-FRANK, OTWÓRZ TE JEBANE DRZWI!-usłyszałem krzyk Gerarda.
-Spieprzaj.-mruknąłem pod nosem i zakryłem głowę poduszką.
Nie chciałem mieć z nim nic do czynienia. To było okropne. Zrobił to po to, żeby mnie zranić? Znowu. Znowu cierpię przez drugiego człowieka. Znowu mam ochotę zrobić sobie krzywdę.
-Frankie, proszę....-westchnął i zapukał ostatni raz.
Zrezygnowany wstałem z łóżka. Otworzyłem drzwi i spojrzałem na niego chłodno. Chłopak miał policzki mokre od łez. Nie przejąłem się tym. Pozostałem zimnym sukinsynem.
-O co chodzi?-spojrzałem na niego z wyższością.
-Jja....Frank, ja przepraszam.-szatyn padł na kolana.-Ja nie chciałem, naprawdę.....
-Nie wiem, czy jesteś Gerardem, czy Danny'm.-powiedziałem chłodno.
-Danny?-zaśmiał się histerycznie.-Ty myślałeś, że to ja?
-A ty.....
-To był pamiętnik Danny'ego, owszem. Ale potem go mi oddał, jak wyjechał. Potem ja w nim pisałem. Ja byłem w tobie zakochany, nie Danny.-chłopak przytulił się do moich nóg i pocałował mnie w odsłoniętą część brzucha.-To ja czułem do ciebie to uczucie i było ono przeznaczone tylko dla mnie. Nie chciałem się tobą dzielić, ale to wolałeś jego, nie mnie. Nie tego chłopaka, który siedział ciągle sam, z dala od innych. Tego, który rysował cię miliony razy w swoim zeszycie.-wyciągnął rękę i ujął nią moją dłoń.-Bardzo byłem w tobie zakochany, a potem ten samochód i Danny, który go prowadził....Ja wtedy cię uratowałem. Zawiozłem cię do szpitala. Byłem przy tobie dzień i noc, a gdy się obudziłeś, to nakrzyczałeś na mnie, ale ci wybaczyłem, bo miałeś prawo być zły, Frankie.
Patrzyłem na niego coraz bardziej zatapiając się w jego cichym i spokojnym głosie. Uklęknąłem przed nim i ująłem jego twarz w dłonie. Chciałem zapamiętać wszystko, co tak bardzo kochałem. jego czerwone usta, zielone oczy, które wywoływały u mnie dreszcze....Ciemne włosy, które tak pięknie się układały...Cały był cudowny.
-Mówisz poważnie, Gee?-pogłaskałem go po policzku.
Chłopak tylko uśmiechnął się i sięgnął po coś w swojej kieszeni.Wyciągnął do mnie zaciśniętą dłoń.
-Franku Anthony Iero....Wyjdziesz za mnie?-zapytał pokazując mi ciemny pierścionek z czaszką, zamiast oczka.
Zaśmiałem się i spojrzałem na niego. Gerard tylko patrzył na mnie i wyczekiwał mojej odpowiedzi.
-Oczywiście, że tak idioto!-rzuciłem się na niego i wycałowałem mu całą twarz.
Patrzyliśmy tak na siebie długi czas, klęcząc na progu mojego pokoju. Skoro go kocham, to dobrze robię. Będziemy razem tak długo, jak się da. Przede wszystkim miłość. Nasza miłość, która jest ważna. Nie zostawię go. Będę z nim do końca, a nawet dłużej.
-Chodź, musimy powiedzieć twojemu ojczymowi.-wstał w końcu, a mój wzrok powędrował na jego spodnie. Zawstydzony wstałem z kolan i uśmiechnąłem się.
Stanęliśmy w salonie przed Andy'm, który patrzył na nas spokojnie. Odłożył gazetę i upił łyk swojej kawy.
-O co chodzi, dzieciaki?-zapytał.
-Jestem Gerard Way i mam zaszczyt poinformować pana, że ja i Frank się pobieramy. Zostaniemy razem.-powiedział mój narzeczony.
Boże, jak to pięknie brzmi...Frank Way...
-Uhm, a nie jest za wcześnie na takie decyzje?-zmarszczył brwi.-Znaczy, akceptuje to, ale Frank jest młody i niektóre rzeczy...
-Nie da się powiedzieć o czystości przed ślubem.-uśmiechnął się i objął mnie w ramieniem.-Ale nie chcę zwlekać. Czekałem na niego długi czas, a teraz nie chcę go znów tracić. Kocham Franka i zadbam o niego lepiej, niż zrobiłby to ktokolwiek inny. Mój narzeczony na pewno zgodzi się ze mną, że ślub będzie za tydzień, a w tym czasie przeprowadzi się do mnie.
-Ttak, oczywiście....-szepnąłem wpatrując się w podłogę. Jemu to wszystko przychodziło tak łatwo.-Gerard i ja chcemy być szczęśliwi. Jesteśmy zakochani i to nie będzie błąd.
Po długich przemowach Andy w końcu coś zrozumiał.
-Jesteś w ciąży, Frank?-przyjrzał mi się.
Spiekłem raka i spuściłem wzrok.
-Faceci nie są w ciąży.-powiedziałem cichutko.-To niemożliwe.
-Oj mało wiesz, Frankie.-westchnął Andy.-Twój ojciec był w ciąży.-powiedział spokojnie.
Wziąłem głęboki wdech i opuściłem pokój. To nie jest prawda. Andy sobie żartuje. Mężczyźni zapładniają, a nie są zapładniani. To głupie.
Położyłem się na swoim łóżku i przykryłem ciepłą kołdrą. Niestety Gerard przylazł za mną i uwalił się na miejscu obok. Wtulił się w moje plecy i po prostu pocałował mnie w ramię. Obróciłem lekko głowę, żeby się dowiedzieć, o co mu chodzi, a ten złożył czułego całusa na moim policzku. Zaśmiałem się cicho i odwróciłem się w jego stronę.
-Jesteś w ciąży, Frankie?-szepnął mi do ucha, a po moim ciele przeszły przyjemne ciarki.-Pieprzyłem cię aż tak, że jesteś w ciąży?-polizał płatek mojego ucha.-Powiedz mi.
-Jezu, nie jestem.-westchnąłem.-Prędzej ty.
-Frank....Ty jesteś tak pozytywny, jak twój ojciec....Musisz być w ciąży.-przytulił mnie mocno.-Proszę, bądź w ciąży....
Przewróciłem oczami i wtuliłem się w niego.
-Ja będę w ciąży, to ty nie bądź chory.-ziewnąłem i zasnąłem w jego bezpiecznych ramionach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz