Tak, to musiał być cmentarz. Pełny, jasny księżyc świecił na ciemno-niebieskim niebie rzucając poblask na inne groby. Trawa wydawała się być szara, jakby ktoś przejechał po niej farbą kilka razy, albo pokrywał ją dziwny osad. Marmurowe mauzoleum wyglądało jak z najstraszniejszego horroru. W oddali dało się słyszeć kruka, który wzbijał się w niebo. Wiatr wiał, przez co gałęzie gołych drzew uderzały o siebie.
Spojrzałem na swój nagrobek z napisem:
"Tu leży Gerard Way, nasz kochany syn
ur. 09.04.1877
zm.29.10.1897
Spoczywaj w pokoju"
Ile mogłem już tu leżeć?
Dwa, trzy dni?
Sam nie wiem. Boję się tego, co może się stać, gdy spróbuję się dowiedzieć. Postanowiłem więc przejść się wzdłuż mojego nowego miejsca zamieszkania. Sam się dziwie, dlaczego nie trafiłem prosto do piekła. Może dostałem jakąś mniejszą szansę na naprawienie błędów.
-A ty tu co robisz?-usłyszałem zimny głos za sobą.
Odwróciłem się powoli i spojrzałem na niskiego chłopaka, który wpatrywał się we mnie pustym wzrokiem. Nie wyglądał na martwego, ale na żywego też nie. W swojej bladej dłoni trzymał zakrwawiony nóż. Gdy zrobiłem jeden krok w jego stronę, on zacisnął mocniej palce wokół rękojeści. Bał się mnie. Nie wiedział, kim jestem. Ja sam nie wiem, kim jestem.
-Słyszysz?!-wydarł się tak, że z pobliskiej gałęzi czarny ptak odleciał jak najdalej.-Kim ty jesteś?
Nie powiedziałem nic, tylko wskazałem na swój grób. Chłopak przeczytał wszystko, a potem spojrzał na mnie, a jego spojrzenie było teraz bardziej współczujące. Nienawidziłem litości u ludzi.
-Nie jestem duchem.-warknąłem, ale to już nie było ludzkie warknięcie. Bardziej, jak u dzikiego zwierzęcia, który właśnie zauważył swoją ofiarę.
-Gerard Way....Way...-zamyślił się brunet na chwilę.-Twój ojciec nie jest burmistrzem miasta?-zapytał.
Wzruszyłem ramionami i usiadłem na ławce. Co go to interesuje? Nie jest nikim, komu mogę to powiedzieć. Nawet go nie znam. Jeszcze przed chwilą pewnie by się na mnie rzucił z tym nożem.
-No dobra, Gerard. Do wschodu słońca nie zostało wiele czasu, a do pałacu długa droga. Pewnie będzie trzeba znaleźć jakieś miejsce, gdzie będziemy mogli odpocząć.-wbił łopatę w ziemię i spojrzał na mnie.-No? Idziesz, czy nie?
-Kim ty jesteś?-zmrużyłem oczy.
-Oh, zapomniałem. Ale ze mnie idiota.-puknął się w głowę.-Jestem Frank. Twój nowy przyjaciel i najgorszy wróg.
Wow! Cudnie.
OdpowiedzUsuńJestem pełna podziwu.Czekam na więcej i weny życzę. :*
Zapraszam do siebie.
http://zanim-uratuja-ma-nedzna-dusze.blogspot.com/
Gratulacje! Zostałeś nominowany do Liebster Award! Więcej informacji na http://historiepewnegodemona.blogspot.com/ w podstronie Liebster Award :)
OdpowiedzUsuńZaczyna się bardzo ciekawie... :)
OdpowiedzUsuńZaczyna się bardzo ciekawie... :)
OdpowiedzUsuńHejo! :D
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam wczoraj wszystko, co do tej pory zamieściłaś na swoim blogu i... Nie jest źle. Powiedziałabym, że jest naprawdę dobrze. Uważam, że masz potencjał, jednak dobrze by było, gdybyś w swoich opowiadaniach umieściła więcej opisów- gdy czytałam Twoje poprzednie często miałam problem z zrozumieniem niektórych sytuacji i dlaczego się odbywały w danym momencie.
"Take this to my grave" zapowiada się naprawdę super. Intrygująca sprawa z tą śmiercią Gerarda. Jestem naprawdę ciekawa, jak potoczy się dalej akcja i szczerze naprawdę fajnie by było, gdybyś to kontynuowała, jeśli się nie zraziłaś do pisania. :)
Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego komentarza (o ile w ogóle go przeczytasz) nie zniechęcisz się do dalszego kontynuowania tego bloga- wręcz przeciwnie, zmotywuje Cię on. Powtórzę się, naprawdę masz potencjał.
Życzę Ci dużooooo weny i z niecierpliwością czekam na następne części tego opowiadania. :)
Trzymaj się cieplutko! C:
Wiem dokładnie, że daję zbyt mało opisów, ale jakoś czasami mi trudno jakoś dać jej więcej, bo boję się, że coś schrzanię. I nie, nie zraziłam się do pisania, po prostu ostatnio miałam gorszy okres, ale chyba teraz będzie trochę lepiej. Dziękuję za to co napisałaś pomogło mi to. Jeszcze raz dziękuję. xx
Usuń