września 07, 2014

One-Shot I have a bullet in my heart

Uciekałem wąską uliczką.
Trzy wdechy, siedem długich kroków.
Nie mam już siły, aby dłużej biec. Zatrzymuje się i oglądam za siebie. Pustka i cisza. Jakżebym się cieszył, gdyby to był mój kolejny głupi sen z tym idiotą w roli głównej. Jednak moja świadomość mówi mi, że to on.
To ten sam Gerard, który jeszcze godzinę temu poprosił mnie o rękę przed tłumem rozkrzyczanych fanów.  No co ja, Frank Iero mogłem zrobić?
Uciekłem, jak najzwyklejszy tchórz. Przeraziłem się tego, że mógłbym być kochany przez tak idealną istotę, jaką jest ten młodu mężczyzna. Miałem ochotę krzyczeć ze szczęścia, ale uciekłem.
-FRANK!-usłyszałem jego głos.
Cholera...Przecież on mnie udusi na miejscu! Przeze mnie wyszedł na idiotę przed miliardem osób. Zaśmiałem się histerycznie.
Do lekko rozjaśnionej uliczki wstąpił cień.
-Frankie?-jego głos zabijał z daleka. Tak jak ten nóż w jego dłoni
Nie odezwałem się. Zacząłem oddychać głośniej, co on wyraźnie usłyszał. Zaczął robić powolne kroki w moją stronę. Boże, Halloween, to od dziś najgorsze święto w moim życiu. Łącznie z tymi pieprzonymi urodzinami,
Ktoś potrząsnął mnie za ramiona.
-Frank! Frank! Obudź się!-krzyczał nad moim uchem.
Słyszałem dokładnie alarm budzika, który wskazywał teraz 7:00
Uderzyłem w ten pieprzony zegarek i mruknąłem parę przekleństw.
-Oj, kotek? Czemu tak przeklinasz od rana?-Gerry zachichotał jak panienka i podał mi tackę ze śniadaniem.
Przyjrzałem mu się od góry do dołu. Zdecydowanie nie wyglądał jak morderca ze sceny, tylko mój narzeczony i przyszły mąż. Może to mnie tak stresuje?
-Dziękuję. Jesteś słodki.-podarowałem mu jeden ze swoich dziecięcych uśmiechów i zabrałem się za jedzenie.
Chłopak przez cały czas uśmiechał się przyglądając się mojej uczcie.
-No co tak na mnie patrzysz?-zapytałem zirytowany.
-Ubrudziłeś się.-wziął chusteczkę i wytarł kącik moich ust, wlepiając wzrok w moje oczy. To potrwało tylko chwile, bo zrzuciłem tackę i złączyłem nasze usta w gorącym pocałunku.
-Trzeba było tak od razu.-mruknąłem.
-Jasne, panie Iero. Jeszcze jakieś żądania, czy już jestem wolny?-zapytał udając pokornego sługę.
Prychnąłem tylko.
-Nie denerwuj mnie, Way. Dobrze wiesz, że nigdy nie będziesz wolny.-zaśmiałem się złowieszczo.
Wróciłem szybko do jego ust i zsunąłem z niego ręcznik. Chłopak podskoczył przerażony biegiem wydarzeń. No tak. Pan ułożony ma w planach powiedzieć zaraz 'wszystko po ślubie, mój drogi Franiu'. Westchnąłem ciężko. To jedynie parę dni. Wytrzymam.
-Frankie? O czym myślisz?-pyta cicho
-O tym, gdzie cię wezmę na miesiącu miodowym.-mówię spokojnie widząc, jak się rumieni.-Śliczny...-zachichotałem głupio.
Parę dni później wzięliśmy ślub, a nasza noc poślubna była zdecydowanie pełna wrażeń. Już wiem, po co tyle czekałem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz