Gerard
-Jesteś dziwnym kotem...-westchnąłem wpatrując się w malca, który próbował odgryźć mi palec.-Aua! Ale masz te kły...
Poison polizał mnie po policzku i spojrzał mi w oczy. Te jego ludzkie odruchy zaczynały mnie coraz bardziej przerażać. Nawet przez sen gadał, a jak na mnie patrzył, to zdawało mi się, że widziałem jego myśli. Pierwszy raz czuje takie coś. Bardzo dziwne uczucie.
Odpycham od siebie wszystkich i zamiast przyjemności wybieram kota, który...Uspokaja mnie. Nie czuję tej nienawiści do całego świata.
Jednak najbardziej martwi mnie to, że Franka wciąż nie widać. To już kolejny dzień, odkąd nie widziałem jego zarumienionej, uśmiechniętej twarzy. Ten widok sprawiał, że czułem się wyjątkowo, bo wiedziałem, że nikt inny nigdy go takiego nie zobaczy.
Kot podszedł do okna i chciał się wydostać, ale miał problem. Okno było szczelnie zamknięte. Tak samo, jak drzwi. Nie miał żadnej drogi ucieczki, więc zaczął biegać po moim pokoju, jak opętany, co mnie denerwowało, bo nie mogłem się skupić na niczym innym, tylko na dźwięku małych łap uderzających o deski. Przed chwilą był na zewnątrz, a teraz już robi się ciemno i zimno, więc go nie wypuszczę, bo spędzę resztę wieczoru na martwieniu się, co się dzieje z tym głupim kotem.
-Poison, przestań do cholery!-warknąłem, a kot miauknął przeraźliwie i skulił się w kącie.
Dostrzegłem tylko, jak jego łapy powiększają się i zmieniają kolor na bardziej ludzki, abym w końcu mógł dostrzec go w pełnej krasie. Chłopak o jasnej cerze i ciemnych włosach siedział tam, skulony, a ja rozpoznałem w nim mojego Franka. Podszedłem bliżej i przykryłem go kocem, a on spojrzał na mnie smutno.
-Nie powiesz nikomu, prawda?-jego usta zadrżały.
Miał jeszcze ogon, a zamiast swoich ludzkich uszu, te bardziej kocie. Był bardzo przerażony. Chyba najbardziej tym, że mogę go odtrącić. Wtuliłem się w jego plecy i westchnąłem ciężko.
-Głupi jesteś.-szepnąłem.-Bardzo, bardzo głupi, ale to pozostanie naszym sekretem...Jednak jest jeden warunek...-uśmiechnąłem się lekko.
-Jjjaki?-odwrócił głowę tak, aby spojrzeć mi w oczy.
Skorzystałem z tego i pocałowałem go w usta. Zatrzymałem jego dłoń, która chciała mnie odepchnąć i po prostu go całowałem wkładając w to całe serce i wszystkie możliwe pozytywne uczucia, jakie we mnie tkwiły. Popchnąłem go na zimne deski nie przerywając pocałunku, który teraz stał się dla mnie, jak cenny oddech, potrzebny do życia.
-Właśnie taki, Frankie.-zabrałem niesforny kosmyk, który wpadł na jego anielską buźkę i przywróciłem go na miejsce.
Praktycznie na nim leżałem. Podpierałem się tylko łokciami, aby go nie zgnieść. Chłopak tylko zarumienił się i odwrócił wzrok.
-Ja tak nie mogę. Gerard, ty masz kogoś, a ja...Sam powiedziałeś, że jestem tylko przyjacielem i....
-Zamknij się już.-przyłożyłem palec do jego ust.-Czy ty rozumiesz, że skłamałem?-spojrzałem mu w oczy, ale widziałem, że on wciąż nie rozumie.-Skłamałem mówiąc, że jesteś tylko moim przyjacielem, okej? Może to nie jest wielka miłość, ale myślę, że za jakiś czas to będzie coś wielkiego i niesamowitego.
Frank wpatrywał się we mnie, jakby oznajmił mu właśnie, że od jutra będę zawodowym sportowcem, co w moim przypadku nie było ani trochę możliwe. Od zawsze chciałem spróbować być z nim, ale nigdy nie miałem wystarczającej odwagi, aby mu powiedzieć. Tłumiłem to od jakiś trzech miesięcy, które były moją prywatną katorgą. Wiecznie musiałem patrzeć na niego z daleka. Nie mogłem go dotknąć w tak bardzo pożądany sposób, albo chociaż pocałować na krótki moment, bo zawsze był Jamie.
Teraz, gdy już nikt nie toruje mi do niego drogi, mogę robić, co chcę.
-Kocham cię.-szepnąłem, ale on już tego nie usłyszał, bo spał.
Podniosłem go z ziemi i zaniosłem do łóżka. Teraz moja kolej, aby się nim zaopiekować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz