Jaki ze mnie pieprzony idiota! To moja wina! Mogłem siedzieć cicho i stulić pysk, ale nie.
"Frank musiał się popisać. Frank musiał udowodnić, jaki z niego wielki, odważny sukinsyn.
Oczywiście, popisał się. Dobry Franio."-powiedział głos w mojej głowie.
- Świetnie. Problemy z głową też mam.-mruknąłem do siebie ubierając nowy mundurek szkolny.
Poddałem się i wprowadziłem do Andy'ego, który mieszkał z moim tatą, jak i pieprzył się z nim.
Nie mam nic do tego. Jeśli mój ojciec był gejem, to musiałem to zaakceptować, proste. Kochałem go i nie chciałem tracić z nim kontaktu przez to.
Jednak musiałem wykazać się swoim idiotyzmem.
Ruszyłem spokojnie przed siebie. Liceum do którego mam uczęszczać nie jest duże. To prywatna szkoła, więc domyślam się, że Andy musiał dużo na to wszystko wyłożyć sporo kasy. Jest naprawdę fajny. Lubię go.
Poprawiłem czerwony krawat i przyjrzałem się jasny ciuchom.
W szkole panował dziwny zwyczaj. Pierwsze klasy musiały ubierać tylko białe jak śnieg rzeczy, a ostatnia klasa czarne. Pozostali ubierali niebieskie, lub szare ciuchy. To dość dziwny zwyczaj, ale nie wybrzydzałem. To wydawało się dość ciekawe, ponieważ wtedy dało się łatwo znaleźć ludzi, którzy byli tu dłużej i mogli w czymś pomóc.
Druga sprawa, to opiekunowie, którzy byli przypisywani dla nas względem naszych "trudnych" charakterów. Mieli nas trochę nauczyć kultury. Oczywiście były to osoby ze starszych klas. Pięknie. Dadzą mi jakiegoś niedorozwiniętego intelektualnie tępaka i...
-Patrz jak łazisz!-krzyknął na mnie chłopak, który upadł na tyłek.
-O boże, wybacz.-rzuciłem się, aby mu pomóc i sam upadłem na miejsce obok niego.
Spojrzeliśmy po sobie i zaczęliśmy się głośno śmiać.
-Przepraszam.-chłopak pomógł mi wstać.-Jestem Mikey.
-Frank.-uspokoiłem się trochę, ale wciąż się uśmiechałem, jak głupi.
-Widzę, że jesteś tu nowy.-zachichotał.-Ja jestem w drugiej klasie.-złapał mnie pod ramię.-Chodź! Zobaczymy, kto cię pilnuje.
Stanęliśmy przed dużą tablicą.
-Iero, Frank...O kurwa...-spojrzał na mnie współczująco.-Masz Gerrego...
-No co? Nagadasz teraz na mnie Mikusiu?-obok nas pojawił się niewiele wyższy szatyn.
Już wiedziałem, o co chodziło.
Gerard Way wyglądał jak istne widmo. Blady jak ściana i wciśnięty w czarne ciuchy. Ciemne włosy sięgały mu do ramion. Do tego miał pomalowane oczy...Coś w stylu emo, albo gorzej.
Ze strachu moje serce pracowało na najwyższych obrotach.
-Zamknij się, zgred.-mruknął chłopak poprawiając okulary.-I ostrzegaj, zanim się pojawisz.
-Jasne, jasne.-zaśmiał się tylko i spojrzał na mnie. Jego zielone oczy oceniły mnie od góry do dołu.-Proszę...W końcu trafił mi się ktoś ładny.-uśmiechnął się.
-Tak. Już praktycznie przeleciałeś go wzrokiem, Gerd.-Mikes przewrócił oczami i pociągnął mnie za sobą.-Do później.
Odetchnąłem z ulgą.
* * *
Niestety i tak później musiałem spotkać się z tym chłopakiem, bo przecież ktoś był za mnie odpowiedzialny w tym miejscu. To dziwne uczucie, gdy idziesz przez korytarz, a on obejmuje cię ramieniem i tłumaczy ci wszystko. Pewnie wyglądaliśmy jak para, ale cóż...Nie chciałem być niegrzeczny względem niego, bo mimo tego był dla mnie miły.-A tutaj są łazienki.-powiedział wciągając mnie do ciemnego pomieszczenia.
-A gdzie światła?-zapytałem macając ścianę.
-Tu nie ma światła.-powiedział spokojnie przyciągając mnie do siebie.-Franiu, Franiu, Franiu...Jesteś niegrzeczny...
Serce znów zaczęło bić mi szybciej.
-Przecież...Robię, co każesz...-szepnąłem przestraszony.
-Okej...Więc włóż rękę w moje bokserki.-usłyszałem dźwięk rozpinanego rozporka.
-Ale...
-Rób co mówię.-zamruczał mi do ucha.
Zrezygnowany odszukałem ręką materiału i wsunąłem dłoń w jego bokserki. Zacząłem czuć stopniowe obrzydzenie do jego osoby, dopóki on sprawnie nie zabrał mojej ręki.
-Jezu, jaki z ciebie niedoświadczony małolat.-westchnął zirytowany i zabrał się za pasek od moich spodni.
-Czekaj...Co ty...-jęknąłem zaskoczony czując silny uścisk jego dłoni na moim członku. Nagle zapomniałem, jak powinno się oddychać.
-Nauczę cię, jak powinieneś zrobić to właściwie.-powiedział spokojnym tonem.
-Prze...Przestań, idioto!-chciałem go odepchnąć, ale nie potrafiłem. Przez to, co robił swoją cudowną dłonią, nawet nie mogłem się ruszyć. Moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa.
Zdążyłem usłyszeć, jak chłopak upada przede mną na kolana. Zanim zdążyłem zareagować, to już poczułem, jak zaciska swoje sprawne, czerwone usta na mojej męskości.
I cholera...
To jest najlepsze uczucie, jakiego mogłem kiedykolwiek doświadczyć. Słyszałem ten dźwięk zasysania i mlaskanie, kiedy chłopak cofał się kawałek i ponownie mnie atakował. O dziwo nie czułem się z tym źle. Miałem nawet gdzieś, czy ktoś to wejdzie i to zobaczy.
Dziwne sentencje w dolnych częściach mojego ciała nasilały się. Nigdy wcześniej tego nie czułem...Nawet nie robiłem tego z nikim. Może po prostu się bałem, albo nie byłem na to gotowy. Nie mam pojęcia.
Dziewczyny z mojej starej szkoły wolały facetów typu niebezpieczny i niedostępny. Ja byłem chłopakiem, który trzymał się na uboczu i wypisywał w swoim pamiętniku różne fantazje. Kiedyś nawet pomyślałem, że zakochałem się w jednym chłopaku i chodziłem za nim wszędzie. Był śliczny i taki w moim typie, ale...Wolał dziewczyny. Pieprzył się z nimi każdej nocy, a następnego dnia chodził zadowolony z tego powodu. Bolało mnie to jak cholera.
Jednak któregoś dnia podszedł do mnie i kazał mi się rozebrać, tak przed wszystkimi. Chciał mnie poniżyć, bo odnalazł mój pamiętnik...Każde zdanie...Każde słowo na jego temat...
Płakałem każdej nocy przypominając sobie ich wyzwiska i rany, jakie zostawili na moim ciele.
Nie, to już minęło. Nic takiego już się nie wydarzy.
Spojrzałem w dół i spokojnie wczepiłem palce we włosy chłopaka.
-Wiesz, że to, co robisz zobowiązuje cię do tego, abyś się mną opiekował?-powiedziałem bez krzty emocji w głosie.
Mówiłem prawdę. Jeśliby mnie zostawił, to na pewno wydam go. Powiem, co mi zrobił. Nie będę litościwy. Nie będę się martwił. Wykorzystam to.
Gerard odsunął się kawałek i przełknął biały płyn.
-Wiem. Dlatego to zrobiłem. Jesteś teraz ode mnie uzależniony.-wsunął moje spodnie s z powrotem na swoje miejsce i zapiął rozporek.-Jeżeli ja utonę, to ty także.-uśmiechnął się wesoło.
Tylko skinąłem głową. W głębi duszy odetchnąłem z ulgą.
-Zostańmy przyjaciółmi.-powiedziałem.
-Nie. Przyjaciele nie robią takich okropnych rzeczy.-poprawił moją koszulę.
-A więc...Czemu to zrobiłeś?
-Bo zapytałeś.-zmarszczyłem brwi. Szatyn westchnął ciężko.-Gdy spojrzałeś na mnie wtedy, gdy stałeś pod tablicą, to w twoich oczach pojawiła się ta iskra. Wiedziałem, że o tym pomyślałeś. Nie ukrywałeś tego.
Zabrakło mi argumentów. Oboje umyliśmy ręce i ruszyliśmy dalej.
Skoro nie jesteśmy przyjaciółmi, to kim takim?
Parą?
Nie...
To by było zbyt głupie, aby zaczynać związek od takiej rzeczy, ale może...Może u niego to tak wygląda?
Nie wiem. Mam w głowie mętlik. Moje myślenie jest strasznie opóźnione.
-Nie chcę iść na lekcję.-powiedziałem cicho.
-Okej. Chodź, pójdziemy na kawę.
Gerard wziął mnie pod ramię i zaciągnął do niedalekiej kawiarenki. W mojej głowie powstały kolejne pytania. Dopiero go spotkałem, a już wywołał we mnie wiele sprzecznych emocji. Przez niego wyłączyłem myślenie na dłuższą chwilę. To głupie, ale czuje się, jak chory psychicznie człowiek. Może powinienem go o to wszystko wypytać. Jednak jestem zbyt nieśmiały, ale zmusić swoje usty otworzyły się, abym mógł spokojnie złożyć wszystkie zdania w jedną spójną całość.
Nie, nie potrafię. Nie potrafię o to zapytać tak szybko. Muszę przemyśleć pewne rzeczy. On też musi zrozumieć to, co się niedawno stało, bo wydaje się być jakiś...Nieobecny? Zamyślony?
Zaczyna mnie to przerastać...Jeśli wciąż będę o tym myślał, to wybuchnę jak jakiś wulkan. Nie mogę powiedzieć, że go lubię, bo praktycznie, to go nie znam. Mam prawo czuć się sfrustrowany.
Chrzanić to! To wszystko wina tego pieprzonego gnojka!
-Frank. Wylałeś swoją kawę.-usłyszałem jego spokojny głos.
Spojrzałem na swoją dłoń. Dopiero teraz poczułem, jak gorący jest napój.
-Oh, racja...-spokojnie zabrałem dłoń. Wziąłem jakąś chusteczkę i wytarłem rękę.
Oboje zachowujemy się tak, jakby to co miało miejsce w szkolnej toalecie, nigdy się nie wydarzyło. To zabawne, bo ja chciałem wałkować ten temat jakieś kilka godzin, aż do wyczerpania tematu. Jednak on wolał milczeć, więc i ja postanowiłem milczeć razem z nim. Jeśli to ma mnie przy nim utrzymać, to dam rade temu podołać. Powstrzymam się od ciągłego gadania.
-Podać coś jeszcze?-zapytała kelnerka.
-Nie. Dziękujemy, ale już wychodzimy.-powiedział Gerard, zanim zdążyłem się odezwać.
Tak, jakby teraz zaczął decydować, co mam robić.
A może ja chcę jeszcze tu zostać?
Nie, no...Właściwie on ma rację. Chcę już stąd wyjść. Chcę iść na spacer.
Opuściliśmy grzecznie kawiarnie. Ruszyłem za chłopakiem w nieznanym mi kierunku. Naprawdę nie wiem...Może powinienem już pójść do domu?
Tak się zagapiłem, że nie zauważyłem, jak chłopak zatrzymał się. Wpadłem na niego i zrobiłem się czerwony ze wstydu.
-Dowiedzenia, Frank. Odprowadziłem cię pod dom, więc wiem, że nie zrobisz żadnej głupoty. Idź już, bo Andy pewnie się martwi.
Kurwa...Kim on jest, że...
-Okej. Do jutra.-pożegnałem się i ruszyłem do środka.
Ktoś złapał mnie za ramię. Po chwili poczułem ciężar ust na swoich własnych. Gerard zamknął swoje oczy. Całował z wielką pasją, jakby to był pocałunek na pożegnanie.
Oczywiście ja głupi go oddałem.
-Jesteś już mój.-szepnął mi do ucha i pocałował mnie jeszcze raz.
Kompletnie zdruzgotany wkroczyłem do domu i zemdlałem. Tak po prostu.
Po takim dniu mam prawo.
Czytałam jednym tchem. Naprawdę. Myślałam że się udusze nie mogąc oderwać się od lektury. Chce więcej. Koniecznie. Teraz. ; 0 weny weny i jeszcze raz weny. :3
OdpowiedzUsuń