grudnia 14, 2014

Tell me how love kills | XI

Frank
Moi rodzice zbyt mocno się przejmowali tym wszystkim. Najgorsza była rozmowa z ojcem, który od samego początku się tego domyślał, bo dużo mu opowiadałem o Gerardzie. Domyślił się, że to ktoś więcej, niż przyjaciel. To kolejna ważna osoba w moim życiu. A teraz mam go tylko i wyłącznie dla siebie. Nie muszę się nim z nikim dzielić. I możemy robić co tylko chcemy. Możemy się przytulać , całować, spać w jednym łóżku....Teraz zwykle śpimy u mnie, bo Gerard rozmawia z moją matką do późna na temat ślubu. To dziwne, że tak z dnia na dzień się zaręczyliśmy, ale nie mam nic przeciwko temu.
-Hej Franiu.-chłopak wszedł do środka i uśmiechnął się.-Mam dla ciebie niespodziankę.
-Jaką?-od razu usiadłem na łóżku.-No mów!
On tylko zaśmiał się i przyklęknął obok mnie. Zaczął szperać po kieszeniach, aż w końcu znalazł małe, czarne pudełko. Wpatrywał się w nie przez chwilę, aby zaraz potem spojrzeć na mnie.
-Chciałem to zrobić jakoś oficjalnie...Wyjdziesz za mnie?-otworzył pudełko, a moim oczom ukazał się srebrny pierścionek z czarnym oczkiem.
-Tak, tak, tak!-przytuliłem go mocno.
Chłopak pocałował mnie lekko i zaczekał na moją reakcję. Oczywiście od razu oddałem pocałunek i objąłem go wokół szyi wczepiając palce w jego ciemne włosy. Podniósł nas z podłogi, nie przerywając pocałunku i położył mnie na łóżku układając się nade mną wygodnie. Jego smukłe palce wsunęły się pod moją bluzkę, co sprawiło, że zarumieniłem się dość mocno. Odsunąłem się na chwilę, bo chciałem spojrzeć  mu w oczy. Chciałem wiedzieć, co zrobi dzisiaj. Co takiego się stanie. Do czego z tym zmierzamy. Czy to po prostu dotykanie się i całowanie, czy zamierzamy zrobić coś więcej.
Jego oczy świeciły wpatrując się we mnie. Wręcz płonęły z pożądania, przez co musiałem odwrócić wzrok, aby chociaż trochę się uspokoić. Jeżeli rodzice by usłyszeli, to od razu dostałbym karę. Zapewne wygnali by mojego ukochanego z domu i zerwali zaręczyny, a ja go tak bardzo kocham, że nie chcę go tracić. To byłaby dla mnie szybka śmierć.
-Co zrobimy, Gerard?-zapytałem cicho.
-Na razie nic, bo twoi rodzice to są, ale może wieczorem....
-Nie! Nie, nie ma mowy. Poczekaj do nocy poślubnej.-uśmiechnąłem się.
-Ugh, okej.-westchnął ciężko.
To będzie niesamowite. Ślub, miesiąc miodowy. Nasze życie. Będzie cudowne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz