listopada 08, 2014

I'm NOT okay rozdział 4

Patrzyłem na niego, gdy układał sobie rano fryzurę. Oczywiście zmusił mnie do zostania u niego na noc. Nie spałem, tylko przyglądałem się mu. To jednak nie zmienia faktu, że umiera.
Gerard, chłopak, którego kocham, umiera. Na pierdolonego raka.
Kurwa, jak to jest możliwe, żeby mi to zrobił? Żeby mnie zostawił, gdy ja go kocham całym swoim ciałem i całą swoją duszą? Dlaczego akurat on, a nie kto inny? Dlaczego nie ja?
Tak bardzo chciałem, żeby to wszystko okazało się nieprawdą, ale to było zbyt realne, żeby być snem. On naprawdę umierał, a ja nie mogłem nic z tym zrobić.
-Ile ci zostało?-zapytałem odwracając wzrok od jego twarzy.
-Ile mi zostało, do czego?-zaśmiał się.-Co się dzieje, Frankie? Jesteś jakiś przygaszony.-westchnął smutno, ale mimo to wciąż się uśmiechał.
-Zostawiasz mnie.-szepnąłem.-A dopiero co cię spotkałem...A ty umierasz...
Gerard szybko pochwycił mnie w swoje ramiona i spojrzał głęboko w oczy. Bałem się patrzeć w nie zbyt długo, więc po prostu go pocałowałem. Przymknąłem oczy i włożyłem w to jak najwięcej uczuć. Nie chciałem tracić mojego skarbu. Już straciłem ojca, a teraz on...
Chłopak odsunął się kawałek. Wiedziałem, że dokładnie mi się przygląda. 
-Nie zostawię cię. Odejdziesz ze mną.-powiedział głaszcząc mnie po policzku.
-Co?-zmarszczyłem brwi.
-Mówię, że umrzesz, gdy ja umrę.-wzruszył ramionami.-Twoje serce rozpadnie się na kawałki i przestanie bić.
-Jesteś idiotą.-przewróciłem oczami.
-Ale mnie kochasz.-cmoknął mnie w policzek i wrócił do układania swoich włosów.-Chcę, abyś zamieszkał ze mną na jakiś czas.-powiedział spokojnie.-Albo ja zamieszkałbym u ciebie w pokoju.
-Co? Po co?-zmrużyłem oczy.
Szatyn wzruszył ramionami.
-Bo chcę cię mieć przy sobie.-szepnął.-Bo zostało mi pół roku.
Oparłem się o ścianę, a gorzkie łzy popłynęły po moich policzkach po krótkim czasie. Chciałem teraz stąd wyjść i o nim zapomnieć, ale nie mogłem. Wlepiłem tylko wzrok w podłogę. Wiedziałem, że chłopak stanął przede mną, ale mimo to nie podniosłem wzroku. Nie chciałem, żeby widział, jak jest mi ciężko.
-Kocham cię.-szepnął Gerard i pocałował mnie mocno. Jednym ruchem otarł moje łzy i zastąpił smutek szczęściem. Przez niego czułem wszystkie emocje w jednej minucie.
-Też cię kocham.-powiedziałem, gdy zjechał swoimi ustami na moją szyję. Przymknąłem oczy i wczepiłem palce w jego włosy.-Zróbmy sobie dziś wolne.-szepnąłem.-Poznajmy się lepiej...
-Zgadzam się na ten układ.-zamruczał i uśmiechnął się.
Pociągnąłem go za sobą w stronę jego pokoju. Miałem trudności z utrzymaniem pocałunku, gdy wchodziliśmy po schodach, ale jakoś udało nam się dotrzeć do ciemnych drzwi jego pokoju. Bez zbędnych pytań otworzyłem je i oboje wpadliśmy do środka. Gerard szybkim ruchem zakluczył za nami drzwi, aby nikt nam nie przeszkadzał.
Dość szybko pozbyłem się jego koszulki. W końcu mogłem dokładnie przyjrzeć się jego klatce. Wyglądał naprawdę cudownie. Jak dla mnie był idealny.
-Frank, jesteś pewny, że chcesz?-zapytał gładząc mnie po policzku.
-Jestem kurwa pewien!-rzuciłem się na niego i oboje padliśmy na łóżko.
Zaczęliśmy szybko pozbywać się swoich ciuchów. Oboje chcieliśmy zapomnieć o tym pierwszym razie, który był dla nas zbyt bolesny. Teraz będziemy mieli coś prawdziwego, pełnego uczuć. Chcę, aby to było czymś, po czym będziemy pewni naszych uczuć. Zbliżenie musi być pełne miłości i troski o drugą osobę, a ja myślę, że jestem zdolny, aby mu to zapewnić.
Odsunąłem się kawałek i spojrzałem na niego. Jego włosy były roztrzepane, a policzki idealnie zaróżowione. Usta były lekko rozchylone. Chłopak starał się łapać powietrze. Uśmiechnąłem się przebiegle i zacząłem obsypywać pocałunkami jego klatkę piersiową. Dłonią zjechałem w dół zahaczając o wybrzuszenie w spodniach. W odpowiedzi usłyszałem głośny jęk. Zaśmiałem się cicho i kontynuowałem czynność.
-Frank, proszę cię!-jęknął znowu, gdy zacząłem ssać jego sutki.
Tylko na niego spojrzałem. Męczyłem go tyle czasu, że biedak doszedł w spodnie. Padłem na miejsce obok niego i chichotałem jak głupi.
-Aż tak ci było dobrze?
-Błagam....Zaraz mogę wstać i wyjść.-mruknął obrażony.
-Nie ma tak łatwo!-usiadłem na nim okrakiem.
Zdjąłem jego spodnie, a zaraz potem bokserki. Spojrzałem na jego męskość, która była dość duża. Chłopak niecierpliwie uniósł biodra do góry, więc musiałem go jakoś przytrzymać, gdy ściągałem z siebie rzeczy. Oczywiście uparłem się na to, że to ja będę na górze, a tak naprawdę nie wiedziałem, co mam robić, więc Gerard zaczął mi wszystko tłumaczyć.
-Najpierw wsadź jednego palca, poruszaj nim, a potem dołóż kolejne dwa.-powiedział, a ja wykonałem jego polecenie.-Ttak....Właśnie tak....-zamruczał i poruszył biodrami.
Wyjąłem palce i spojrzałem na niego pytająco. On tylko skinął głowa na znak, że mogę już zacząć, więc odwróciłem go spokojnie na brzuch. Wszedłem w niego powoli i delikatnie. Sam nie wiedziałem, jak powinienem się zachować.
Dlaczego on się w ogóle zgodził, żebym to ja to zrobił? Przecież mógł po prostu sam się tym zająć.
Przez chwilowe zamyślenie zapomniałem o ostrożności i od razu dojechałem do samego końca mimo protestów chłopaka.
-Cholera, Gerard! Przepraszam...-wtuliłem się w jego plecy.
-Idiota.-burknął tylko.
Westchnąłem ciężko. Poruszałem się teraz bardziej delikatnie i z wyczuciem. Nie chciałem, aby czuł niepotrzebny ból, bo w końcu...Zależy mi na nim i na jego uczuciach. Jest bystry, czuły i trzeba go po prostu lepiej poznać, żeby go ocenić. Ja chyba zbliżyłem się na tyle, aby móc cały czas słyszeć bicie jego serca. Dzień i noc, aż do końca jego życia. No i mojego także. Nie chcę, aby on umarł. Kocham go, kurwa. Niech ludzie wyzywają mnie od gejów i pedałów, ale ja tego nie zmienię.
Moje przemyślenia przerwał głośny jęk.
-Boże, co jest?-zatrzymałem się i spojrzałem na niego.
-TAM!-krzyknął tylko i sapnął ciężko.-Ten punkt, Frank, JEZU!
Zachichotałem cicho i zaatakowałem ponownie tamto miejsce, o wywołało u niego przekleństwa i coraz to głośniejsze pojękiwania. Poczułem sentencje w dolnych partiach mojego brzucha, więc zacząłem poruszać się szybciej. Aby sobie pomóc, pomyślałem o ustach Gerarda i o jego czułym dotyku. O tych krótkich pocałunkach i o tym, jak wymawia moje imię.
Doszliśmy w tym samym momencie. No prawie.
Wykonałem jeszcze dwa ostatnie pchnięcia i opadłem zmęczony na poduszki. Gerard uśmiechnął się do mnie lekko i otulił nas kocem, po czym przytulił mnie mocno.
-Dzięk...
-Nie dziękuj.-przerwałem mu od razu i pocałowałem go.
Po krótkim czasie Gerard zasnął. Spał jak zabity, więc mogłem mu się przyglądać do woli.
-Kocham cię.-szepnąłem i pocałowałem go w policzek, po czym zasnąłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz