten jego garnitur i wkurwiałem się, gdy nie mogłem odpiąć ostatnich guzików koszuli.


-Spokojnie, Frankie. Mamy dużo czasu.-zaśmiał się.


Uśmiechnąłem się i po dłuższej chwili po prostu zerwałem z niego biały materiał na co on zamruczał z aprobatą.


Zjechałem dłonią po jego brzuchu w dół, na małe wybrzuszenie w spodniach chłopaka. Jęknąłem cicho i poczułem, że i w moich jeansach robi się coraz mniej miejsca. Oboje uśmiechnęliśmy się do siebie szeroko. Wiemy, do czego to zmierza. Chcemy tego.


Rozpiąłem zamek od jego spodni i zacząłem powoli ściągać z niego materiał uśmiechając się łobuzersko. Oczy chłopaka błyszczały, jakby zobaczył przynajmniej coś pięknego. Dosłownie wepchnąłem rękę w jego bokserki i dotknąłem jego członka.


-O matko...-jęknął odchylając głowę do tyłu.-Proszę...


Poruszałem ręką powoli, aby później przyśpieszyć. Chłopak wił się pode mną z rozkoszy. Musiałem przestać, bo mogłem doprowadzić do tego, że dojdzie od samego dotyku, a nie chciałem, żeby poszło tak szybko.


Pozbyliśmy się reszty ciuchów i byliśmy przed sobą nadzy, bez codziennych skorup.


-Odwróć się, Frankie.-powiedział w końcu Gerard.


Zrobiłem, co kazał. Nie przeszkadzało mi to, aby był na górze. Zawsze to sobie tak wyobrażałem. Nie potrafiłbym wejść w niego wiedząc, że go to zaboli. Niech teraz on się tym zajmie.


Nastała cisza. Wiedziałem, że Gerard się teraz zastanawia nad tym, co zrobić. Uśmiechnąłem się pod nosem.


Po chwili coś śliskiego weszło we mnie i nie mogłem już myśleć. Czułem dyskomfort, owszem, ale jakoś nie przejmowałem się tym. Oddychałem spokojnie czując, jak chłopak dokłada pozostałe dwa palce. Pokręcił nimi krótki czas, a potem wyciągnął je spokojnie.


-Gotowy?-zapytał cicho.


-Tak.-powiedziałem zaciskając pięści na poduszce.


Gerry powoli wszedł we mnie. Był delikatny. Zdecydowanie nie chciał sprawić mi niepotrzebnego bólu. Było niewygodnie jak cholera, ale nie przejmowałem się tym i kazałem mu się poruszać, jednak on poczekał jeszcze chwilę. Wysunął się trochę i ponownie przybliżył mnie do siebie. Powtórzył tą czynność kilka razy, a potem przyśpieszył odnajdując przy okazji ten czuły punkt. Uderzał w niego, dopóki nie doszedłem, a potem zajął się swoją osobą.


Dokładnie poczułem, jak jego nasienie wypełnia mnie od środka. Puścił mnie, a ja opadłem zmęczony na poduszki. Starałem się uspokoić swój nierówny oddech.


-Wszystko okej?-zapytał otulając nas kołdrą.


-Tak...Dziękuję, Gee...-wtuliłem się w niego i przymknąłem oczy.-Kocham cię.


-Ja ciebie też, Frankie.-pocałował mnie w policzek i oboje zasnęliśmy wymęczeni tym wszystkim.

września 07, 2014

Prolog I'm NOT okay

Natchnęło mnie, wybaczcie. Czasami tak bywa, że my artyści mamy wenę, gdy akurat jest ona nie potrzebna...
MyChemicalDestroya
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Drogi ojcze,
Czy ty i twój pieprzony partner możecie chociaż raz nie wpierdalać się w moje jebane życie i pozwolić mi żyć w tym kurewskim domu dziecka? 
Mam jedyne 17 lat i prawo do własnego wyboru, prawda?
Nie chcę wracać do Jersey, aby znów widzieć pijaną matkę zadającą się z ćpunami i dającą dupy za każdym rogiem, byle by zdobyć kasę na dragi.
Życie w ciągłym stresie mi szkodzi. Nie chcę znów popaść w jakąś depresje, tak?
Możesz to do cholery zrozumieć, że samotność, to moja ukochana znajoma, którą witam z szerokim uśmiechem, a żyletka, to moja dziewczyna? Nie rozstaje się z tym. Nie zmienisz tego, kim się stałem. Jestem taki jak ty, gdy byłeś młody, czyż nie? Oczywiście, że cie kocham, ale nie wrócę.
Nie teraz.
Nie tak.
Nie w ten sposób.
Daj mi czas do końca wakacji, a ja jakoś się ogarnę i przygotuje na wasz przyjazd. 
Mimo tego kocham
Twój Frankie"

One-Shot I have a bullet in my heart

Uciekałem wąską uliczką.
Trzy wdechy, siedem długich kroków.
Nie mam już siły, aby dłużej biec. Zatrzymuje się i oglądam za siebie. Pustka i cisza. Jakżebym się cieszył, gdyby to był mój kolejny głupi sen z tym idiotą w roli głównej. Jednak moja świadomość mówi mi, że to on.
To ten sam Gerard, który jeszcze godzinę temu poprosił mnie o rękę przed tłumem rozkrzyczanych fanów.  No co ja, Frank Iero mogłem zrobić?
Uciekłem, jak najzwyklejszy tchórz. Przeraziłem się tego, że mógłbym być kochany przez tak idealną istotę, jaką jest ten młodu mężczyzna. Miałem ochotę krzyczeć ze szczęścia, ale uciekłem.
-FRANK!-usłyszałem jego głos.
Cholera...Przecież on mnie udusi na miejscu! Przeze mnie wyszedł na idiotę przed miliardem osób. Zaśmiałem się histerycznie.
Do lekko rozjaśnionej uliczki wstąpił cień.
-Frankie?-jego głos zabijał z daleka. Tak jak ten nóż w jego dłoni
Nie odezwałem się. Zacząłem oddychać głośniej, co on wyraźnie usłyszał. Zaczął robić powolne kroki w moją stronę. Boże, Halloween, to od dziś najgorsze święto w moim życiu. Łącznie z tymi pieprzonymi urodzinami,
Ktoś potrząsnął mnie za ramiona.
-Frank! Frank! Obudź się!-krzyczał nad moim uchem.
Słyszałem dokładnie alarm budzika, który wskazywał teraz 7:00
Uderzyłem w ten pieprzony zegarek i mruknąłem parę przekleństw.
-Oj, kotek? Czemu tak przeklinasz od rana?-Gerry zachichotał jak panienka i podał mi tackę ze śniadaniem.
Przyjrzałem mu się od góry do dołu. Zdecydowanie nie wyglądał jak morderca ze sceny, tylko mój narzeczony i przyszły mąż. Może to mnie tak stresuje?
-Dziękuję. Jesteś słodki.-podarowałem mu jeden ze swoich dziecięcych uśmiechów i zabrałem się za jedzenie.
Chłopak przez cały czas uśmiechał się przyglądając się mojej uczcie.
-No co tak na mnie patrzysz?-zapytałem zirytowany.
-Ubrudziłeś się.-wziął chusteczkę i wytarł kącik moich ust, wlepiając wzrok w moje oczy. To potrwało tylko chwile, bo zrzuciłem tackę i złączyłem nasze usta w gorącym pocałunku.
-Trzeba było tak od razu.-mruknąłem.
-Jasne, panie Iero. Jeszcze jakieś żądania, czy już jestem wolny?-zapytał udając pokornego sługę.
Prychnąłem tylko.
-Nie denerwuj mnie, Way. Dobrze wiesz, że nigdy nie będziesz wolny.-zaśmiałem się złowieszczo.
Wróciłem szybko do jego ust i zsunąłem z niego ręcznik. Chłopak podskoczył przerażony biegiem wydarzeń. No tak. Pan ułożony ma w planach powiedzieć zaraz 'wszystko po ślubie, mój drogi Franiu'. Westchnąłem ciężko. To jedynie parę dni. Wytrzymam.
-Frankie? O czym myślisz?-pyta cicho
-O tym, gdzie cię wezmę na miesiącu miodowym.-mówię spokojnie widząc, jak się rumieni.-Śliczny...-zachichotałem głupio.
Parę dni później wzięliśmy ślub, a nasza noc poślubna była zdecydowanie pełna wrażeń. Już wiem, po co tyle czekałem...