Gerard
Miałem wrażenie, jakby ktoś skakał po mnie całą noc. Moje poranki zwykle tak wyglądały. Poprzedni wieczór spędziłem z Jamie'em w klubie, gdzie trochę popiliśmy. Chyba trochę się zapędziliśmy z tym obmacywanie i całowaniem się, bo jakiś koleś wywlókł mnie z klubu i zaczął okładać pięściami.
Nie wiem, co się wtedy stało z chłopakiem, bo straciłem kontakt z rzeczywistością. Ktoś jednak okazał się łaskawy i przyniósł mnie tutaj. Nie pamiętam dokładnie, kto to był, ale wydawał mi się całkiem znajomy.
Tak, czy siak teraz mam okropnego kaca. Jest bardzo wcześnie, a nie chcę obudzić brata, albo mamy, bo od razy dostanę opieprz za stan w jakim wróciłem wczoraj do domu. Bardziej nakrzyczy na mnie Mikey, bo już dawno obiecałem mu, że nie będę pić. No przynajmniej nie tak dużo.
Po cichu opuściłem pokój i udałem się do pustej kuchni. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał dokładnie 6:34. Mama musiała już pojechać do pracy, żeby przygotować salon. Kobieta jest fryzjerką. Zwykle wychodziła po godzinie 8:00, ale teraz mają tam jakiś mały remont, więc musi wszystko nadzorować.
Zaparzyłem sobie kawę i usiadłem przy stole. Spokojnie przejrzałem gazetę w której pisali o jakimś gwałcie na młodej kobiecie. W tych stronach jest to normalne, że ktoś zostaję zgwałcony. Raz w miesiącu spotyka to może trzy osoby.
-Co robisz, zgredziu pedziu?-do kuchni wszedł Mikey.
Chłopak oparł się o blat i spojrzał na mnie. Wyglądał na dość zamyślonego. Zapewne przetwarzał informacje z wczoraj i za chwilę dostanę niezły opieprz. Blondyn jednak wzruszył ramionami, zabrał mi kawę i ruszył do salonu.
Westchnąłem zrezygnowany. Nie chciało mi się już przyrządzać kolejnej kawy, więc poszedłem się ubrać. Narzuciłem na siebie jakąś ciemną koszulkę i do tego czarne jeansy. Tak właśnie wyglądała cała moja szafa z ubraniami. Większość rzeczy z logiem Misfits, albo Iron Maiden, lub po prostu bardzo ciemne rzeczy. Taki miałem styl i nikt nie mógł tego zmienić.
Zajrzałem do salonu, gdzie Mikey przełączał kanały w poszukiwaniu czegoś ciekawego.
-Ej, młody...-usiadłem obok niego.-Kto mnie wczoraj przyprowadził?-zapytałem.
-Czyli sam zaczynasz ten temat.-odstawił kubek.-Przyprowadził cię Frank, jak zwykle. Znalazł cię nawalonego pod drzewem, jak jakiś koleś próbował ci wsadzić, więc cię zabrał.-powiedział bez emocji, jednak mogłem się domyślić, jak bardzo był zdenerwowany.-Kolejny raz ci uratował dupę. Nie wiem dlaczego, ja bym cię tam zostawił w rękach tego napalonego faceta, żebyś rano obudził się z jego fiutem w dupie i żeby cię bolało. Tego bym ci życzył.-mruknął i opuścił pomieszczenie.
Czyli był bardzo zły. Cholera, musiałem jednak zrobić coś bardzo źle, że był aż tak wściekły.
Postanowiłem pójść do Iero, aby dowiedzieć się więcej. Skoro mnie przyprowadził, to musiał wiedzieć, co mogło zajść później. Zapukałem do drzwi jego domu. Nikt mi nie otworzył. Zapewne chłopak jeszcze spał po całej nocy spędzonej na grach. Tak, Frank jest tego typu chłopakiem. Uroczy, mały szatyn, który spędza wolny czas nad gitarą, lub konsolą.
Podoba mi się, tak trochę. Mógłbym powiedzieć, że mam do niego małą słabość i zawsze wybaczam mu różne głupie numery. Mimo, że jest przyjacielem Mikey'a, to i tak więcej czasu spędza w moim towarzystwie, jakby był we mnie...Zakochany?
Tak, to chyba to słowo. Zakochanie. Właśnie to uczucie jest mi obce, bo czym jest miłość? Wydaję mi się, że to tylko chwila w naszym życiu, gdy zdaje nam się, że jesteśmy szczęśliwi. Kiedy już naprawdę mamy sięgnąć po to, to to uczucie znika, po prostu się roztapia. Podobno taka pierwsza strata osoby na której nam zależy boli najbardziej, bo w końcu wkładamy w to całe serce i darujemy drugiej osobie całe swoje serce i poświęcamy jej swój wolny czas, a ona po dłuższym czasie znika. Ot tak sobie.
Dlatego nie chcę się zakochać. Nie chcę cierpieć po kimś, komu na mnie nie zależy, bo to bez sensu. Kopnąłem w te jebane drzwi bardziej zdenerwowany czekaniem. W końcu ujrzałem w drzwiach zaspanego Franka. Włosy miał roztrzepane i okryty był kołdrą. Zapewne pod tym musiał być tylko w samych bokserkach...Boże, Gerard, Stop. O czym ty myślisz, człowieku?
-O, hej Geeeeee.-uśmiechnął się i przetarł oczy.-Co tu robisz tak wcześnie?
-Chcę pogadać o wczorajszym wieczorze.-powiedziałem spokojnie.
Chłopak zarumienił się lekko, ale przepuścił mnie, abym mógł wejść do środka.
-Chodź do mojego pokoju, bo mama odsypia nockę.-powiedział cicho.
Skierowaliśmy się do jego pokoju. Byłem tu jeden raz, jakieś parę tygodniu, gdy chłopak zrobił imprezę Halloweenową, która była również jego urodzinami. Pamiętam, jak bardzo chłopak ucieszył się z tej gry, którą mu dałem. Nawet trochę pograliśmy, ale potem Jamie źle się poczuł i musiałem pójść z nim do domu.
Frank zrzucił z siebie kołdrę, a ja mogłem zobaczyć jego plecy i zgrabny tyłek ukryty za różowymi bokserkami.
-Bardzo męski kolor.-uśmiechnąłem się lekko.
-Oh...Em...Dzięki?-spojrzał na mnie zmieszany.
Nałożył przetarte spodnie na tyłek i sięgnął po jakąś koszulkę. Rozłożyłem się na jego łóżku, które jeszcze było ciepłe. I do tego pachniało szatynem. Istny raj....
-To co chcesz wiedzieć, Gerard?-Frank pochylał się nade mną.
Boże, kiedy on zdążył się ogarnąć? Może na chwilę przysnąłem.
-Mikey jest na mnie zły i nie chcę mi powiedzieć, dlaczego.-westchnąłem smutno.-Wiesz może, co ja takiego zrobiłem?
Chłopak przygryzł wargę i odwrócił wzrok. Na jego szyi dostrzegłem coś, jakby miał malinkę i to dość porządną. Podszedłem do niego i odgarnąłem jego włosy, a on zareagował na to szybko, odsuwając się na znaczną odległość.
Niemożliwe, żebym ja mu to zrobił, prawda? Chociaż słyszałem już różne historię o tym, co robię, gdy jestem pijany. Jednak nigdy nie tknąłbym Franka. Co to, to nie.
-Nic się nie stało, tylko trochę paplałeś o tym, że jestem ładny i to Mikey'a wkurzyło, bo mnie lubi.-powiedział zrezygnowany.-Nie rozdrapuj strych ran i zapomnij. Idź do domu.
Zrezygnowany opuściłem jego dom. Może później pogadam z Mikim na spokojnie o tej sprawie.
-Co robisz, zgredziu pedziu?-do kuchni wszedł Mikey.
Chłopak oparł się o blat i spojrzał na mnie. Wyglądał na dość zamyślonego. Zapewne przetwarzał informacje z wczoraj i za chwilę dostanę niezły opieprz. Blondyn jednak wzruszył ramionami, zabrał mi kawę i ruszył do salonu.
Westchnąłem zrezygnowany. Nie chciało mi się już przyrządzać kolejnej kawy, więc poszedłem się ubrać. Narzuciłem na siebie jakąś ciemną koszulkę i do tego czarne jeansy. Tak właśnie wyglądała cała moja szafa z ubraniami. Większość rzeczy z logiem Misfits, albo Iron Maiden, lub po prostu bardzo ciemne rzeczy. Taki miałem styl i nikt nie mógł tego zmienić.
Zajrzałem do salonu, gdzie Mikey przełączał kanały w poszukiwaniu czegoś ciekawego.
-Ej, młody...-usiadłem obok niego.-Kto mnie wczoraj przyprowadził?-zapytałem.
-Czyli sam zaczynasz ten temat.-odstawił kubek.-Przyprowadził cię Frank, jak zwykle. Znalazł cię nawalonego pod drzewem, jak jakiś koleś próbował ci wsadzić, więc cię zabrał.-powiedział bez emocji, jednak mogłem się domyślić, jak bardzo był zdenerwowany.-Kolejny raz ci uratował dupę. Nie wiem dlaczego, ja bym cię tam zostawił w rękach tego napalonego faceta, żebyś rano obudził się z jego fiutem w dupie i żeby cię bolało. Tego bym ci życzył.-mruknął i opuścił pomieszczenie.
Czyli był bardzo zły. Cholera, musiałem jednak zrobić coś bardzo źle, że był aż tak wściekły.
Postanowiłem pójść do Iero, aby dowiedzieć się więcej. Skoro mnie przyprowadził, to musiał wiedzieć, co mogło zajść później. Zapukałem do drzwi jego domu. Nikt mi nie otworzył. Zapewne chłopak jeszcze spał po całej nocy spędzonej na grach. Tak, Frank jest tego typu chłopakiem. Uroczy, mały szatyn, który spędza wolny czas nad gitarą, lub konsolą.
Podoba mi się, tak trochę. Mógłbym powiedzieć, że mam do niego małą słabość i zawsze wybaczam mu różne głupie numery. Mimo, że jest przyjacielem Mikey'a, to i tak więcej czasu spędza w moim towarzystwie, jakby był we mnie...Zakochany?
Tak, to chyba to słowo. Zakochanie. Właśnie to uczucie jest mi obce, bo czym jest miłość? Wydaję mi się, że to tylko chwila w naszym życiu, gdy zdaje nam się, że jesteśmy szczęśliwi. Kiedy już naprawdę mamy sięgnąć po to, to to uczucie znika, po prostu się roztapia. Podobno taka pierwsza strata osoby na której nam zależy boli najbardziej, bo w końcu wkładamy w to całe serce i darujemy drugiej osobie całe swoje serce i poświęcamy jej swój wolny czas, a ona po dłuższym czasie znika. Ot tak sobie.
Dlatego nie chcę się zakochać. Nie chcę cierpieć po kimś, komu na mnie nie zależy, bo to bez sensu. Kopnąłem w te jebane drzwi bardziej zdenerwowany czekaniem. W końcu ujrzałem w drzwiach zaspanego Franka. Włosy miał roztrzepane i okryty był kołdrą. Zapewne pod tym musiał być tylko w samych bokserkach...Boże, Gerard, Stop. O czym ty myślisz, człowieku?
-O, hej Geeeeee.-uśmiechnął się i przetarł oczy.-Co tu robisz tak wcześnie?
-Chcę pogadać o wczorajszym wieczorze.-powiedziałem spokojnie.
Chłopak zarumienił się lekko, ale przepuścił mnie, abym mógł wejść do środka.
-Chodź do mojego pokoju, bo mama odsypia nockę.-powiedział cicho.
Skierowaliśmy się do jego pokoju. Byłem tu jeden raz, jakieś parę tygodniu, gdy chłopak zrobił imprezę Halloweenową, która była również jego urodzinami. Pamiętam, jak bardzo chłopak ucieszył się z tej gry, którą mu dałem. Nawet trochę pograliśmy, ale potem Jamie źle się poczuł i musiałem pójść z nim do domu.
Frank zrzucił z siebie kołdrę, a ja mogłem zobaczyć jego plecy i zgrabny tyłek ukryty za różowymi bokserkami.
-Bardzo męski kolor.-uśmiechnąłem się lekko.
-Oh...Em...Dzięki?-spojrzał na mnie zmieszany.
Nałożył przetarte spodnie na tyłek i sięgnął po jakąś koszulkę. Rozłożyłem się na jego łóżku, które jeszcze było ciepłe. I do tego pachniało szatynem. Istny raj....
-To co chcesz wiedzieć, Gerard?-Frank pochylał się nade mną.
Boże, kiedy on zdążył się ogarnąć? Może na chwilę przysnąłem.
-Mikey jest na mnie zły i nie chcę mi powiedzieć, dlaczego.-westchnąłem smutno.-Wiesz może, co ja takiego zrobiłem?
Chłopak przygryzł wargę i odwrócił wzrok. Na jego szyi dostrzegłem coś, jakby miał malinkę i to dość porządną. Podszedłem do niego i odgarnąłem jego włosy, a on zareagował na to szybko, odsuwając się na znaczną odległość.
Niemożliwe, żebym ja mu to zrobił, prawda? Chociaż słyszałem już różne historię o tym, co robię, gdy jestem pijany. Jednak nigdy nie tknąłbym Franka. Co to, to nie.
-Nic się nie stało, tylko trochę paplałeś o tym, że jestem ładny i to Mikey'a wkurzyło, bo mnie lubi.-powiedział zrezygnowany.-Nie rozdrapuj strych ran i zapomnij. Idź do domu.
Zrezygnowany opuściłem jego dom. Może później pogadam z Mikim na spokojnie o tej sprawie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz