Jakież to było cudowne...
Westchnąłem rozmarzony.
-Iero, Frank!-krzyknął nauczyciel.
-Jestem!-szybko wstałem z miejsca i spojrzałem na profesora, który stał przy tablicy.
-Proszę, podejdź do tablicy i przeczytaj swoje wypracowanie na temat pomocy biednym.-powiedział spokojnie siadając przy biurku.
Patrzyłem, jak otwiera dziennik i szybko wyszukuje mój numer.
-To ten...Biednym powinno się pomagać, bo...Bo są biedni i...Nie mają pieniędzy, bo są biedni...-zacząłem mówić.
Kompletnie zapomniałem o tej pracy. Oczywiście zostałem wysłany do swojego starszego opiekuna. Gerard patrzył na mnie tak, jakby chciał mnie zabić. Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę pokoi prywatnych. Okropnie się bałem tego, co on może chcieć mi zrobić.
Nauczyciel powiedział 'Wymierz mu odpowiednią karę', co może znaczyć tylko jedno...
-Rozbieraj się.-powiedział zamykając drzwi na klucz. Spojrzał na mnie spokojnie i trochę przyciemnił światło w pokoju.-No już! Nie mam na ciebie całego dnia.
-Nie! Nie zrobię tego! Chyba jesteś chory!-krzyknąłem.
Od razu pożałowałem swojej odwagi, bo on bezceremonialnie rzucił mnie na łóżko i zaczął szybko zdejmować ze mnie rzeczy. Robił to bez żadnych emocji, jakby to była jego codzienna czynność. Leżałem przed nim w samych bokserkach. Bałem się powiedzieć cokolwiek, więc tylko patrzyłem na niego przerażony.
-Przygotuje cię...Ale ty musisz powiedzieć, że byłem dla ciebie ostry.-powiedział spokojnie rozpinając zamek od swoich spodni.
-Ale...Możesz skłamać, że to zrobiłeś i możemy tylko pogadać...Proszę...-powiedziałem cicho.
Gerard tylko się zaśmiał i przyjrzał mi się dokładnie.
-Piękne tatuaże, Frank...Ile ich masz?-zapytał. Chciał odwrócić uwagę od tego, co zaraz mi zrobi.
-Nie wiem. Nie liczę tego...-mruknąłem.
Szatyn westchnął ciężko. W końcu uporał się ze swoimi spodniami. Teraz patrzył na mnie tak, jakby chciał mnie zerżnąć już od razu. Zjechał ręką w dół i przymknął oczy.
-Chcesz mi pomóc?-zapytał chwytając moją rękę i przyciągając ją bliżej swojego członka.
Tak strasznie chciałem stąd uciec. Bałem się tego wszystkiego. Nie chciałem, aby on mi to zrobił. Nienawidziłem tego uczucia. Gardziłem takim czymś.
-Nie chcę.-powiedziałem stanowczo.-Wypuść mnie.
-Skoro nie chcesz po dobroci...-zepchnął mnie z łóżka i złapał za włosy.-Więc ja nie będę delikatny. Otwieraj usta.-powiedział mrocznym głosem.
Pokręciłem głową. Chłopak wyglądał, jakby kompletnie wyzbył się wszelkich uczuć. Zaczął poruszać ręką. Specjalnie wepchnął mi palec do buzi, aby zaraz potem zastąpić go swoją męskością, która nie była aż taka mała. Gdy dopchnął się tak, że cała zmieściła mi się w buzi, zaczął się cofać. Szarpał mnie za włosy ciągnąc mnie w przód i w tył. Łzy zbierały mi się w oczach, ale byłem silny. Zacisnąłem powieki mocno, kiedy chłopak posadził mnie z powrotem na łóżku. Zacisnął dłoń na moim kroczu i zaczął masować. Mimowolnie jęknąłem przypominając sobie wczorajszy dzień i to, co robił. Podobało mi się, to muszę przyznać.
Po chwili leżałem na brzuchu, a ktoś napierał na moje plecy. Zaczęło boleć dopiero wtedy, kiedy we mnie wszedł. Nawet nie myślał o tym, aby mnie przygotować. Wolał zachować wszelkie przyjemności dla siebie. Jebany dupek.
-Geeera...-jęknąłem dochodząc dzięki jego dłoni, która trochę mi pomogła.
Mogłem widzieć, jak on teraz się uśmiecha. Pewnie ta kara, to dla niego przykrywka do pieprzenia mnie. Nauczycielowi przecież nie mogło chodzić o tego typu sprawy. To byłoby chore.
Szatyn położył się obok mnie. Odruchowo wtuliłem się w niego i przysłuchiwałem się biciu jego szalonego serca. Chłopak jedynie przykrył nas kocem i objął mnie ramieniem. Wydawał się być cholernie zmęczony, więc postanowiłem być cicho.
-Powinienem użyć jakiegoś kremu...Bardzo boli?-zapytał przypatrując mi się uważnie.
-Nnie...Wcale tego nie czuć.-uśmiechnąłem się lekko, aby go uspokoić.
-Następnym razem o tym pomyślę.-powiedział cicho zamykając oczy.
Następnym razem?! Jakim kurwa następnym razem?!
* * *
Obolały ruszyłem na ostatnią lekcje. Po drodze dopadł mnie Mikey.
-Boże słyszałem, że dostałeś karę...Bolało?-zapytał cicho.
-O co ty mnie pytasz?-mruknąłem zawstydzony.
-Mnie też bolało za pierwszym razem...-szepnął wpatrując się w podłogę.
-Ty i Gerard...?
-Pojebało cię?! To mój brat!-uderzył mnie w tył głowy.-Myślałem raczej o moim chłopaku, który teraz jest w Kanadzie.-zaśmiał się.
-Twój chłopak cię karał? To jest pojebane...-westchnąłem.
Mikey zaczął opowiadać mi o Ray'u, który opuścił szkołę rok wcześniej, bo musiał pomóc rodzinie podnieść na nogi ich biznes. Podobno ojciec chłopaka tworzył filmy animowane. To ciekawe. Zawsze myślałem, że nie da się pokochać kogoś, kto sprawia nam ból. Sprawia, że cierpimy i płaczemy. Obwiniamy się za wszystko. Czujemy się źle z każdym kolejnym dniem. Po prostu umieramy wewnętrznie i przestajemy ufać.
To nas zabija. Miłość to najbardziej zabójcze uczucie, jakiego można doznać. Nie cierpię tego. Nienawidzę miłości. Dławię się tym.
-No dobra...Chcesz dziś wpaść do nas na pidżama party?-zapytał po chwili.
-Na co?-zaśmiałem się.-To nie jest bardziej dla dziewczyn?
-Nie! Przyjedzie Ray. Może jeszcze Bob i Pete.-uśmiechnął się.-Gerard.
Ostatnie imię wywołało u mnie fale gorąca. Oczywiście zaraz po tym zrobiło mi się słabo, jakbym właśnie stracił parę litrów krwi.
-To nie jest dobry pomysł. Nie chcę gadać z nim, dopóki o tym nie zapomnę.-westchnąłem i ruszyłem przed siebie nie słuchając jego próśb.
Bałem się spojrzeć teraz Gerardowi w oczy, jakby to była moja wina, ale przecież ja nic złego nie zrobiłem. Wróciłem do domu i zamknąłem się w pokoju. Nawet z Andym nie pogadałem. Chciałem pobyć sam, aby pomyśleć o tym wszystkim.
-Twój chłopak cię karał? To jest pojebane...-westchnąłem.
Mikey zaczął opowiadać mi o Ray'u, który opuścił szkołę rok wcześniej, bo musiał pomóc rodzinie podnieść na nogi ich biznes. Podobno ojciec chłopaka tworzył filmy animowane. To ciekawe. Zawsze myślałem, że nie da się pokochać kogoś, kto sprawia nam ból. Sprawia, że cierpimy i płaczemy. Obwiniamy się za wszystko. Czujemy się źle z każdym kolejnym dniem. Po prostu umieramy wewnętrznie i przestajemy ufać.
To nas zabija. Miłość to najbardziej zabójcze uczucie, jakiego można doznać. Nie cierpię tego. Nienawidzę miłości. Dławię się tym.
-No dobra...Chcesz dziś wpaść do nas na pidżama party?-zapytał po chwili.
-Na co?-zaśmiałem się.-To nie jest bardziej dla dziewczyn?
-Nie! Przyjedzie Ray. Może jeszcze Bob i Pete.-uśmiechnął się.-Gerard.
Ostatnie imię wywołało u mnie fale gorąca. Oczywiście zaraz po tym zrobiło mi się słabo, jakbym właśnie stracił parę litrów krwi.
-To nie jest dobry pomysł. Nie chcę gadać z nim, dopóki o tym nie zapomnę.-westchnąłem i ruszyłem przed siebie nie słuchając jego próśb.
Bałem się spojrzeć teraz Gerardowi w oczy, jakby to była moja wina, ale przecież ja nic złego nie zrobiłem. Wróciłem do domu i zamknąłem się w pokoju. Nawet z Andym nie pogadałem. Chciałem pobyć sam, aby pomyśleć o tym wszystkim.
