Gerard
Powiedziałem prawdę. Miałem zamiar poślubić Franka, ale musiałem dopełnić wszystkich rzeczy, które rodzice Iero mi napisali.
" Lista rzeczy, które Gerard Artjur Way zobowiązał się zrobić, zanim poślubi naszego kochanego syna (który nie jest pedałem) i zabierze go z naszego rodzinnego domu:
1. Ślub ma być kościelny i odbyć się przed księdzem katolikiem.
2. Frank ma mieć suknię ślubną i wyglądać jak piękna, młoda kobieta, a nie jak 18-letni chłopak.
3. Gerard musi przed ślubem pokazać nam dom i miejsce, gdzie odbędzie się noc poślubna.
4. Jeśli chłopak zrobi krzywdę naszemu synowi, to skrócimy mu przyrodzenie."
Uśmiechnąłem się sam do siebie czytając to kolejny raz. Musiałem znaleźć odpowiedni pierścionek, miejsce do ślubu, miejsce na miesiąc miodowy i jeszcze tak dużo rzeczy, ale czego się nie robi dla kochanej osoby. Naprawdę zależy mi na tym, żeby chłopak został ze mną, a to, co miałem z Jamie'em już minęło. Złamałem tą obietnice miłością do Franka.
-Hej, co robisz?-Mikey położył się koło mnie.
Pokazałem mu kartkę, a ten tylko się skrzywił.
-No co?-spojrzałem na niego.
-Ty z tym na serio?-mruknął.
-Tak. A coś ci się nie podoba, hm?
Chłopak tylko coś mruknął i wyszedł z pokoju. Już miałem zabrać się za przygotowywanie listy rzeczy, które muszę kupić, ale coś zastukało w okno. Dostrzegłem czarnego kota, który uderzał łapką w szybę.
-Franiu, miałeś siedzieć w domu.-westchnąłem i wpuściłem go do środka.
Dałem mu jakieś ubranie, żeby nie chodził mi nago po pokoju, bo to by mnie rozpraszało. Usiadłem przy biurku i zacząłem spisywać wszystko, co powinienem kupić. Frank przytulił mnie od tyłu i zajrzał mi przez ramię. Zakryłem wszystko dłonią.
-No ej....Co tam piszesz?
-Rzeczy, które kupuję na nasz ślub.-uśmiechnąłem się do niego.
Chłopak pocałował mnie mocno i rozłożył się na łóżku. Starałem się na niego nie zerkać, ale nie potrafiłem sobie odmówić patrzenia na niego. Wyglądał tak pięknie... Czarne włosy opadały na jego bladą twarz, która zdobił delikatny uśmiech. W pewnej chwili po prostu się na niego rzuciłem. Zacząłem go całować. Podwinąłem jego koszulkę i obsypałem pocałunkami jego brzuch i klatkę. Patrząc w dól mogłem się domyślić, że po takiej czynności jest już podniecony. Chciałem się tym zająć, ale niestety mój brat wpadł do pokoju. Wszystko nam przerwał.
-A ty tu czego?-warknąłem.
-Pstro, masz gości.
Zszedłem na dół i mnie zatkało.
-Pani Bower? O co chodzi?-zapytałem spokojnie kobiety.
Nie była sama. Obok niej stał zapłakany Jamie. Wyglądał, jakby nie spał od kilku długich dni. Do tego był zły na mnie. Przez cały czas wpatrywał się w podłogę i nic nie mówił.
-Obiecałeś ślub komuś innemu, a nie Iero. Mój syn czekał na to od wielu lat.-powiedziała chłodnym tonem.
-Wybaczy mi pani, ale znam swoje obowiązki i jednym z nich jest, abym był szczęśliwy z osobą, którą kocham szczerze...-akurat w tym momencie Frank zszedł na dół i przystał obok mnie.
Objąłem go ramieniem. Byłem naprawdę szczęśliwy, że go mam tu przy sobie. To nie jest tak, że zmieniam partnera od tak sobie. Nie. Ja po prostu zwlekałem z decyzją o byciu z moim ukochanym. Tylko niepotrzebnie przedłużałem to z Jamie'em. Chłopak nie zasłużył na to, by cierpieć, jednak teraz już nic nie zmienię. W moim sercu jest tylko jedno miejsce, a ono należy do Franka.
-A, więc wolisz spotykać się z jakimś mutantem, niż z moim synem?-warknęła.
-Proszę, aby pani stąd wyszła. Nie życzę sobie, aby obrażała pani kogokolwiek z mojej rodziny.
Kobieta tylko prychnęła i opuściła nasz dom razem ze swoim synem.
-Gerard....
-Już dobrze, kochanie. Nikt nie ma prawa tak mówić.-pogłaskałem go, a on uśmiechnął się lekko.
Skłamałbym, gdybym powiedział, że jego uśmiech nie daje mi nadziei na to, że zostaniemy razem na zawsze.
Uśmiechnąłem się sam do siebie czytając to kolejny raz. Musiałem znaleźć odpowiedni pierścionek, miejsce do ślubu, miejsce na miesiąc miodowy i jeszcze tak dużo rzeczy, ale czego się nie robi dla kochanej osoby. Naprawdę zależy mi na tym, żeby chłopak został ze mną, a to, co miałem z Jamie'em już minęło. Złamałem tą obietnice miłością do Franka.
-Hej, co robisz?-Mikey położył się koło mnie.
Pokazałem mu kartkę, a ten tylko się skrzywił.
-No co?-spojrzałem na niego.
-Ty z tym na serio?-mruknął.
-Tak. A coś ci się nie podoba, hm?
Chłopak tylko coś mruknął i wyszedł z pokoju. Już miałem zabrać się za przygotowywanie listy rzeczy, które muszę kupić, ale coś zastukało w okno. Dostrzegłem czarnego kota, który uderzał łapką w szybę.
-Franiu, miałeś siedzieć w domu.-westchnąłem i wpuściłem go do środka.
Dałem mu jakieś ubranie, żeby nie chodził mi nago po pokoju, bo to by mnie rozpraszało. Usiadłem przy biurku i zacząłem spisywać wszystko, co powinienem kupić. Frank przytulił mnie od tyłu i zajrzał mi przez ramię. Zakryłem wszystko dłonią.
-No ej....Co tam piszesz?
-Rzeczy, które kupuję na nasz ślub.-uśmiechnąłem się do niego.
Chłopak pocałował mnie mocno i rozłożył się na łóżku. Starałem się na niego nie zerkać, ale nie potrafiłem sobie odmówić patrzenia na niego. Wyglądał tak pięknie... Czarne włosy opadały na jego bladą twarz, która zdobił delikatny uśmiech. W pewnej chwili po prostu się na niego rzuciłem. Zacząłem go całować. Podwinąłem jego koszulkę i obsypałem pocałunkami jego brzuch i klatkę. Patrząc w dól mogłem się domyślić, że po takiej czynności jest już podniecony. Chciałem się tym zająć, ale niestety mój brat wpadł do pokoju. Wszystko nam przerwał.
-A ty tu czego?-warknąłem.
-Pstro, masz gości.
Zszedłem na dół i mnie zatkało.
-Pani Bower? O co chodzi?-zapytałem spokojnie kobiety.
Nie była sama. Obok niej stał zapłakany Jamie. Wyglądał, jakby nie spał od kilku długich dni. Do tego był zły na mnie. Przez cały czas wpatrywał się w podłogę i nic nie mówił.
-Obiecałeś ślub komuś innemu, a nie Iero. Mój syn czekał na to od wielu lat.-powiedziała chłodnym tonem.
-Wybaczy mi pani, ale znam swoje obowiązki i jednym z nich jest, abym był szczęśliwy z osobą, którą kocham szczerze...-akurat w tym momencie Frank zszedł na dół i przystał obok mnie.
Objąłem go ramieniem. Byłem naprawdę szczęśliwy, że go mam tu przy sobie. To nie jest tak, że zmieniam partnera od tak sobie. Nie. Ja po prostu zwlekałem z decyzją o byciu z moim ukochanym. Tylko niepotrzebnie przedłużałem to z Jamie'em. Chłopak nie zasłużył na to, by cierpieć, jednak teraz już nic nie zmienię. W moim sercu jest tylko jedno miejsce, a ono należy do Franka.
-A, więc wolisz spotykać się z jakimś mutantem, niż z moim synem?-warknęła.
-Proszę, aby pani stąd wyszła. Nie życzę sobie, aby obrażała pani kogokolwiek z mojej rodziny.
Kobieta tylko prychnęła i opuściła nasz dom razem ze swoim synem.
-Gerard....
-Już dobrze, kochanie. Nikt nie ma prawa tak mówić.-pogłaskałem go, a on uśmiechnął się lekko.
Skłamałbym, gdybym powiedział, że jego uśmiech nie daje mi nadziei na to, że zostaniemy razem na zawsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz