Mikey
Gerard naprawdę czasami nie rozumiał, jak niektórymi czynami potrafił ranić biednego Frania. Taki chłopak, który jest w niego wpatrzony jak w obraz nie zwróci mu uwagi, gdy ten gada mu do ucha niestosowne rzeczy i do tego obmacuję po dupie. Musiałem zareagować i przydzwoniłem bratu w jaja, a Frank zaczął na mnie krzyczeć, że tak nie powinno być. Zabrał tego idiotę do pokoju, a potem nie wiem co robili, ale słyszałem stłumione jęki Gerda.
To było okropne wiedzieć, że mój przyjaciel daje się wykorzystywać jak tania dziwka tylko po to, by być bliżej Gerrego. Dlaczego po prostu nie zaprosił go na wypad do kina, albo na spacer? Przecież to by było o niebo lepsze od takiego obrzydlistwa.
Nawet nie jestem pewien, czy Gerd coś pamięta. Był tak bardzo schlany w cztery dupy, że jest duże prawdopodobieństwo, że nic nie pamięta z tamtej nocy. Jedynie Frank to wie i zapewne zatrzyma tą tajemnicę do grobu, bo nigdy nikomu nie powie prawdy. Jedynie ja się o tym dowiedziałem przez przypadek któregoś wieczoru, gdy byliśmy sami. Właśnie wtedy wyznał mi to, co leży mu na sercu.
Powiedział mi, jak ciężko jest mu żyć z miłością do kogoś, kto nawet nie zwraca uwagi na te jego drobne uczynki. Owszem, chciał się zabić, ale jakoś go przekonałem, że będzie dobrze. W końcu Gerard może się jeszcze zmienić. Może w końcu zauważyć, jak bardzo chłopakowi na tym zależy, bo mu zależy. Cokolwiek się nie dzieje z moim bratem, on wie o tym o wiele wcześniej, niż ten Jamie. Naprawdę nie lubię chłopaka mojego brata. Jest ładny, to prawda, ale on...Nie potrafi się powstrzymywać. Zapewne zauważył to spojrzenie, jakim mój przyjaciel darzy Gerrego i wykorzystuje to. Obmacuje mojego braciszka i robi inne, o wiele gorsze rzeczy.
Nawet nie jestem pewien, czy Gerd coś pamięta. Był tak bardzo schlany w cztery dupy, że jest duże prawdopodobieństwo, że nic nie pamięta z tamtej nocy. Jedynie Frank to wie i zapewne zatrzyma tą tajemnicę do grobu, bo nigdy nikomu nie powie prawdy. Jedynie ja się o tym dowiedziałem przez przypadek któregoś wieczoru, gdy byliśmy sami. Właśnie wtedy wyznał mi to, co leży mu na sercu.
Powiedział mi, jak ciężko jest mu żyć z miłością do kogoś, kto nawet nie zwraca uwagi na te jego drobne uczynki. Owszem, chciał się zabić, ale jakoś go przekonałem, że będzie dobrze. W końcu Gerard może się jeszcze zmienić. Może w końcu zauważyć, jak bardzo chłopakowi na tym zależy, bo mu zależy. Cokolwiek się nie dzieje z moim bratem, on wie o tym o wiele wcześniej, niż ten Jamie. Naprawdę nie lubię chłopaka mojego brata. Jest ładny, to prawda, ale on...Nie potrafi się powstrzymywać. Zapewne zauważył to spojrzenie, jakim mój przyjaciel darzy Gerrego i wykorzystuje to. Obmacuje mojego braciszka i robi inne, o wiele gorsze rzeczy.
'Od Frank:
Hej Miki. Może wyjdziemy dziś gdzieś razem, co?'
Nie miałem ochoty przesiedzieć kolejnego dnia w domu, więc od razu zacząłem odpisywać.
'Do Frank:
Spoko. Może wpadnij do mnie. Gerarda dziś nie ma,
bo poszedł do tego
swojego chłoptasia. Co ty na to?'
Chłopak już nie odpisał, więc pomyślałem, że zrezygnował. Odłożyłem telefon i padłem na kanapę zrezygnowany. Szczerze, to nie miałem ochoty na nic. Miałem jeden z tych dni, kiedy chciałbym zamknąć się w pokoju i powoli znikać. Wiem, miewam humory, ale to przez to, że zazwyczaj zajmuję się problemami innych, a nie swoimi. Zwykle nie umiałem powiedzieć innym 'nie' i odejść wiedząc, że beze mnie sobie nie poradzą. Nie jestem takiego typu człowiekiem. Uwielbiam pomagać innym.
Już chciałem tymi rozmyślaniami doprowadzić się do snu, ale ktoś walnął w drzwi. Poszedłem zobaczyć kto to, a wtedy do domu wparował mi Frank z całym pudłem starych płyt, słodyczami i jakimś kwiatem.
-A co ty teraz, kurwa?-zdziwiłem się.
-Przenocujesz mnie u siebie, proszę?-spojrzał na mnie szczenięcymi oczkami.
Musiałem się zgodzić, bo inaczej zacząłby mi tutaj płakać. Zabrałem go do pokoju i przygotowałem mu miejsce na podłodze obok mojego łóżka. Rozpakowaliśmy rzeczy, które chłopak przyniósł.
-O, a więc tu była moja płyta.-spojrzałem na niego spode łba.
-No...Przyniosłem ci ją, bo ostatnio zapomniałem.-wydukał.
-Ostatnio?! OSTATNIO?!? Ja ci kurwa dam ostatnio!
Zaczęliśmy okładać się poduszkami. Akurat do pokoju zajrzała mama i uśmiechnęła się lekko.
-Hej Franiu. Nocujesz u nas?-zapytała.
-Tak proszę pani.-powiedział.-Mogę, prawda?
-Oczywiście, skarbie. Przygotuję zaraz kolacje dla was.-rzekła i znikła.
Uśmiechnęliśmy się szeroko i znów wróciliśmy do naszej wielkiej bitwy.
Moja mama bardzo lubi Franka, bo w końcu jakby go tu nie lubić? Mały, fajny, wesoły i uprzejmy chłopak. I do tego wspaniały przyjaciel. Czego chcieć od niego więcej? Serce ma wielkie i chyba kocha wszystko. Jest strasznie pozytywny, mimo tego wszystkiego, co go spotkało w życiu.
Dostałem poduszką w łeb, więc padłem na poduszki, a ten idiota usiadł na mnie i uśmiechnął się szeroko, jak jakiś pedofil. Próbowałem wstać, ale on przytrzymał mnie mocno. Pochylił się nade mną i po chwili polizał mnie w nos.
-Frank ty....-coś zamknęło mi usta i musiałem długo poczekać, zanim domyśliłem się, że to jego usta. Nie oddałem pocałunku, tylko wpatrywałem się w niego. Coś musiało być nie tak. Wtedy spojrzałem w stronę drzwi i już wiedziałem o co chodzi.
Gerard patrzył na nas z dziwnym bólem na twarzy, jakby to go naprawdę zraniło. Postanowiłem pomóc Frankowi i oddałem pocałunek wrzucając w to wiele serca. Objąłem go mocno w pasie, szarpiąc za koszulkę.
-Ekehm, ekehm....-zakaszlał Gerard.
Spojrzeliśmy na niego udawając zdziwienie.
-Oh, przepraszamy.-Frank udał zawstydzonego i odsunął się ode mnie.-Nie wiedzieliśmy, że tu jesteś.
-Oczywiście.-mruknął wyraźnie niezadowolony.-Mama mówi, że masz iść jej pomóc, Mikey i że Frank ma spać u mnie, bo ty jutro rano jedziesz z nią na zakupy i nie chcę budzić Frania.-powiedział uśmiechając się przebiegle.
Zacisnąłem pięści na pościeli.
-Okej.-mruknąłem.
Nie byłem zadowolony z takiego obrotu spraw, ale zapewne Frank cieszył się jak głupi, bo w końcu to Gerard.
Czy naprawdę nikt już się nie liczy z moimi uczuciami...?
-A co ty teraz, kurwa?-zdziwiłem się.
-Przenocujesz mnie u siebie, proszę?-spojrzał na mnie szczenięcymi oczkami.
Musiałem się zgodzić, bo inaczej zacząłby mi tutaj płakać. Zabrałem go do pokoju i przygotowałem mu miejsce na podłodze obok mojego łóżka. Rozpakowaliśmy rzeczy, które chłopak przyniósł.
-O, a więc tu była moja płyta.-spojrzałem na niego spode łba.
-No...Przyniosłem ci ją, bo ostatnio zapomniałem.-wydukał.
-Ostatnio?! OSTATNIO?!? Ja ci kurwa dam ostatnio!
Zaczęliśmy okładać się poduszkami. Akurat do pokoju zajrzała mama i uśmiechnęła się lekko.
-Hej Franiu. Nocujesz u nas?-zapytała.
-Tak proszę pani.-powiedział.-Mogę, prawda?
-Oczywiście, skarbie. Przygotuję zaraz kolacje dla was.-rzekła i znikła.
Uśmiechnęliśmy się szeroko i znów wróciliśmy do naszej wielkiej bitwy.
Moja mama bardzo lubi Franka, bo w końcu jakby go tu nie lubić? Mały, fajny, wesoły i uprzejmy chłopak. I do tego wspaniały przyjaciel. Czego chcieć od niego więcej? Serce ma wielkie i chyba kocha wszystko. Jest strasznie pozytywny, mimo tego wszystkiego, co go spotkało w życiu.
Dostałem poduszką w łeb, więc padłem na poduszki, a ten idiota usiadł na mnie i uśmiechnął się szeroko, jak jakiś pedofil. Próbowałem wstać, ale on przytrzymał mnie mocno. Pochylił się nade mną i po chwili polizał mnie w nos.
-Frank ty....-coś zamknęło mi usta i musiałem długo poczekać, zanim domyśliłem się, że to jego usta. Nie oddałem pocałunku, tylko wpatrywałem się w niego. Coś musiało być nie tak. Wtedy spojrzałem w stronę drzwi i już wiedziałem o co chodzi.
Gerard patrzył na nas z dziwnym bólem na twarzy, jakby to go naprawdę zraniło. Postanowiłem pomóc Frankowi i oddałem pocałunek wrzucając w to wiele serca. Objąłem go mocno w pasie, szarpiąc za koszulkę.
-Ekehm, ekehm....-zakaszlał Gerard.
Spojrzeliśmy na niego udawając zdziwienie.
-Oh, przepraszamy.-Frank udał zawstydzonego i odsunął się ode mnie.-Nie wiedzieliśmy, że tu jesteś.
-Oczywiście.-mruknął wyraźnie niezadowolony.-Mama mówi, że masz iść jej pomóc, Mikey i że Frank ma spać u mnie, bo ty jutro rano jedziesz z nią na zakupy i nie chcę budzić Frania.-powiedział uśmiechając się przebiegle.
Zacisnąłem pięści na pościeli.
-Okej.-mruknąłem.
Nie byłem zadowolony z takiego obrotu spraw, ale zapewne Frank cieszył się jak głupi, bo w końcu to Gerard.
Czy naprawdę nikt już się nie liczy z moimi uczuciami...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz