maja 24, 2015

Take this to my grave| Rozdział 3

~Gerard~
-Zapewne teraz każe mi brać jakiś jebany ślub, aby mnie przy sobie zatrzymać.-mruczał pod nosem Frank ściskając mocniej moją dłoń.
Przyglądałem się mu z boku i nawet nie odczuwałem bólu, gdy próbował zmiażdżyć moją rękę, wcale mi to nie przeszkadzało. Chłopak był naprawdę zdenerwowany tym wszystkim, co się ostatnio wokół niego działo, a jeszcze ja sprawiłem mu kłopoty gryząc go po szyi i starając się zostać w jego życiu choć na jeden moment. Zależało mi na tym, aby już tak zostać i nie pozwalać Frankowi na to, aby mnie opuścił, ale dobrze wiem, że tak się nie da.
-Gerard...-szepnął chłopak podnosząc moją dłoń. Zatrzymałem się i spojrzałem na niego zainteresowany oraz zdziwiony jego dziwnym nastrojem.-Możesz mnie przytulić?-zapytał cichutko, że przez chwilę zdawało mi się, że to tylko głupi sen, dopóki nie powtórzył pytania już pewniejszym głosem.
-Jasne, mały.-wyciągnąłem ramiona i zacisnąłem je dopiero, gdy chłopak wbił palce w moje plecy i wtulił twarz w moją szyję.
Pogłaskałem go po plecach, aby się chociaż trochę uspokoił, ale on przez to zaczął się bardziej trząść i zaskomlał jak mały szczeniaczek. Zmartwiony chciałem się kawałek odsunąć i spojrzeć mu w oczy, ale on mi na to nie pozwolił. Zupełnie, jakby bał się, że nagle gdzieś zniknę i już nigdy nie pojawię się w jego życiu. Niestety ja nie mógłbym tak postąpić, bo wciąż martwiłbym się o tą cudowną osóbkę. Może gdyby był to ktoś inny, to dałbym sobie spokój, ale do jasnej cholery, to jest Frank i nie zamierzam się poddać, dopóki nie będę wiedział co go boli, albo też jak mogę mu pomóc. Najmniejszy powód, aby spędzić z nim więcej czasu jest dla mnie dobry. Po prostu go lubię, a raczej nie jestem taki, że lubię kogoś, gdy go nie znam.
-Możesz mnie pocałować?-usłyszałem dźwięczny głos wydobywający się z ust niskiego bruneta. Chłopak podniósł głowę i zaczął przyglądać mi się swoimi miodowymi oczami. Przejechał językiem po malinowych ustach i znów wlepił wzrok w moją szyję, byleby tylko nie patrzeć mi w oczy, a ja...Chyba tego potrzebowałem.-Proszę Gerard. Wydaję mi się, że to ty jesteś tą odpowiednią osobą, która może sprawić, że będę szczęśliwy.-powiedział niepewnie miętoląc swoją białą koszulę.
Jak w transie złapałem jego twarz w dłonie i ucałowałem delikatnie jego usta. Początkowo oboje byliśmy zdziwieni, jednak po chwili wszystko zaczęło się rozmazywać, a ja zniknąłem.
To tylko kolejny, tak słodki sen, a ja leżę z Frankiem na polanie pozwalając mu przeczesywać włosy i jeździć palcem po policzkach i miejscach w których ciemna koszula nie zasłaniała bladej skóry. Dotyk chłopaka był mimo to był przyjemny chociaż ja miałem swoje granice. Deszcz delikatnie obmywał moją twarz, a przecież tak dokładnie skryliśmy się pod dużym dębem i pozwoliliśmy sobie opowiedzieć swoją własną historię. Leżeliśmy tak i staraliśmy się nie moknąć, chociaż to wszystko poszło na marne. Chłopak uśmiechnął się do mnie delikatnie układając moją głowę na swoich kolanach i czekając na kontynuację opowieści o tym, jak ganiałem mojego brata po domu z nożyczkami, aby obciąć mu te kudły. Zawsze się naśmiałem na to wspomnienie, a teraz było mi już to obojętne, co się wtedy działo. Dokładnie zdawało mi się, że cała moja pamięć zaraz wyparuję, a ja nie będę wiedział kim jestem i zwariuję.
Usłyszałem trzask łamiącej się gałęzi, co wyrwało mnie z transu. Stanąłem na równe nogi i rozejrzałem się dokładnie obserwując każdy, nawet ten najbardziej zaciemniony kąt. Zmrużyłem oczy, gdy dostrzegłem, jak ktoś porusza się przy drzewie na drugim stronie polany. Zrobiłem pierwsze kroki do przodu, a już po chwili stałem jakieś 5 kroków od młodego chłopaka, który miał na sobie poszarpane i brudne ubrania, a obok niego stała kobieta w błękitnym stroju i wbijała mu ostre paznokcie w ramię, jak gdyby chciała mu je zaraz wyrwać. Cierpiałem widząc to, bo sam poczułem ten ból, a już po chwili wiedziałem dlaczego.
-Gerry..-szepnął brunet i już po chwili padł na ziemi zwijając się w małą kulkę.
Kobieta spojrzała na mnie i powoli ruszyła w moją stronę. Szybko cofałem się do tyłu, aż trafiłem na Franka, który przewrócił mnie na ziemie, a ostatnią rzeczą, którą zobaczyłem były czerwone iskry. Potem już zemdlałem. Chyba.
# # # 
Ktoś przemywał mi twarz wodą, a ja mimo to nie mogłem otworzyć oczu i sprawdzić, czy aby na pewno jestem w bezpiecznym miejscu. Słyszałem jeszcze cichy szloch, a czyjaś dłoń delikatnie głaskała moją, jakbym znów był martwy i ludzie przygotowywali by mnie do mojego własnego pogrzebu, gdy ja wciąż żyję i mam się całkiem dobrze. 
-Gerard proszę, obudź się...-szepnął załamany Frank. Wydawał się być naprawdę przerażony, a ja czułem się...Głodny? Tak, to raczej to.-Co jest?-poczułem jego delikatną dłoń na moim policzku i od razu byłem pewny, że jestem bezpieczny, więc mogłem otworzyć oczy.-Mój boże. Są czerwone.-szepnął przyciskając rękę do ust.
-Głodny jestem, Frankie...-powiedziałem słabym głosem.
-Mikey, wyjdź proszę. Muszę go nakarmić.-powiedział do chłopaka, który siedział na fotelu. Frank odgarnął włosy ze swojej szyi, aby ułatwić mi dostęp do niej. Nawet nie czekałem na to, aż w końcu się przybliży, tylko przyciągnąłem go do siebie i ułożyłem jego drobne ciałko na moim, aby nie musiał siedzieć jak głupi. Objąłem go w pasie i na początek zacząłem całować jego szyję, co wywołało u niego ciche westchnięcie.Uśmiechnąłem się delikatnie i wbiłem kły w jego szyje zachwycając się tym cudownym zapachem i słodkawym smakiem. Jego krew była inna, lepsza od tych, które znalazłem w lesie. Tamte zdawały się byś zepsute. -Gerard, już wystarczy. Słabo mi..-szepnął odsuwając się ode mnie kawałek.
Oddychałem ciężko powstrzymując się od rzucenia się na niego. W końcu nie chciałem go krzywdzić, bo to było ostatnią rzeczą, którą bym zrobił. Jeżeli chłopak by umarł, to i ja byłbym martwy. Jestem mu wdzięczny za tyle rzeczy. Frank pochylił się z powrotem w moją stronę i musnął delikatnie moje usta. Brunet przymknął oczy, a ja wpatrywałem się w niego zafascynowany, jakbym właśnie spróbował czegoś zupełnie nowego, zakazanego. Może to właśnie na to czekałem. Rzuciłem się na niego i zacząłem go całować bardziej pewnie i bez żadnego oporu. Poprawiałem jego włosy, które co jakiś czas opadały mu na twarz. Był naprawdę ślicznym i mądrym chłopcem. Moim chłopcem i nikogo innego.
-No już Gee. Moja mama chcę z tobą pogadać.-zachichotał powstrzymując mnie przed kolejnym pocałunkiem.
No i czar prysł. A ja znów zacząłem się bać.

5 komentarzy:

  1. Nie pamiętam,czy pisałam już jakiś komentarz na twoim blogu, bardzo lubię twoje opowiadanie, styl pisania i pomysły.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, to wiele dla mnie znaczy ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. O wow, genialny rozdział. Widać, że to opowiadanie jest dopracowane. Jezus, Frank i Gerdu są tacy uroczy ;_; Miłość, miłość wszędzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten rozdział akurat zrobiłam na szybko, przepraszam. Zależało mi, aby po prostu dać go jak najszybciej

      Usuń
    2. Oj tam, że na szybko. Bardzo ładnie Ci wyszedł ;)

      Usuń