MyChemicalDestroya
------------------------------------------------------------------------------------------------Kolejny występ i kolejne piski tłumów.
Fani szaleli. Kochałem to. To było to, czego potrzebowałem od dłuższego czasu. Brak zespołu był doskwierający, ale miałem z tego powodu więcej czasu do przemyśleń i pomyślenia o swojej dalszej karierze.
To wszystko przypominało mi o tym, że jestem daleko od domu. Całkiem sam. Bez przyjaciół,
rodziny i moich kochanych dzieci. Cholera, tęskniłem za nimi. Nawet za Jamią po tej długiej kłótni.
Martwiłem się o Lily, Cherry i Milesa. Przecież oni widzieli to wszystko, a ja tak po prostu wybiegłem z domu.
Boże, martwię się.
Uciekłem ze sceny i ruszyłem do swojego pokoju hotelowego. W biegu kluczyki wyleciały mi parę razy z rąk. Oczywiście, że nie będę gadał z tą suką. Mam jej cholernie dość. Pieprzy jakieś głupoty i się czepia, że nikt jej nie słucha. Wszyscy mają to gdzieś, kobieto. Zamknij się i nic już nie mów.
Wbiegłem do pokoju i chwyciłem za telefon. Usiadłem na łóżku i wybrałem numer.
Oczywiście jebanego zasięgu nie było. Rzuciłem komórką przez cały pokój.
-Po co te nerwy, Frankie?-usłyszałem głos za sobą.
Zesztywniałem i odwróciłem się powoli. No niewierze...
-Gerard? Co robisz w moim pokoju?-zapytałem spokojnie.
-Siedzę i czekam na ciebie.-uśmiechnął się przeczesując rude włosy swoimi chudymi palcami.-Chciałem cię dziś zobaczyć...-szepnął siadając naprzeciw mnie.
Przełknąłem ślinę. Zdecydowanie był za blisko.
Ruszyłbym się i odsunął, ale jego oczy uwięziły mnie w miejscu. Chłopak wyciągnął dłoń i pogładził mnie delikatnie po policzku.
-Masz usta we krwi...-przysunął się tak, że nasze twarze dzieliły centymetry.-Pozwól, że ci pomogę.
Nie zdążyłem zaprotestować, bo on już zaczął mnie całować.
Chrzanić to. Potrzebuję tego.
Agresywnie oddałem pocałunek i wczepiłem palce w jego marchewkowe włosy. Najwyraźniej całowanie zaczęło mu nie wystarczać, bo zaczął ściągać ze mnie białą koszulkę ze sztuczną krwią. Nie sprzeciwiałem się. Pozwoliłem mu powoli mnie rozbierać i zostawiać ślady po swojej obecność w postaci różowych znamion.
Nie byłem mu dłużny. Przekręciłem się tak, aby znaleźć się na górze. Gerard tylko się uśmiechnął i przymknął oczy. Zdejmowałem ten jego garnitur i wkurwiałem się, gdy nie mogłem odpiąć ostatnich guzików koszuli.
-Spokojnie, Frankie. Mamy dużo czasu.-zaśmiał się.
Uśmiechnąłem się i po dłuższej chwili po prostu zerwałem z niego biały materiał na co on zamruczał z aprobatą.
Zjechałem dłonią po jego brzuchu w dół, na małe wybrzuszenie w spodniach chłopaka. Jęknąłem cicho i poczułem, że i w moich jeansach robi się coraz mniej miejsca. Oboje uśmiechnęliśmy się do siebie szeroko. Wiemy, do czego to zmierza. Chcemy tego.
Rozpiąłem zamek od jego spodni i zacząłem powoli ściągać z niego materiał uśmiechając się łobuzersko. Oczy chłopaka błyszczały, jakby zobaczył przynajmniej coś pięknego. Dosłownie wepchnąłem rękę w jego bokserki i dotknąłem jego członka.
-O matko...-jęknął odchylając głowę do tyłu.-Proszę...
Poruszałem ręką powoli, aby później przyśpieszyć. Chłopak wił się pode mną z rozkoszy. Musiałem przestać, bo mogłem doprowadzić do tego, że dojdzie od samego dotyku, a nie chciałem, żeby poszło tak szybko.
Pozbyliśmy się reszty ciuchów i byliśmy przed sobą nadzy, bez codziennych skorup.
-Odwróć się, Frankie.-powiedział w końcu Gerard.
Zrobiłem, co kazał. Nie przeszkadzało mi to, aby był na górze. Zawsze to sobie tak wyobrażałem. Nie potrafiłbym wejść w niego wiedząc, że go to zaboli. Niech teraz on się tym zajmie.
Nastała cisza. Wiedziałem, że Gerard się teraz zastanawia nad tym, co zrobić. Uśmiechnąłem się pod nosem.
Po chwili coś śliskiego weszło we mnie i nie mogłem już myśleć. Czułem dyskomfort, owszem, ale jakoś nie przejmowałem się tym. Oddychałem spokojnie czując, jak chłopak dokłada pozostałe dwa palce. Pokręcił nimi krótki czas, a potem wyciągnął je spokojnie.
-Gotowy?-zapytał cicho.
-Tak.-powiedziałem zaciskając pięści na poduszce.
Gerry powoli wszedł we mnie. Był delikatny. Zdecydowanie nie chciał sprawić mi niepotrzebnego bólu. Było niewygodnie jak cholera, ale nie przejmowałem się tym i kazałem mu się poruszać, jednak on poczekał jeszcze chwilę. Wysunął się trochę i ponownie przybliżył mnie do siebie. Powtórzył tą czynność kilka razy, a potem przyśpieszył odnajdując przy okazji ten czuły punkt. Uderzał w niego, dopóki nie doszedłem, a potem zajął się swoją osobą.
Dokładnie poczułem, jak jego nasienie wypełnia mnie od środka. Puścił mnie, a ja opadłem zmęczony na poduszki. Starałem się uspokoić swój nierówny oddech.
-Wszystko okej?-zapytał otulając nas kołdrą.
-Tak...Dziękuję, Gee...-wtuliłem się w niego i przymknąłem oczy.-Kocham cię.
-Ja ciebie też, Frankie.-pocałował mnie w policzek i oboje zasnęliśmy wymęczeni tym wszystkim.

Cudneeed *.* poproszę więcej takich. :3
OdpowiedzUsuń